Lifestyle

10 błędów, które popełniłam w prowadzeniu bloga // #10latblogowania

Styczeń 31, 2018

Niezależnie od tego, jak potoczy się ten rok, jest już specjalny choćby z tego względu, że w lutym kończę 30 lat, a za kilka miesięcy mój blog będzie obchodził 10! Nie chcę mi się wierzyć, że prowadzę go 1/3 życia, ale wszystkie znaki na to wskazują…
Zapowiedziałam niedawno na Facebooku, że z tej okazji chcę stworzyć w najbliższych miesiącach serię postów związanych z tą rocznicą. Mam w głowie kilka pomysłów, a zaczynam od błędów jakie w prowadzeniu bloga popełniłam. Bo nie da się ukryć, że było ich całe mnóstwo, a im dłużej bloga prowadzę, tym wyraźniej je dostrzegam.
No bo umówmy się, że jak na regularne prowadzenie bloga od 10lat i napisaniu ponad 1000 postów, mogłam dzisiaj być gdzieś dalej niż w miejscu w którym jestem. Dużo dalej.  Tak naprawdę, mogłam oszczędzić sobie dobrych kilka lat depresji i błądzenia, gdyby odpowiednio wcześnie zmieniła swoje podejście, myślenie, odstawiła na bok dumę, miała więcej wiary w to, co robię i określony plan. Oczywiście nie ma co gdybać, bo jestem kim jestem, a te błędy są po prostu częścią mnie. Nie chodzi więc o to, żeby rozpłakiwać teraz niewykorzystane okazje, ale chcę ostrzec Was przed podobnym postępowaniem i pokazać jak wiele zależy często od prostych, sensownych czynności i jaśniej postawionego celu. Jak czasami wszystko czego szukamy stoi przed nami, a my bardzo nie chcemy po to sięgnąć szukając ciągle dookoła…

 

10 błędów w blogowaniu, z których możesz się czegoś nauczyć

 

 

Brak wiary i umniejszanie swojego bloga

Pierwszy i podstawowy problem tego bloga, to że nigdy nie brałam go do końca na poważnie, bo to przecież „taki tam blog, w sumie nie wiem po co go piszę, ale piszę i jest fajnie”. Niewielka wiara we własne możliwości zdecydowanie przełożyły się również na podejście do tej strony. Generalnie nigdy nie wierzyłam, że uda mi się zarobić na nim jakąś sensowną sumę, a tym bardziej, że mogłabym z blogowania żyć.
Jednocześnie nie wierząc w jego powodzenie, włożyłam w ten blog mnóstwo serca. 10 lat regularnego pisania, to strasznie dużo poświeconego czasu. Tylko nie mając żadnego konkretnego celu, a tym bardziej wiary w to co robiłam, pewnie połowę czasu poświęconą tej stronie mogę uznać za zmarnowaną. Wiecie, takie robienie czegoś dla poczucia, że coś się robi, choć można zrobić to dużo lepiej i szybciej wkładając w to zdecydowanie mniej czasu. To mój spory problem nie tylko na blogu. Na studiach potrafiłam pisać pracę 50h i umierać nad nią (podczas gdy innym zajmowała 8h), po czym i tak dostawałam słabą ocenę, bo było w niej dużo więcej mojego cierpienia niż faktycznie wartościowej treści.

Niewykorzystywanie okazji

Pomijam już zaproszenia do wystąpień na festiwalach podróżniczych czy uczelniach czy w szkołach, bo dzisiaj prawdopodobnie również odmówiłabym, przerażona wizją stania na środku i nie wiedząc o czym mogłabym mówić. Mądrzej byłoby oczywiście na wszystko odpowiadać „TAK” i rzucać się na głęboką wodę.
W każdym razie jeszcze inny przykład – sześć lat temu ktoś z dużą wiedzą w branży chciał mi pomóc z rozwinięciem bloga, a ja odpisałam m.in., że mój bloga jest infantylny, są na nim banalne teksty z których ludzie nie czerpią żadnych korzyści i że nie wydaje mi się, żebym mogła się z niego utrzymywać. Czy mając takie zdanie o sobie i swojej twórczości/produkcie można do czegoś dojść? Zdecydowanie nie.
Nie bierzcie ze mnie przykładu i nie utrudniajcie sobie życia na własne życzenie – wykorzystujcie możliwości jakie podrzuca życie.

Nie odpowiadanie na potrzeby czytelników

W czasach kiedy byliśmy młodsi, a Wy byliście niezwykle zaangażowanymi czytelnikami dostawałam mnóstwo powtarzających się pytań lub próśb o napisanie postów na konkretne tematy. Niektóre powtarzały się setki razy, a ja nigdy takiego posta nie napisałam. Było nim np. „jak szukać tanich lotów”. Możliwość taniego latania odkryłam przypadkowo jakieś 13 lat temu, na długo przed powstaniem wszelkich portali poświęconych temu tematowi, zanim powstały blogi i ktokolwiek pomyślał o napisaniu o tym posta. Gdybym była trochę mądrzejsza, napisałabym w pierwszych latach prowadzenia bloga dobrze pozycjonującego się posta, najlepiej kilka związanych z tematem i zwiększyła w ten sposób ilość odwiedzin strony.
Podobnie było z tematem au pair, na który dostawałam mnóstwo pytań, a z historii jakie słyszałam i wiadomości jakie otrzymałam wyszło, że mój blog zainspirował mnóstwo dziewczyn do wyjazdu jako au pair. Stworzenie serii sensownie napisanych postów na ten temat było gwarancją licznej ilości wejść na bloga. Jednak ja, poza pojedynczymi postami nie zrobiłam nic.
Dlaczego? Bardzo długo było mi głupio pisać o czymś, co wydawało się mnie samej oczywiste. Kiedy już pojawiły się w internecie pierwsze informacje o tym jak szukać tanich lotów, stwierdziłam, że kto jeszcze o tym nie nie wie, może spokojnie znaleźć te informacje gdzie indziej niż u mnie. Po co miałabym dokładać do tego jeszcze swojego posta? Miło z mojej strony, że nie chciałam zapychać internetu. Świat jest mi za to z pewnością wdzięczny, a ja zaoszczędziłam sobie dobrą ilość wejść na bloga!

Inna sprawa, to też wałkowanie postów, które niekoniecznie Was interesują (co sugeruje ilość wejść) i nie wyciąganie z wniosków z tych, które cieszą się dużo większym powodzeniem oraz planowanie postów uwzględniając Wasze preferencje. A to przecież jeden z kluczy w rozwijaniu bloga – tworzenie takich treści, jakie chcecie czytać.

Korzystanie ze stron do hostingu zdjęć

Bardzo nieaktualny temat, bo w czasach tak rozwiniętych narzędzi do blogowania nikomu nie przyszłoby do głowy, żeby wrzucać zdjęcia na bloga przez inne źródło niż swoje własne. Nie pamiętam już co mnie podkusiło, żeby skorzystać ze stron do hostingu zdjęć, ale w efekcie jakiś rok czy dwa lata zdjęć na tym blogu  przestała istnieć.

Nadmiar mało użytecznych treści

Zdałam sobie z tego sprawę chcąc stworzyć niedawno na blogu podstronę „Zacznij tutaj”. Zastanowiłam się jakie posty mogłyby się tam pojawić wedle podręcznikowych rekomendacji i zauważyłam, że mam takich zaledwie kilka takich i póki co nie ma sensu kontynuować z podstroną.
Zakładając bloga uznałam, że będzie to miejsce w którym będę dzielić się swoimi zainteresowaniami, przygodami z podróży itp. Co do pewnego czasu działało naprawdę nieźle, ale zestarzeliśmy się, ubyło Wam czasu do zabicia w internecie (już nie szkoła i studia, a praca i rodzina), przybyło blogów, podniósł się ich poziom, sami zaczęliście więcej podróżować. W pewnym momencie okazało się, że mało kogo interesuje już relacja z podróży pełna zdjęć i podpisów pod nimi typu „Po obiedzie poszliśmy na plażę i przez następne 3h cieszyliśmy się piękną pogodą”  jakich mój blog jest pełen.
Dobry blog ma odpowiadać na jakieś potrzeby. Mój do pewnego czasu inspirował, ale nieco się znudził. Zaangażowanie spadło, jedynym ratunkiem było wreszcie pójść w bardziej przydatne treści, których od pewnego czasu staram się tworzyć dużo więcej niż kiedyś.

Pozycjonowanie

Pozycjonowanie… klucz do statystyk bloga, które przekładają się na na zasięg i pomijając już współprace oraz stawki, które w dużej mierze od statystyk zależą, dają też autorowi znak, że blog się rozwija, bo publika ciągle rośnie.
Pozycjonowaniem zainteresowałam się bardzo późno, a dopiero w listopadzie minionego roku, czyli dwa miesięcy temu zrobiłam coś, co może być bardziej użyteczne w tym kierunku. Nie do wiary, co?
Tak się składa, że do niedawna gardziłam pisaniem postów pod SEO i tytułami stworzonymi dokładnie tak, jak chciałby tego Google. W między czasie mnóstwo blogów, które konsekwentnie tworzyły dobrze wyszukujące się treści wyprzedziło mnie swoimi zasięgami, a ja zostałam na szarym końcu zaskoczona, że nikt na mojego bloga nie wchodzi.
Już w samym temacie pozycjonowania nazbierałabym błędów nadających się na osobnego posta, bo generalnie robiłam wszystko odwrotnie niż powinnam. Niech najlepszym przykładem będą tytuły postów, pisane przez wiele lat po angielsku. Często, z braku pomysłu zupełnie przypadkowe zresztą, jak np. „…” – tak, trzy kropki. No ale najważniejsze, że byłam z dala od mainstreamu. Pokazałam światu jak post „…” stał się najczęściej czytanym na moim blogu. NOT.

Brak działań około-blogowych

Działania powiązane z blogiem są podobnie ważne co samo prowadzenie bloga. Nigdy nie brałam napisania książki pod uwagę, bo nie lubię pisać i nie czuję się w tym dobra, ale znalazłoby się na pewno coś, czego mogłam się podjąć. Spotkania z czytelnikami, warsztaty, prezentacje z podróży, nagrywanie filmów, nagrywanie podcastów, stworzenie kursu, tworzenie materiałów do pobrania, sprzedaż produktów itp itd. Oczywiście na wszystko mam swoją wymówkę i tego nie robię, ale jeżeli wkładacie serce w prowadzenie w bloga i podchodzicie do niego poważnie, to dodatkowe działania zdecydowanie powinniście wziąć pod uwagę.

Niewiele nauki i zmian na przestrzeni lat

To zarówno na blogu jak i w życiu, bo przekonałam się, że wbrew pozorom bardzo nie lubię wychodzić ze swojej strefy komfortu i uczyć się nowych rzeczy. Brakuje mi do tego motywacji.
Kilka miesięcy temu siedząc w kawiarence w kolumbijskiej wiosce i czekając aż skończy się burza weszłam na bloga Asi Glogazy i przeczytałam jej nowego posta, w tym fragment:

Zarabianie na blogowaniu i sprawach około-blogowych wymaga też konkretnych cech charakteru, czy może raczej umiejętności. Wbrew temu, co może się wydawać, nie chodzi nawet o wybitne posługiwanie się słowem pisanym, ale przede wszystkim chęć próbowania nowych rzeczy i ciągłego uczenia się.

To zdanie mnie uderzyło, bo natychmiast zdałam sobie sprawę, że jest przecież tak bardzo o mnie.
Zupełnie nie uczyłam się jak prowadzić tego bloga lepiej, nie próbowałam nowych rzeczy, nie wprowadzałam zmian. Pewnie znacie ten cytat o robieniu ciągle tego samego i oczekiwaniu innych efektów? Wiedziałam, że idę w złym kierunku, bo czytelników przybywało i przybywa jak na lekarstwo, ale nigdy nic z tym na poważnie nie zrobiłam.

Bez strategii

Nie ma nic złego w prowadzeniu bloga jako hobby, dla przyjemności i nie posiadaniu strategii. Problem pojawia się, kiedy spędzasz nad blogiem tyle czasu, ile spędzałabyś w płatnej pracy. No i nie masz już 20 lat, mnóstwo czasu, które możnaby zmarnować i oczekiwań finansowych na miarę tamtego wieku. Masz 28 lat i jesteś bezrobotna, albo masz 30 lat i mało poważną pracę w kuchni. Wtedy przychodzi do głowy, że mogłaś się jednak bardziej postarać i nie pisać bloga dla jaj, ale mieć na niego strategię, a swoje działania zmonetyzować. Co prawda zarabianie w złotówkach i życie w takim kraju jak Austria to podwójnie ciężkie zadanie, ale skoro twoje koleżanki blogerki kupują mieszkania i budują domy, to najwyraźniej można było zajść choćby TROCHĘ dalej, a odpowiednio wczesne stworzenie strategii na pewno by w tym pomogło.

Własne, głupie przekonania

Jestem swoim największym wrogiem i bardzo skutecznie rzucam sobie pod nogi kłody. Przykładem są na to różne własne zasady i głupie przekonania, co powinno się robić, a czego nie. Np. przez lata postrzegałam reklamy na Facebooku  jako zło i nie dopuszczałam do siebie myśli, że można coś promować tam za pieniądze. Aż w końcu Facebook, jak przystało na firmę, a nie organizację charytatywną, zaczął wymagać płacenia za treści w celu dotarcia do większej liczby odbiorców. Napisałam o tym niedawno na FB i chociaż prośba o większą interakcję z Waszej strony zebrała mnóstwo lajków, nie przełożyła się szczególnie na efekty i większe zaangażowanie. Kolejnym krokiem było więc wypróbowanie reklamy na Facebooku. Nie powiem, żeby przynosiła spektakularne efekty, zwłaszcza przy najmniejszym budżecie, ale te łatwiejsze czasy do prowadzenia kanałów social media skończyly się na dobre i trzeba radzić sobie w nowej, płatnej rzeczywistości.
Podobnych przekonań na różne tematy miałam mnóstwo, kilka nadal we mnie zostało, ale stwierdziłam też w końcu, że próba bycia alternatywnym, unoszenia się dumą „to nie dla mnie”  „ja tak nie robię” „jestem ponad to”, to zupełna głupota i tworzenie sobie granic, które na pewno nie prowadzą do rozwoju.

Wnioski?

Cieszę się, że jestem w stanie na dzień dzisiejszy dostrzec te błędy, bo jeszcze niedawno z większości z nich w ogóle nie zdawałam sobie sprawy!
Latami powtarzałam sobie, że chcę żyć z podróżowania, jedzenia i fotografowania. Po części się udało, bo zarabiam na blogu, ale  mogłam to osiągnąć naprawdę, a skutecznie utrudniałam sobie drogę. Straciłam mnóstwo czasu na bezsensownych działaniach, głupim myśleniu i prowadzenia bloga bez żadnego planu. Nie popełniajcie tych samych błędów!
Zdając sobie sprawę z tego co robię źle, czy planuję zacząć jutro od nowa i wszystko zrobić lepiej? Nie do końca, hehe. Już pomijam to, że jak zawsze mam nieodparte wrażenie, że jest za późno, nawet jeżeli w teorii wiem, że tak nie jest. Chcę natomiast spróbować też czegoś innego, gdzie będę mogła zacząć od zera i z lepszym podejściem, nad którym najpierw muszę porządnie popracować. Jednocześnie nie odchodzę od bloga i mam nadzieję, że uda mi się tutaj co nieco poprawić!

You Might Also Like

  • Aleksandra Ruszkiewicz

    Jestem z Tobą chyba właśnie 10 lat, pamiętam początki, pamiętam wszystkie podróże, których Ci zazdrościłam. Mój podziw dla Twojej niezgody na tkwienie w szarej codzienności i upór żeby podróżować (pamiętam, jak męczyłaś się na studiach w UK;), nawet kosztem tego że musiałaś zacisnąć zęby i przetrwać gorsze momenty. Kiedyś chyba nawet poryczałam się nad którymś postem, tak bardzo zazdrościłam Ci tego że nie kończyłaś durnych stuidów, bo ktoś Ci kazał i powiedział że taka ścieżka będzie najlepsza, bo tak wszyscy robią (siema mamo!). Mam tyle lat to Ty, tyle że 30 kończę w listopadzie (jakim cudem, skoro wczoraj miałam 23?), jestem przykładnym trybikiem w machnie i o ile pogodziłam się z tym, bo z wiekiem godzimy się z naszą sytuacją, to i tak marzy mi się rzucić wszystko w cholerę i pojechać daleko. Czego nie zrobię, bo kredyt, bo egzamin radcowski, bo nadchodzący ślub, bo to, bo tamto, ale przynajmniej zawsze mogę sobie pooglądać Twoje zdjęcia na fejsiku 😉 Mój pierwszy komentarz ever, Oda do Uli! 😀

  • Ula, to mi wygląda jak lista „to do” 🙂 Trzymam kciuki i jestem przekonana, że jak do tego dobrze podejdziesz to niewielkim nakładem sił szybko odbijesz te błędy!

  • Weronika

    Hej Ula, rozumiem Twoje argumenty, ale jednocześnie, nie uważaj proszę tego czasu spędzonego na „nieprofesjonalnym” blogowaniu za stracony. Ja polubiłam Twój blog właśnie w takiej formie i niedawno wróciłam do archiwalnych postów, a opcja *zdjęcie**zdjęcie**jedno zdanie* zupełnie mi nie przeszkadza 😉 Jest teraz dużo blogów, których autorzy starają się być profesjonalni, ale dla mnie ich treści są przez to pozbawione klimatu i… duszy? Dla mnie zawsze było tutaj dobrze tak, jak jest 🙂

  • Z większością się zgadzam tylko z jednym może nie. Po ilości miłych rzeczy, które od Ciebie usłyszałam, wnioskuję, że czytasz mojego bloga bez cierpienia, może nawet z jakąś małą przyjemnością.. Na jaką potrzebę odpowiada mój blog? 😉
    Cieszę się widząc w Tobie energię do działania i potrzebę pracy na blogiem, tylko nie biczuj się za bardzo i w każdym aspekcie.

    • Ula

      Twój blog odpowiada na potrzębę zrozumienia. Ludzie znajdują w Twoich tekstach to, co sami czują, ale sami nie potrafiliby poskładać tego w myśli i słowa. Często zmuszasz też do myślenia, więc kto lubi popatrzeć na życie z innej perspektywy znajduje to u Ciebie.

      (A ta moja małą przyjemność czytania Twojego bloga to tak naprawdę uwielbienie <3)

      • Widzisz, potrafisz spojrzeć na czyiś blog i zobaczyć w nim zalety. W Twoim jest dużo zalet i sporo daje, widzisz w komentarzach. Sama pewnie nie masz dystansu.

        • Ula

          Jak najbardziej widzę w swoim blogu zalety i wiem dlaczego ludzie go odwiedzają, znam jego mocne strony.
          Sporo daje grupie ludzi, ale ta grupa od lat nie rośnie, powiedziałabym, że nawet maleje, no i to uważam za problem.

  • Hrabina Weltmeister

    Dziękuję Ci za ten post! Super, że dzielisz się swoim doświadczeniem. Ja właśnie bardzo cenię sobie Twojego bloga za to, że nie ocieka lukrem, ale jest po prostu szczery. Sama popełniłam i dalej popełniam wiele błędów, o których piszesz i chociaż nie mam tak długiego stażu w blogowaniu, to mam wrażenie, że od początku prowadzenia bloga nie zrobiłam zbyt wielkich postępów, a w każdym razie robię je zbyt wolno. Trzymam za Ciebie i za Twojego bloga kciuki!

  • Katarzyna Olszewska

    No cóż dla mnie większość tych punktów to właśnie powody dla których jest to jedyny blog, którego czytam od lat. Bije od Ciebie autentyczność i to się przejawia w prowadzeniu tego bloga 🙂

    • Ula

      Doceniam jak najbardziej! :*

    • Marta

      TAK! Właśnie tak!
      Od kiedy Asia Glogaza zrobiła się bardziej marketingowo-komercyjna rzadziej tam zaglądam.

      • Ula

        Dla mnie akurat Asia jest przykładem osoby, którzy wszystko pogodziła w świetny sposób. Nie tyle stała się też komercyjna (bo współprace na blogu miała od wielu lat) co zaczęła podchodzić do bloga bardziej biznesowo. Biorąc pod uwagę popularność jej strony, nie straciła na tym, a wręcz zyskała, ale oczywiście nie da się trafić w gust wszystkich 😉

        • Marta

          Zdaję sobie sprawę, że skoro już od dość długiego czasu Asia ma taką strategię, to musi ona działać 🙂 ale dla mnie właśnie zrobiło się tam za dużo biznesu – opanował on fb, newsletter i bloga, a mało jest innych treści. Statystyki będą wzrostowe, ale mam wrażenie, że to dlatego, że na bloga wpadają osoby, które akurat szukały danego tematu w Googlach, a nie dlatego, że ogólnie interesują mnie treści tworzone przez autorkę. Pozostaje więc pytanie : czy dany blog ma być produktem pisanym ‚pod odbiorcę’ – jest popyt na produkt oferowany na blogu, jest podaż – czy ma prezentować treści odpowiadające autorowi i przyciągać tylko czytelników, którym to pasuje? Były tu na blogu ankiety, w których pytałaś o tematy, jakie nas interesują, dla mnie to zawsze była do pewnego stopnia abstrakcja, bo o ile rozumiem propozycje wpisujace się w tematykę bloga albo wykorzystujące Twoja wiedzę i doświadczenie, o tyle nie chciałabym nigdy czytać bloga pisanego tylko pod sugestie czytelników.

          • Ula

            Odpowiedź na pytanie: Może być też czymś pomiędzy. Akurat w jej przypadku to też zmiana zainteresowań Asi i tym czym się w życiu zajmuje wpłynęła na to, o czym jest blog. Znam też wiele blogów, które są pisane dużo bardziej pod Google niż jej.
            A co do pytania czytelników o tematy – raczej nie ma blogera, który pisałby posty tylko pod sugestie czytelników, ale dobrze jest zdawać sobie sprawę o czym odbiorcy chcą czytać.

  • Ula, na Twojego bloga trafiłam jakieś 4 lata temu. Przeczytałam go wtedy od deski do deski 🙂 Zachwyciły mnie Twoje zdjęcia, autentyczność i naturalność. Właściwie to powinnam Ci „wygarnąć”, bo przez Ciebie i Twój blog sama zaczęłam pisać 😉 I przepadłam! A tak było spokojnie w moim życiu. I się wysypiałam 😀 Bo blog to faktycznie jak robota na etacie. Ale co do błędów to mam podobne spostrzeżenia. Od początku unikałam pisania pod SEO, bo to od razu da się wyczuć 😉 Reklama na FB? Nie ma mowy! Ale wiesz co? To jest chyba tak, że jak dochodzisz do miejsca, gdzie blog przestaje być już tylko hobby to „niestety” wraz z tym przychodzi chęć i konieczność naprawy popełnionych błędów. Trzymam kciuki za Ciebie i życzę powodzenia 🙂

  • Kasia Wojnilko

    Ula, jak ja się cieszę, że kilka lat temu trafiłam na twój blog mimo że oceniając po tym poście ewidentnie rzucałaś mi kłody pod nogi 😉 wnioski na pewno są słuszne, ale pamiętaj że nie ma tego złego…myślę, że nie jestem jedyną osobą, którą do bloga przyciągnęło właśnie to, że nie jest komercyjny i nie mam poczucia że posty są pisane pod klikalność – bo faktycznie jest masa blogów gdzie człowiek czuje się jakby czytał blok reklamowy okraszony dla przyzwoitości kilkoma zdaniami 😉 I może dlatego właśnie teraz nie czuję zgrzytu przy twoich komercyjnych działaniach. A jeśli chodzi o tytuły postów – to bardzo proszę tylko nie uderzaj teraz w drugą skrajność z opcjami typu: „Linie lotnicze nie chcą, żebyś TO przeczytał! Zdradzę ci SEKRET taniego latania! Kliknij a poznasz wszystkie moje tajemnice!” 😉 Nic tak nie odstrasza jak takie nachalne baity 😀

  • tina13

    Ja jestem jedną z tych dziewczyn, które zainspirowałaś do zostania au pair. Właśnie kończę rok pracy w Anglii i zastanawiam się nad wyjechaniem na kolejny do Stanów. Gdybym tu do Ciebie nie trafiła, może nie miałabym pojęcia, że w ogóle można coś takiego zrobić, zamiast po skończeniu studiów robić to co wszyscy. Twój blog w ogóle zainspirował mnie do podróży, pokazał, że tak można, nie trzeba mieć mnóstwo pieniędzy ani jakichś szczególnych predyspozycji. Pamiętam, jak parę lat temu planowałam swój pierwszy samodzielny wyjazd za granicę i żeby dodać sobie otuchy czytałam Twoje posty. Tak tylko to tu chciałam napisać.

    A tak bardziej w związku z postem – życzę powodzenia we wszelkich zmianach i nowych projektach, skoro czujesz, że przyszedł na nie czas. 🙂

  • Natalia Firlej

    Z reguły nie zostawiam komentarzy, ale.powiem Ci, że czytam twój blog od samego początku 😉 kiedy temat ze.znajomymi schodzi na.podróżowanie zawsze polecam im odwiedzenie adamantwanderer 😉

  • Marta

    Ula, aż nie wiem co napisać… rzeczywiście jak tak zrobić listę błędów to wydaje się długa, ale tak jak kilkoro innych komentujących – zgadzam się że wiele z tych „błędów” dla mnie również przemawiało na korzyść bloga, który zawsze był autentyczny i nie był przereklamowany fałszywymi recenzjami czy poleceniami przypadkowych produktów. I niestety sama też Ci nie pomogłam bo do tej pory przez kilka lat regularnego czytania zostawiłam chyba tylko 1 komentarz 🙁 [ale za to chyba trafiony bo prosiłaś o podrzucenie tematów na które chcielibyśmy przeczytać posty i rzuciłam pomysł o trikach przy pakowaniu w bagaż podręczny, i niedługo później taki post się pojawił :)] niemniej postaram się częściej zostawiać odzew bo uważam że warto! dla mnie Twój blog jest najlepszym blogiem podróżniczym i jedynym jakiego regularnie od lat czytam. a potwierdzeniem tego niech będzie następująca historia – krótko po tym jak zaczęłam Cię czytać, chyba jeszcze kiedy mieszkałaś w Londynie, przeniosłam się na nowy komputer, ale że czytałam Cię od niedawna nie mogłam przypomnieć sobie nazwy bloga. zaczęłam więc przeszukiwać internet ale nie mogłam go znaleźć, więc wpisywałam różne kombinacje słów w google takie jak np. bilety lotnicze za 86 groszy i podobne bo wtedy taki post zapadł mi w pamięć i w końcu udało mi się odnaleźć blog! nawet nie wiesz jak się ucieszyłam 🙂 także mimo może i wielu popełnionych błędów, wiedz że Twój blog dawał przez te 10 lat – myślę że wielu osobom, nie tylko mnie – wiele miłych chwil przy czytaniu postów, wiedzy o świecie (jak to górnolotnie brzmi) i inspiracji do samodzielnego podróżowania. także nie poddawaj się i powodzenia w naprawianiu błędów! wierna czytelniczka Marta z Łodzi 🙂

  • Czytając widziałam siebie. Dziękuję Ci ogromnie za ten post, bo uświadomiłaś mi, jak wiele błędów i ja popełniam. Ale może właśnie dzięki temu wszystkiemu Cię czytam. 🙂

  • Ula, ciekawie się to czyta, bardzo fajnie widzieć, że ktoś potrafi spojrzeć na swoje „błędy”, przyjąć inny punkt widzenia, szczerze o tym napisać, ale jednocześnie bez publicznego krzyżowania się i użalania.

    Co do samego bloga, muszę przyznać, że od zawsze był dla mnie magiczny, w mega klimacie. Było to coś z bardziej profesjonalnej półki (myślę, że głównie dzięki zdjęciom, wymarzonym i jakby wtedy mnie, licealnej i poszukującej dziewczynie raczej bez funduszy, odległym, trudno dostępnym destynacjom), ale jednocześnie z dala od tego co już stawało się komercyjne, może troszkę bardziej mainstremowe właśnie. Jednocześnie małe i duże rzeczy nam tu pokazujesz.

    Co mnie u Ciebie właśnie trzymało to – inspiracja, rozbudzanie marzeń, motywacja, prawdziwość, ale i pokazywanie tego co nierealne, PIĘKNE zdjęcia (może więcej postów fotograficznych, tak z Twojej perspektywy, może o edycji zdjęć na bloga, ale i insta). Z drugiej strony, czytając ten post mam takie uczucie, że jesteś osobą, która jest w stanie pogodzić ten właśnie klimat, ale też zastosować te wspomniane w poście mainstreamowe metody. A tak prawdę mówiąc, nawet nie masz pojęcia jak w moich pczach działa to na Twoją korzyść, jak pozwala się utożsamić. Też kiedyś byłam pewna, że muszę być „alternatywna i wyjątkowa”, inna niż wszyscy (xddd). A tak naprawdę gdy zauważyłam, że przyjęcie jakiś norm, schematów nawet wcale się nie kłóci z tym, czasem korzystnie się jest pod jakimiś tam kątami dostosować. Czekam żeby obserwować co tu się będzie działo, buziaki!

    • Ula

      Przeogromne dzięki, że chciało Ci się to wszystko napisać!

  • Super post, bardzo mi się przyda, bo mam 20 lat i dużo czasu haha 😛
    Ja uwielbiam czytać twoje wpisy, więc też nie zarzekaj się, że nie umiesz pisać 😛
    Ja też mam problem z tym, że „ja tak nie robię”, „nie będę płacić za promowanie”, „nie będę się udzielać na siłę” itp, ale wydaje mi się też, że grunt być sobą i nie robić nic wbrew swoim przekonaniom. Choć prawdą jest też, że żeby coś osiągnąć trzeba się przełamywać. I tak właśnie odczytałam tego posta – robić po swojemu, ale ze strategią. :))

  • e tam, “to nie dla mnie” “ja tak nie robię” “jestem ponad to” 😉

    no masz rację, masz rację, masz rację.
    ile razy bylam pytana o sprzet i porady foto (gotowa potrzeba czytelników, na odpowiedź na którą odmawiam bo uważam ze nikogo niczego nie nauczę). albo moglabym chociaz uaktualnić te strony ktore sie googlują bardziej. no i faktycznie, odkąd ogarnelam troche se, moj blog na tym skorzystal. itd.

    ale i tak mam swoją listę WONT DO 😉

    wszystko się rozbija o odpowiedź na pytanie: chcesz zyc z bloga czy nie? i ja nie chcę 🙂 w sensie byloby super, gdyby udalo mi sie z takim, jaki on jest, ale wolę mieć swój cichy kącik i zmieniać się w swoim tempie niż robić coś wbrew sobie.

    niemniej – GO ULA! życzę Ci, żebyś serio mogła wreszcie zebrać tę śmietankę, którą od 10 lat przygotowujesz. zasługujesz, ziom!

    • Ula

      Końcówkę napisałaś tak, jakbym zakończyła tego posta „od teraz zrobię wszystko, żeby żyć z bloga!” 😛
      Życz mi lepiej, żebym się w czym innym ogarnęła, bo teraz trzeba w euraskach coś zarobić 😉

  • Ula, trafiłam zupełnie przypadkiem dzisiaj na Twojego bloga i czytając post o Wiedniu pomyślałam sobie – o, to jest zajebisty post podróżniczy w takim stylu jak lubię, czyli lista ciekawych miejsc z krótkim, osobistym przekazem. Pure love, dziękuję jeszcze raz! Wierz w siebie i działaj!

  • podobnie mysle bo kiedy zaczynalam mojego pierwszego bloga strollingabout byl rok 2010 i w tym samym czsie zaczela sie rozwijac bardzo intensywnie np Joanna Goddard, i zmarnowalam eszcze wiecej szans niz ty bo Ty masz jednak duuuuuzo czytelnikow. Ale nadal blogi ktore czytam sa pisane rpzez osoby ktore nie zrobily z tego biznesu. nie chodzi o to czy jestes mainstreamowa czy nie, tylko czy chcesz zrobic biznes na swoich czytelnikach moim zdaniem. jedyna osoba w polskiej blogosferze ktora moim zdaniem niesamowicie dobrze zmonetyzowala swoj blog i pozozstala przy wartosciowym pisaniu zamiast pisac poradnkiki o tym jak zdobyc 10k polubien i rzycic prace na etacie jest Konrad. I do niego aspiruje.

    a na koniec to mysle ze uda ci sie jeszcze zrobic wiekszy biznes na blogu. masz bardzo wiernych i oddanych czytelnikow. a to rzadkie i bardzo cenne.

    • Ula

      Zrobić biznes na czytelnikach – brzmi strasznie 😀
      Nie dążę do utrzymania z bloga, bo nadal czuję, że przy mojej osobowości to praktycznie niemożliwe, tym bardziej żyjąc w Austrii. Kluczem jest dla mnie znalezienie dodatkowego, satysfakcjonującego zajęcia, które pozwoli mi te dwie rzeczy połączyć. Na tym etapie teraz jestem, a w blogu zależy mi przede wszystkim na dotarciu do większej liczby osób, bo mam mniej czytelników niż myślisz, a to, że ich liczba nigdy nie rośnie ciągnie mnie najbardziej w dół.
      P.S. Też czytam Cup od Joe od czasów kiedy jeszcze Toby’ego nie było na świecie;)

  • Wiesz co mnie uderzylo po tym jak jeszcze raz przeczytalam Twój wpis? To jest tak bardzo o mnie!

    • i o mnie… aż zbladłam przy tym, że trzymam foty na flickr… i tak bardzo nie umiem w pozycjonowanie… i w ogóle to tak, właściwie mogę się też podpisać pod każdym punktem heh

  • Ula, masz w tym wszystkim rację. I bardzo dobrze, że zdajesz sobie z tego sprawę, to już jakiś krok do przodu 🙂 Ja założyłam blog wyjeżdżając kilka lat temu na Erasmusa. Jest na nim ponad 100 wpisów. Nigdy go tak naprawdę nie opublikowałam. To jest dopiero głupota 😁

  • Natalia Kondoł

    Ula! rzadko komentuje, ale czytam Cię regularnie od ośmiu lat, co kilka dni wchodzę na Twojego bloga, zazwyczaj przy porannej kawie i nadrabiam zaległości :). Myślę, że wszystko zależy od tego czego Ty tak naprawdę chcesz. Jeżeli dobrze Ci z Twoim blogiem i z tym jak go prowadzisz to rób to dalej. Jeżeli jednak coś z tyłu głowy Ci mówi, że mogłabyś zrobić to lepiej to może warto się zastanowić czy to, aby na pewno kwestia blogowania? Z mojego punktu widzenia oceniasz się zbyt surowo. Wiadomo statystyki statystykami, ale jakość czytelników też jest istotna. Przynajmniej masz pewność, że Ci co odwiedzają Twojego bloga rzeczywiście czytają Twoje wpisy! Ileż to razy wchodzę na „popularne” blogi tylko scrollując treści i szukając tego co mnie interesuje 🙂 A z Twoim blogiem jest tak, że go się po prostu chłonie i zawsze jest niedosyt :). Niemniej jednak życzę powodzenia i podziwiam za nawet minimalną chęć rozwoju!

  • Zawsze jak wchodzę do Ciebie na blog to od razu trafia we mnie super szczerość i takie osobiste oddanie czytelnikom, a jednocześnie właśnie nie uginanie się pod mainstream, tylko robienie swojego, no naprawdę to takie rzadkie, szczególnie w dzisiejszych czasach. Ja myślę, że wszystko da się połączyć, a gdzieniegdzie pójść na kompromis. Nie wyobrażam sobie aby wszystkie blogi nagle zaczęły wyglądać, brzmieć i działać we wszystkich mechanizmach mniej więcej tak samo, to by było po prostu nudne. Ludzie są różni i ich potrzeby są różne. Widzisz, ja np. lubię czytać wiernie te blogi, gdzie uderza mnie szczerość i osobista historia, osobiste podejście (i ładne zdjęcia) – w innym wypadku tylko wyszperam to, co potrzebuję i nigdy więcej nie wracam. Do Ciebie wracam, do Eli, do Kingi, do Karoliny i Piotrka, do Mosakowych filmów itd. Reszta? Może i się tam „klika” i „googluje”, czasem się tam zajrzy, ale czy ja wiem aby ci czytelnicy tak wracali? Trochę wątpię. Im bardziej blog skomercjalizowany tym bardziej to jednak odpycha teraz. Dlatego, bo wszyscy nagle zaczęli robić dokładnie TO – komercjalizować blogi. I coraz ciężej znaleźć dobrego bloga, pisanego z pasją, dla pasji. Choć wiadomo, pasją człowiek nie zapłaci za prąd i czynsz.

    W każdym razie trochę widzę to tak, że ludzie (czytelnicy) w pewnym momencie zmęczą się tym „biznesowym” podejściem blogerów do bloga i po prostu znowu przerzucą się na inne źródła. Ale zawsze wszystko idzie sinusoidą. Był boom na komercjalizację blogów, teraz powoli będzie to spadać. Ostatnio czytałam artykuł, gdzie właściciel hotelu w Dublinie odmówił blogerce noclegu, bo ta zaproponowała, że napisze recenzje w zamian za nocleg. A ten wysmarował artykuł (który był udostępiony i zalajkowany oh setki tysięcy razy) gdzie mówi, że nigdy więcej blogerów w jego hotelu, że weźcie znajdźcie normalne zajęcie, za które zarobicie normalne pieniądze i wtedy sobie kupicie to co chcecie (coś w ten deseń).

    Anyway, myślę, że we wszystkim fajnie znaleźć kompromis i złoty środek ;-)) Tak jak gdzieś przeczytałam (w komentarzach chyba), żeby połączyć dwa zajęcia.

    Pozdrawiam! I jak zwykle super tekst. Szczery i autentyczny ;-))

    • Ula

      Dziękuję bardzo Paulina! <3

      Moim zdaniem ta komercjalizacja blogów jeszcze długo nie będzie spadać. To wciąż początek, a ludzi, którzy będą zakładać bloga z misją, żeby zrobić z niego zajęcie na pełen etat nadal będzie przybywać.

      A co myślisz o tej historii z hotelem w Dublinie? Czytałam o tym i moim zdaniem właściciel akurat grubo przesadził. Wiadomość tej dziewczyny odebrałabym jako głupotę, gdyby nie miała nic do zaoferowania, ale miała spore zasięgi. Jak dla mnie facet mógłby się równie dobrze wkurzyć, że musi inwestować w reklamę.

  • Karolina

    Myślę, że te działania około – blogowe zwiększyłyby liczbę wejść. Tak ten świat jest skonstruowany, że im bardziej rozpoznawalna osoba, tym ma więcej ” fanów”. Masz nas , stałych czytelników, którym wystarczy tak jak jest ale jak piszesz, z nas się nie utrzymasz 🙂 Pewnie nikt z nas nie miałby tobie za złe kilku reklam na blogu czy więcej postów ze współpracy z markami.
    Miałam chwilami pomysł, żeby również zacząć prowadzić bloga ale z twojego opisu mogę wywnioskować, że w niektórych sprawach jesteśmy podobne i pewnie nic by z tego nie wyszło. Nie potrafię występować publicznie, brak wiary w siebie, jest już tylu blogerów więc po co następny itp . Szukam więc innego rozwiązania, aby móc pracować zdalnie.
    Cokolwiek postanowisz będzie dobrze, pozdrawiam 🙂

  • Ewelina Grobelna

    Nie czytam zadnego innego bloga poza twoim choc czasem ‚korzystam’ z kilku ale zagranicznych dotyczacych bardzo specificznych waskich tematow i podajacych bardzo konkretne informacje, zagladam do nich, kiedy tych informacji potrzebuje (sa 2 polskie wyjatki, ale tez mieszcza sie w konkretnej dziedzinie, tu zdrowia i teatru-kultury). Ciebie czytam bo lubie, niezaleznie o czym piszesz 🙂 Piszesz od siebie i o sobie i ja to cenie. Nie interesuja mnie teksty pod publiczke. Denerwuja mnie ’10 najlepszych’ albo ’10 najgorszych’ o wszystkim co tylko mozliwe itp. Smutne ale internet jest pelen a czytac nie ma czego. Twoj styl jest wyjatkowy, szczery i bardzo osobisty. Nie mam ochoty na nic innego. Pare razy weszlam na blogi, do ktorych linkowalas, ale mnie kompletnie nie przekonuja. Nie odpowiada mi ich stylistyka ani sposob pisania nawet jesli potencjalnie tematyka wydawala sie interesujaca. Nie daj sobie wmowic, ze ty tez cos musisz bo inni to lub tamto. Czesto szukam roznych informacji w necie ale nieznosze zdawkowcyh informacji rzucanych na blogach, nie lubie krotkich, ‚sprytnych’ tekstow i zakonczen typu zostawiamy tekst w lekkim niedopowiedzeniu, czytelnik sam sobie dopowie. Od tego jest dobra (podkreslam jeszcze raz dobra) literatura a nie dwa akapity co drugiego bloga. Dziekuje, ale sama zdecyduje czy mam ochote na refleksje czy nie. U ciebie tego nie ma. Ja z przyjemnoscia czytam twoje ‚a po obiedzie poszlismy na spacer’ plus piekne zdjecia. Nie chce gonic za ’10 najlepszych’ ani za wymuszona znakiem zapytania refleksja. Refleksje po twoich tekstach przychodza naturalnie. Cenie ciebie za te prostote, szczerosc i lekkosc wypowiedzi. A nie komentuje, no coz, taki typ 🙂

  • Ja jestem z Tobą stosunkowo od niedawna, głównie za sprawą Twoich wpisów o Graz. Ale żadne z powyższych błędów nie zniechęcająi nie zniechęciły mnie 🙂 Zarzuciłam tu kotwicę i zawsze wracam na nowe wpisy (i oczywiście zaglądam na instagramie). 🙂