Food, Podróże

Barcelona – przewodnik kulinarny

Listopad 5, 2018

Mam wrażenie, że wśród ulubionych europejskich miast, Barcelona jest jednym z tych wymienianych najczęściej. Dostęp do morza, dobra pogoda, dużo młodych ludzi, masa wydarzeń kulturalnych, ciekawa scena gastronomiczna, życie nocne. Wcale się nie dziwie, że wiele osób stawia Barcelonie wysoko na liście miejsc do zamieszkania.

Do poprzedniego miesiąca miałam za sobą dwie krótkie i dość pobieżne wizyty w tym mieście i przyznam, że niekoniecznie planowałam kolejną. Nie dlatego, że Barcelona mi się nie spodobała albo nie wierzyłam w urok tego miasta. Byłam jego pewna, ale mój zapał ostudzała jego popularność. Wiedząc, że zmaga się z problemem nadmiernej liczby turystów, nie chciałam dorzucać do tych tłumów swoich trzech groszy. Aż pojawił się zupełnie inny powód do zaplanowania podróży w tym kierunku. Do Barcelony przeprowadził się mój brat z rodziną. Pojechałam odwiedzić ich tuż przed nadejściem mojej drugiej bratanicy i pewnie nadarzy się okazja do kolejnych odwiedzin.

Nie mam wątpliwości, że kulinarnie Barcelona zalicza się do najciekawszych europejskich miast. Zrobiłam przed podróżą grubszy research, przeszłam dobrą ilość kilometrów, odwiedziłam różne kulinarne punkty w kilku częściach miastach. Jak zawsze mocno się postarałam, żeby podzielić się z Wami fajnymi miejscami. Powstał z tego trzeci już z serii miejski przewodnik z marką Corona Extra.
Oczywiście miejsc z dobrym jedzeniem jest w Barcelonie dużo więcej, dlatego zachęcam Was do dalszych poszukiwań. A tym samym podrzucam swoją listę miejsc, z której na pewno znajdziecie dla siebie kilka wartościowych adresów na podróż do Barcelony!

 

Gdzie zjeść w Barcelonie? Polecane adresy

El Raval

CARAVELLE 31

Prowadzony przez parę Australijczyków lokal, jest jedną z najsmaczniejszych śniadaniowych propozycji w mieście. Zjadłam tutaj bardzo dobre huevos rancheros, a spróbować miałam ochotę jeszcze więcej, na czele z francuskimi tostami. Na porankach Caravelle nie kończy w każdym razie swojej działalności. Lokal jest otwarty dziennie do 1 w nocy, produkuje własne piwo, a menu jest na tyle zgrabne, że każdy znajdzie tutaj coś dla siebie.

FLAX & KALE

W temacie zdrowego jedzenia, to wręcz lokalna instytucja. Właścicielka Theresa Carles, to dzisiaj dobrze znane na barcelońskiej scenie gastronomicznej imię. Po sukcesie Flax&Kale otworzyła kolejne miejsca w innych częściach miasta.
Jej pierwsza restauracja zasłynęła przede wszystkimi zdrowymi, śniadaniami i przekąskami, z których większość jest wegańska. Idealnie wpisuje się w trend jedzenia wyglądającego insta-friendly, przez co trochę obawiałam się tam wybrać. Miejsce może faktycznie nie wygrywa atmosferą, ale po posiłku zrozumiałam skąd ten „hype”. Zamówiłam prostego warzywnego wrapa, po którym nie spodziewałam się zbyt wiele – jak to po wrapie. Zaskoczył mnie pyszny, domowej roboty chleb z dodatkiem węgla aktywnego. Nadzienie z jarmużu, kapusty, jabłka, marchewki, hummusu i jogurtu kokosowego też było miłą kombinacją smakową. Pomyślałam, że to już wyższa szkoła jazdy w temacie zdrowego jedzenia. Chętnie wrócę tu ponownie, jeżeli nie dla atmosfery, to dla spróbowania innych dań.

THE BAGEL HOOD

Bajgle to mało południowe jedzenie, ale moda na nie dotarła również do Barcelony. Jest kilka miejsc, które robią je nieźle i The Bagel Hood jest prawdopodobnie tym najlepszym. Nie zniechęcajcie się wnętrzem – jest niestety nudne i niekoniecznie zapowiada dobre kanapki, a jednak może zaskoczyć. Ceny bajgli zaczynają się od 3.40 od kanapki z sadzonym jajkiem, serem i pomidorem, po 9.40 za klasyczną, rozbudowaną wersję z wędzonym łososiem, ale za to bez oszczędzania na składnikach.

GRANJA M VIADER

Pośród nowoczesnych, modnych lokali, nigdy nie powinno zabraknąć miejsca dla tych które są częścią miasta od wielu dekad. Kawiarnia Granja M Viader działa od 1870 roku i po dzień dzisiejszy pozostała rodzinnym biznesem. W 1930 jeden z członków rodziny Viader wynalazł czekoladowy napój Cacolat, który do dzisiaj jest dostępny na rynku. Lokal jest też jedynym w centrum Barcelony nadal produkującym na własną rękę nabiał. Wnętrze jest utrzymane w tradycyjnym stylu, a kelnerzy serwują tu pod muszką. W Granja Viader spróbujecie m.in. crema catalan przygotowywanego na 100-letnim przepisie, churros, wytrawnych przekąsek albo gęstej, gorącej czekolady z wielką porcją bitej śmietany.

ROCAMBOLESC

Projekt znanego hiszpańskiego pastry chefa – Jordiego Roca. Swoimi deserami zasłynął pracą w trzy-gwiazdkowej restauracji El Celler de Can Roca w Gironie, którą prowadzi wraz z dwójką braci. Jego osobie i karierze w rodzinnej restauracji poświęcony jest jeden z odcinków deserowej serii Chef’s Table.
Rocambolesc to z kolei miejsce z deserami na każdą kieszeń. Powstało w Gironie, ale rozrosło się na kilka innych lokalizacji, m.in La Ramblę w Barcelonie. Spróbować można tutaj deserów inspirowanych restauracją, a przede wszystkim lodów z kreatywnymi dodatkami i lizaków lodowych – również o kształcie charakterystycznego nosa szefa. Szczególnie ciekawa jest też panet – lodowa kanapka w brioszce, która na uszczelnienie trafia na krótko do specjalnej gofrownicy zamieniając ją w deser pokoroju japońskich taiyaki.

NØMAD EVERY DAY

Jedna z najlepszych palarni kawy i miejsc na kawę. Nomad posiada trzy lokalizacje w mieście, a jedną z nich właśnie w El Raval. Liczba miejsc siedzących zdaje się, że ledwo przekracza 10, ale mimo wszystko kawa na miejscu nie jest serwowana w papierowych kubkach. W ciepłe dni, ich nitro cold brew może być dobrą alternatywą dla kawy jaką zamawiacie zazwyczaj.

CHILANGO’S

Barcelona to prawdopodobnie najlepsze europejskie miasto z spróbowania kuchni meksykańskiej i tex-mex. Całe szczęście jest tutaj trochę imigrantów z Meksyku i Ameryki Środkowej. Chilango’s to tylko jedno z wielu polecanych miejsc. I może nawet nie best of the best, ale tego dnia ulewa powstrzymała moje plany. Mimo wszystko zjecie tu przyzwoite tacos, nachos, spróbujecie micheladas, wszystko w lekko kiczowatym, ale całkiem klasycznym meksykańskim wnętrzu.
Alternatywnie sprawdźcie pobliskie El Pachuco – zjawiłam się tam, kiedy było pełne ludzi i trafiło na listę do spróbowania następnym razem. Inne opcje to np. Rosa Negra, Taco Alto Born czy La Catrina.

Gótico

 

SATAN’S COFFEE

Jeszcze kilka lat temu prawdziwie dobra kawa w Barcelonie była rzadko spotykanym zjawiskiem. A fala kawy specialty zaczęła się podobno właśnie od Satan’s, którzy zaczęli już w 2012. Roasts to make the devil proud. Lokal i jego twórcy bawią bezpośredniością, co sugeruje ich strona internetowa i wnętrze lokalu – pytanie na miejscu o wifi lub kawę bezkofeinową jest zakazane. Możecie za to śmiało pytać o jedzenie – w karcie jest kilka propozycji śniadań, przekąsek i dań na lunch, większość inspirowana kuchnią japońską.

XURRERIA MANUEL SAN ROMAN

Jeżeli dopadnie Was w tych okolicach ochota na coś słodkiego, tutejsze churros zaspokoją je wręcz w nadmiarze. To takie małe królestwo hiszpańskiego junk foodu, gdzie wszystko zaliczyło kąpiel w głębokim tłuszczu, a solidnie nadziane czekoladą churros macza się jeszcze w cukrze. Nie, żeby była to jakaś nietypowa praktyka, ale następnym razem poprosiłabym jednak churros w nie tak ekstremalnie słodkiej wersji.

El Born

HOFFMANN

Hoffmann można nazwać lokalną marką, pod którą kryje się zarówno szkoła kulinarna, trzy restauracje (w tym jedna z gwiazdką Michelin), jak i cukiernia. Tutaj skupiamy się na tej ostatniej. A przede wszystkim jej croissantach nadziewanych mascarpone, uwielbianych przez wielu. Za pomysł na mascarpone i ilość nadzienia cukierni rzeczywiście należy się medal. Gdyby wszystkie piekarnie były tak szczodre w nadziewaniu wypieków, świat byłby lepszym miejscem. Ucieszyłabym się natomiast bardzo, gdyby croissanty nie były pokryte lukrem… Dlaczego ktoś chciałby zabijać smak dobrego croissanta z jeszcze lepszym nadzieniem warstwą lukru?! Nie powaliły mnie przez to na kolana, ale nadal uważam, że jak najbardziej warto ich spróbować, choćby dla mascarpone i wspomnianej ilości owego nadzienia.

COSTA PACIFICO

Cevicheria i jednocześnie kuchnia meksykańska typowa dla wybrzeża. Tacos z rybą i owocami morza, tostadas i ceviche – pycha! To rodzaj kuchni, którą bardzo lubię, a rzadko spotykana jest w Europie. Nie, żeby to było coś złego – takie miejsca powinny trzymać się wybrzeża, a z wiadomych względów najczęściej przypadają na Pacyfik. Polecam Wam w każdym razie Costa Pacifico, zwłaszcza w porze lunchu. Do do godz. 16 lokal oferuje specjalne menu – przystawkę, tacos, deser oraz napój dostaniecie w cenie 13.

EL XAMPANYET

El Exampanyet to mój bolesny punkt na kulinarnej mapie ostatniej podróży. Nie zliczę ile razy przechodziłam obok i zawsze coś stawało na drodzę, żeby przyjść tutaj na tapas. Albo byłam zupełnie najedzona, albo trafiałam na siestę, albo bar był wypchany po brzegi ludźmi. El Exampanyet to jeden ze najbardziej znanych tapas barów w mieście, słynący zwłaszcza z jamón i delikatesowych produktów z puszki. Działa od 1929, znajduje się kilka kroków od Muzeum Picassa i choć zagląda tu sporo turystów, to dzięki swojej autentyczności bar wciąż przyciąga wielu miejscowych.

 

 

 

Gràcia

 

ORIGO BAKERY

Piekarnia Origo nie działa nawet od roku, a już można mówić o niej jak o jednej z najlepszych w mieście. Poza dobrym chlebem, wyróżnia się ważnym przesłaniem i ciekawą historią. Piekarnie otworzył bowiem chłopak, który przez 10 lat pracował dla Google, w tym 4 lata w San Francisco. A mieszkał nie gdzie indziej jak przy Tartine Bakery, która zapaliła w nim iskierkę inspiracji do nowego pomysłu na życie. Francois rzucił pracę i przeniósł się do Paryża, uczyć się się zawodu piekarza w dobrej, lokalnej piekarni. Kolejnym krokiem była już przeprowadzka do Barcelony i otworzenie własnej piekarni.
Origo jest jedyną piekarnią w Barcelonie zadedykowaną antycznym zbożom z regionu Katalonii, chcąc w ten sposób wrócić do korzeni. To rodzaj alternatywnych zbóż, który nie zmieniły się od kilkuset lat – są pożywniejsze i zdrowsze. A przy okazji to ukłon w stronę planety i różnorodności biologicznej. Kupując chleb w Origo możecie też być pewni, że żadne nawozy i pestycydy nie był wykorzystane w uprawie zboża.

SYRA COFFEE

Za każdym razem w Barcelonie zadziwiało mnie, że tutaj nawet kawa specialty potrafi być o połowę tańsza niż w wielu innych miastach na świecie. Syra to mała kawiarnia z dobrą kawą w dzielnicy Gràcia, nastawiona na przede wszystkim na sprzedaż na wynos. Co pociąga za sobą minus sprzedawania tylko w papierowych kubkach, ale przynajmniej nie wciska się każdemu z automatu plastikowej pokrywki. Zostałam tu na dłuższą chwilę i wciągnęłam się w rozmowę o fotografii z sympatycznym baristą.

FORMATGERIA 12 GRAUS

Znalezienie ciekawego, lokalnego sera w Hiszpanii nie jest aż tak łatwym zadaniem jak mogłoby się wydawać. 12 Graus to sklep serowego pasjonata, gdzie 1/3 serów jest katalońska, 1/3 hiszpańska, a reszta to sery europejskie. Byłam ciekawa szczególnie tych lokalnych i kupiłam tutaj pyszny ser kozi i długo dojrzewający z krowiego mleka. Ceny nie są niskie, ale typowe dla miejsc z produktami delikatesowymi. Cena za kilogram zaczyna się mniej więcej od 13-15e, za sery zapłaciłam bardzo podobnie, ile płacę na targu w Salzburgu.

L’Eixample

 

LA DONUTERIA

Jeżeli nie najecie się za dużo churros i crema catalan i będziecie mieć miejsce na więcej kalorycznych deserów, La Donuteria przybywa z amerykańskimi pączkami, w kreatywnych smakach. Cukiernia w industrialnym klimacie, nawet wnętrzem sprawia wrażenie, że jest się na Brooklynie. Donuty- oponki oraz pączki z nadzieniem i polewą – w zależności od pory i dnia, natraficie na miejscu na różne kształty i smaki. Ja nie załapałam się na dużą różnorodność, ale pączek z kremem bananowym i lekko soloną polewą dulce de był strzałem w dziesiątkę.

CAFE COMETA

Przyjemna, niewielka kawiarnia o ładnym wnętrzu w L’Eixample, z La Donuterią tuż obok. Dobre miejsce na małe śniadanie, lunch, ciasta domowej roboty i przekąski. Na spotkanie, godzinę z książką, albo pracę. Byłam bardzo mile zaskoczona, kiedy za cappuccino i ciepłego croissanta zapłaciłam tu 3.30€. 

EL NACIONAL

Piękna przestrzeń gastronomiczna, o eleganckim wnętrzu w stylu lat 40-tych i hiszpańskimi akcentami. Wszystkie cztery restauracje i cztery bary łączy tradycja i kuchnia Półwyspu Iberyjskiego oraz wysokiej jakości produkty pochodzące właśnie z tych stron. I choć jedzenie w żadnym miejscu nie jest złe, to jednak gastronomicznie to miejsce nie powala na kolana. Przy okazji elegancki klimat jak najbardziej przekłada się też na wyższe ceny. Mimo wszystko na lampkę wina lub koktail polecam bardzo, albo choćby dla samego estetycznego wrażenia.

Post powstał we współpracy z marką Corona Extra

KONKURS

P.S. Na moim Instagramie ruszył również konkurs na przypomnienie lata – do wygrania jest 5 coolerów marki Corona, które posłużą za podręczną lodówkę.
Konkurs potrwa do 17.11, a regulamin znajdziecie tutaj.
Przeczytaj na czym polega konkurs i weź udział!

You Might Also Like