Podróże

Argentyna: Północna Patagonia

June 8, 2017

Jednym z założeń naszej podróży po Ameryce Południowej było zatrzymanie się gdzieś na dłużej w ramach wolontariatu. Półtora miesiąca przed wyjazdem stworzyliśmy konto na workaway.info, wysłaliśmy dużo zapytań w różnych częściach Patagonii, ale rezultat był rozczarowujący. Na kilkanaście wiadomości dostaliśmy dwie odpowiedzi, w obu przypadkach negatywne.
Później nie miało to większego znacznia, bo kiedy zaczęliśmy podróż na motorze, okazało się, że i tak nie mielibyśmy czasu na wolontariat, już samo przemieszczanie się z miejsca do miejsca zajmowało sporo czasu biorąc pod uwagę, że całościowo nie mieliśmy go wiele.
Przy drugiej wizycie w Argentynie, kiedy uciekliśmy od zimnego i deszczowego Chile, na nocleg upatrzyliśmy sobie winnicę z B&B, parkingiem dla pojazdów campingowych i z campingiem. Znajdowała się bardzo blisko granicy i chociaż teren zamienił się w płaski, to dookoła rozpościerał się widok na ośnieżone szczyty Chile. Nie mieliśmy za wiele do jedzenia, w okolicy nie było żadnych sklepów, więc krótko po przyjeździe kupiliśmy od właściciela lokalną chorizo, wypiekany na miejscu chleb, butelkę wina i zabraliśmy się za grillowanie kiełbasek. Po kolacji właściciel zaproponował nam czy nie chcielibyśmy następnego dnia popracować kilka godzin w jego winnicy w zamian za darmowy nocleg i zwrot pieniędzy za zakupione produkty. Podpasowało nam to rozwiązanie bardzo, zgodziliśmy się i w ten sposób mieliśmy namiastkę planowanego wcześniej wolontariatu. Zostaliśmy nawet dzień dłużej, bo właściciel wręcz błagał nas o pomoc ze względu na zbliżające się winobranie. Wyjechaliśmy jednak stamtąd z pewnym niesmakiem, bo okazało się, że właściciel miał tendencje do wykorzystywania ludzi. Na miejscu pracował pewien Anglik, który opcję wolontariatu znalazł przez internet i na miejscu był mniej więcej miesiąc. Byłam w niemałym szoku, kiedy powiedział nam, że pracuje 6 razy w tygodniu po 8-10h, w zamian za (bardzo słabe) wyżywienie i nocleg. Miał z tego jakąś przyjemność, bo inaczej by go tam nie było, ale mimo wszystko było to słabe zagranie ze strony Nant y Fall. Jak na miejsce ze świetnym, lokalnym winem, mieli tam też bardzo słabe posiłki. Opadła mi szczęka, kiedy gościom zaserwowano na kolację ryż z kawałkami kiełbasy, w którym nie było nic poza tym, nawet soli. Jak nudne było to danie przekonałam się sama, bo dostaliśmy je również na kolację pracowników. Suchy chleb z herbatą na śniadanie, albo spaghetti z przyprawą zioła prowansalskie na lunch, kiedy tuż obok była szklarnia ze świeżymi ziołami i warzywami. Jedzenie, jakiego nie zaserwowałabym nikomu, a już tym bardziej w podziękowaniu za 8h pracy. I jeszcze najbardziej irytująca akcja spotkała nas na koniec, kiedy musiałam dopytywać właściciela na pięć sposobów o zwrot pieniędzy za nocleg, bo jakoś wyjątkowo nie mógł zrozumieć o co mi chodzi.
Fajnie było spędzić dwa dni w tamtym miejscu, nie żałowaliśmy, ale cieszyliśmy się, że to były jednak TYLKO dwa dni. Przestrzegam Was przed podobnymi wolontariatami, gdybyście mieli zostać gdzieś na dłużej – od chytrych pracodawców, lepiej trzymać się z daleka…

DSC07904-2Krótko po przekroczeniu granicy, między Futuleufu i Trevelin.DSC07908-2
DSC07910-2
DSC07912-2
DSC07906-2

DSC07913-2Grillowana chorizo i chleb natarty czosnkiem w pięknie odnowionej stodole.DSC07913 2-2 Wieczór spędziliśmy z emerytowanym Szwajcarem, który podróżował po Ameryce Południowej autem przerobionym na bardzo prostego campera. Lubię zawierać znajomości z ludźmi w różnym wieku, a w podróży zazwyczaj o to najłatwiej. Pod koniec dołączył do nas jeszcze emerytowany nauczyciel z UK. DSC07915-2Widok z winnicy.DSC07920-2Naszą pracą było wiązanie siatki w taki sposób, żeby ptaki nie mogła wlatywać i wyjadać winogrona.

winnica argentyna

winnica argentyna Wiem, że to zdjęcie wygląda jakbym mocno majstrowała z highlights w programie do edycji, ale nie ruszałam tej opcji. Niebo było intensywnie niebieskie tego popołudnia, a z kolei na górę padało słońce i chyba przez to wyglądała jakby przeszła przez Photoshopa. DSC07923-2 DSC07931-2

DSC07937-2Następnym krótkim przystankiem było na naszej drodze El Bolson. Noc spędziliśmy nad rzeką.

DSC07942-2Miasteczko ma opinię hippie, co całkiem dobrze da się zauważyć spacerując po targu z produktami rzemieślniczymi w centrum. El Bolson otoczone jest górami i jeziorami, więc nie brakuje tu też outdoorowych aktywności. My spędziliśmy jednak niecały dzień na miejscu i pojechaliśmy dalej. Nie dlatego, że nam się nie podobało, ale mieliśmy wrażenie, że powinniśmy dojechać tego dnia gdzieś dalej.  DSC07945-2Na targu znaleźliśmy stoisko z pizzą ze świeżymi pomidorami i bazylią w nietypowo niskiej cenie. Po tygodniach gotowania samemu + przeciętnego i drogiego jedzenia niemalże skakaliśmy z radości.DSC07947-2Widoki w drodze do Bariloche.DSC07949-2Ta część Argentyny jest niesamowicie malownicza i świetnie nadaje się na road trip.

DSC07951-2 DSC07966-2
Okolice Bariloche to też góry i jeziora i właśnie taką pustą plażę wybraliśmy na nasz nocleg, chociaż ze względu na wszechobecny wiatr oczywiście musieliśmy schować się za drzewami.
DSC07970-2DSC07976-2
Gotowanie i czytanie Wysokich Obcasów w przerwie.

DSC07982-2Ryż z ciecierzycą, pomidorami, sojowym mielonym w sosie pomidorowym.

DSC07993-2
Bariloche to nietypowe miasto jak na Amerykę Południową, ze względu na alpejską architekturę można poczuć się tu czasem jak w Szwajcarii albo Austrii. Dotyczy to często luksusowych domów z widokiem na jezioro, które należą chyba do najdroższych w całym kraju. Przez położenie na stromych zboczach momentami miałam też wrażenie, że chodzę po San Francisco.
Pomijając letnie outdoorowe aktywności i fakt, że zimą miasto zamienia sie w kurort narciarski, Bariloche słynie też m.in. z produkcji czekolady. To dobre miejsce na kontynencie, żeby porzucić na chwilę tęsknotę za dobrą czeko, choć jak pewnie się domyślacie ceny są raczej po tej wyższej stronie.

DSC07994-2 DSC07998-2Zachód słońca nad jeziorem Nahuel Huapi.DSC07999-2doub

DSC08001-2 bariloche argentynarestauracja bariloche
Benjaminowi zależało, żeby spróbować w tej podróży dobrego argentyńskiego steka. Bariloche z dużym wyborem dobrych restauracji nadawało się do tego najlepiej ze wszystkich miejsc, jakie planowaliśmy odwiedzić.
stek argentyński
Wybraliśmy się do Alto El Fuego, gdzie mięso było zarówno świetnej jakości i perfekcyjnie przyrządzone. Do tego chimichurri, porcja frytek, sałatka i butelka wina. Z tego co pamiętam, to była najdroższa kolacja naszej podróży (jakieś 150-200zł).DSC08016-2Krótko za Bariloche jadąc na północ krajobraz znowu bardzo się zmienił. Góry i lasy zastąpiła górzysta półpustynia.

DSC08028-2
W skałach takich jak na szczycie góry żyją kondory. Zazwyczaj widywaliśmy je wysoko nad nami, ale niedaleko tego miejsca udało mi się zobaczyć kondora z całkiem bliska.

DSC08023-2 DSC08035-2
Mosty takie jak ten nie były rzadkością.

DSC08038-2I ponownie dzień przekraczania granicy między Argentyną i Chile okazał się jednym z tych z najpiękniejszymi widokami. W tle wulkan Villarica (2847m).

granice argentyna chile
Kolejna granica in the middle of nowhere.DSC08041-2

patagonia argentynaPost dotyczył odcinka zaznaczonego na mapie!

You Might Also Like

  • Ale cudne zdjęcia 🙂

  • Ula, piekne swiatlo i zdjecia, jak zawsze! Masz jakas magiczna porade odnosnie pisania magisterki? Wiem, ze swoj licencjat ciezko znioslas, a i ja teraz jestem w podobnej sytuacji. Pisze teraz magisterke, ktora odwlekalam juz 2 lata, a mam teraz termin ostateczny. 30 stron jest, motywacji dalej nie ma. Wiecej placzu niz jakiegokolwiek pisania, 27 lat i zero jakiegokolwiek ogarniecia u mnie.

    • Ula

      Dzięki, chociaż ja widzę, że te zdjęcia to jednak nie to samo co z mojego aparatu 😉

      Kurczę, współczuję Ci tej magisterki :(( Magicznej porady chyba nie mam, u mnie to był ciągły płacz, a jak już kończyły mi się łzy, to pisałam aż znowu nie poczułam się bezsilna i zaczynałam płakać na nowo. Najlepiej jest chyba po prostu usiąść do tego, starać się nie myśleć jakie to straszne i pisać, bo jak wpadniesz rytm w rytm, to robi się łatwiej.
      Trzymam za Ciebie kciuki i ściskam! :*

      • Dziekuje! Mam nadzieje, że jesienia skoncze i zapomne na zawsze. Prawdziwy pech z tym twoim aparatem! Wydalam teraz cale oszczędnosci na nowy i dokupiłam ubezpieczenie, bo strach mnie paraliżuje O.o

  • Piękne miejsce warte odwiedzenia 🙂 na pewno się tam wybiorę 🙂

  • Piękne miejsca! A zdjęcia jak z bajki po prostu:)
    A z tymi 10 godzinami, to dla mnie szok. Szykuję się teraz na wyjazd, korzystam właśnie z workaway i spokojnie można znaleźć tam oferty, gdzie pracujesz 5 dni po 4 godziny (w Irlandii). I to prawda, sprawdzałam opinie. I nie chcę być niemiła, ale przez to, że ktoś się zgadza na wykorzystywanie i 10-12 godzin pracy, to sra w podróżnicze gniazdo. Owszem, właściciel, to dziad, ale dając mu możliwość bycia dziadem na pewno sprawy nie polepszymy… Czy to naprawdę jest tego warte?…
    Ale rozumiem, że udało wam się odzyskać kasę za nocleg?

    • Ula

      No jasne, wszystkie oferty na workaway to 4-6h pracy, bo tyle powinien wynosić czas pracy. Ten chłopak z UK znalazł ten wolontariat gdzie indziej, ale też kto wie, czy jak dojechał na miejsce nie okazało się, że pracy jest trochę więcej. Słyszalam już kilka takich historii 😉
      A kasę oczywiście udało się odzyskać, nie odjechałabym bez!

      • No tak, nigdy nie wiadomo…
        Uff, to dobrze!

  • Agnieszka jaśkiewicz

    Ula, gdzie Ty tam dorwałaś WO :D?

    • Ula

      No jak gdzie, w kiosku! A na poważnie – zazwyczaj wożę ze sobą ze dwa numery, bo prawie nic nie ważą, a przydają się w różnych momentach 🙂