Lifestyle

10 błędów, które popełniłam w prowadzeniu bloga // #10latblogowania

Styczeń 31, 2018

Blogowanie

blogowanie – błędy popełnione w prowadzeniu bloga

Niezależnie od tego, jak potoczy się ten rok, jest już specjalny choćby z tego względu, że w lutym kończę 30 lat, a za kilka miesięcy mój blog będzie obchodził 10! Nie chcę mi się wierzyć, że prowadzę go 1/3 życia, ale wszystkie znaki na to wskazują…
Zapowiedziałam niedawno na Facebooku, że z tej okazji chcę stworzyć w najbliższych miesiącach serię postów związanych z tą rocznicą.

Mam w głowie kilka pomysłów, a zaczynam od błędów jakie w prowadzeniu bloga popełniłam. Bo nie da się ukryć, że było ich całe mnóstwo. A im dłużej bloga prowadzę, tym wyraźniej je dostrzegam. No bo umówmy się, że jak na regularne prowadzenie bloga od 10lat i napisaniu ponad 1000 postów, mogłam dzisiaj być gdzieś dalej niż w miejscu w którym jestem. Dużo dalej.  Tak naprawdę, mogłam oszczędzić sobie dobrych kilka lat depresji i błądzenia. Gdyby odpowiednio wcześnie zmieniła swoje podejście, myślenie, odstawiła na bok dumę, miała więcej wiary w to, co robię i określony plan.

Oczywiście nie ma co gdybać, bo jestem kim jestem, a te błędy są po prostu częścią mnie. Nie chodzi więc o to, żeby rozpłakiwać teraz niewykorzystane okazje, ale chcę ostrzec Was przed podobnym postępowaniem i pokazać jak wiele zależy często od prostych, sensownych czynności i jaśniej postawionego celu. Jak czasami wszystko czego szukamy stoi przed nami, a my bardzo nie chcemy po to sięgnąć szukając ciągle dookoła…

 

Blogowanie – 10 moich błędów , z których możesz się czegoś nauczyć

 

 

Brak wiary i umniejszanie swojego bloga

Pierwszy i podstawowy problem tego bloga, to że nigdy nie brałam go do końca na poważnie.  Bo to przecież „taki tam blog, w sumie nie wiem po co go piszę, ale piszę i jest fajnie”. Niewielka wiara we własne możliwości zdecydowanie przełożyły się również na podejście do tej strony. Generalnie nigdy nie wierzyłam, że uda mi się zarobić na nim jakąś sensowną sumę. A tym bardziej, że mogłabym z blogowania żyć.

Jednocześnie nie wierząc w jego powodzenie, włożyłam w ten blog mnóstwo serca. 10 lat regularnego pisania, to strasznie dużo poświeconego czasu. Tylko nie mając żadnego konkretnego celu, a tym bardziej wiary w to co robiłam, pewnie połowę czasu poświęconą tej stronie mogę uznać za zmarnowaną. Wiecie, takie robienie czegoś dla poczucia, że coś się robi, choć można zrobić to dużo lepiej i szybciej wkładając w to zdecydowanie mniej czasu. To mój spory problem nie tylko na blogu. Na studiach potrafiłam pisać pracę 50h i umierać nad nią (podczas gdy innym zajmowała 8h), po czym i tak dostawałam słabą ocenę, bo było w niej dużo więcej mojego cierpienia niż faktycznie wartościowej treści.

Niewykorzystywanie okazji

Pomijam już zaproszenia do wystąpień na festiwalach podróżniczych czy uczelniach czy w szkołach, bo dzisiaj prawdopodobnie również odmówiłabym, przerażona wizją stania na środku i nie wiedząc o czym mogłabym mówić. Mądrzej byłoby oczywiście na wszystko odpowiadać „TAK” i rzucać się na głęboką wodę.
W każdym razie jeszcze inny przykład – sześć lat temu ktoś z dużą wiedzą w branży chciał mi pomóc z rozwinięciem bloga, a ja odpisałam m.in., że mój bloga jest infantylny, są na nim banalne teksty z których ludzie nie czerpią żadnych korzyści i że nie wydaje mi się, żebym mogła się z niego utrzymywać. Czy mając takie zdanie o sobie i swojej twórczości/produkcie można do czegoś dojść? Zdecydowanie nie.
Nie bierzcie ze mnie przykładu i nie utrudniajcie sobie życia na własne życzenie – wykorzystujcie możliwości jakie podrzuca życie.

Nie odpowiadanie na potrzeby czytelników

W czasach kiedy byliśmy młodsi, a Wy byliście niezwykle zaangażowanymi czytelnikami dostawałam mnóstwo powtarzających się pytań lub próśb o napisanie postów na konkretne tematy. Niektóre powtarzały się setki razy, a ja nigdy takiego posta nie napisałam. Było nim np. „jak szukać tanich lotów”. Możliwość taniego latania odkryłam przypadkowo jakieś 13 lat temu. Na długo przed powstaniem wszelkich portali typu Fly4free, zanim powstały blogi i ktokolwiek pomyślał o napisaniu o tym posta. Gdybym była trochę mądrzejsza, napisałabym w pierwszych latach prowadzenia bloga dobrze pozycjonującego się posta, najlepiej kilka związanych z tematem i zwiększyła w ten sposób ilość odwiedzin strony.

Podobnie było z tematem au pair, na który dostawałam mnóstwo pytań, a z historii jakie słyszałam i wiadomości jakie otrzymałam wyszło, że mój blog zainspirował mnóstwo dziewczyn do wyjazdu jako au pair. Stworzenie serii sensownie napisanych postów na ten temat było gwarancją licznej ilości wejść na bloga. Jednak ja, poza pojedynczymi postami nie zrobiłam nic.

Dlaczego? Bardzo długo było mi głupio pisać o czymś, co wydawało się mnie samej oczywiste. Kiedy już pojawiły się w internecie pierwsze informacje o tym jak szukać tanich lotów, stwierdziłam, że kto jeszcze o tym nie nie wie, może spokojnie znaleźć te informacje gdzie indziej niż u mnie. Po co miałabym dokładać do tego jeszcze swojego posta? Miło z mojej strony, że nie chciałam zapychać internetu. Świat jest mi za to z pewnością wdzięczny, a ja zaoszczędziłam sobie dobrą ilość wejść na bloga!

Inna sprawa, to też wałkowanie postów, które niekoniecznie Was interesują (co sugeruje ilość wejść). Nie wyciąganie z wniosków z tych, które cieszą się dużo większym powodzeniem oraz planowanie postów uwzględniając Wasze preferencje. A to przecież jeden z kluczy w rozwijaniu bloga – tworzenie takich treści, jakie chcecie czytać.

Korzystanie ze stron do hostingu zdjęć

Bardzo nieaktualny temat. W czasach tak rozwiniętych narzędzi do blogowania nikomu nie przyszłoby do głowy, żeby wrzucać zdjęcia na bloga przez inne źródło niż swoje własne. Nie pamiętam już co mnie podkusiło, żeby skorzystać ze stron do hostingu zdjęć, ale w efekcie jakiś rok czy dwa lata zdjęć na tym blogu  przestała istnieć.

Nadmiar mało użytecznych treści

Zdałam sobie z tego sprawę chcąc stworzyć niedawno na blogu podstronę „Zacznij tutaj”. Zastanowiłam się jakie posty mogłyby się tam pojawić wedle podręcznikowych rekomendacji. Zauważyłam, że mam takich zaledwie kilka takich i póki co nie ma sensu kontynuować z podstroną.

Zakładając bloga uznałam, że będzie to miejsce w którym będę dzielić się swoimi zainteresowaniami, przygodami z podróży itp. Co do pewnego czasu działało naprawdę nieźle, ale zestarzeliśmy się. Ubyło Wam czasu do zabicia w internecie (już nie szkoła i studia, a praca i rodzina), przybyło blogów, podniósł się ich poziom. Sami zaczęliście więcej podróżować. W pewnym momencie okazało się, że mało kogo interesuje już relacja z podróży pełna zdjęć i podpisów pod nimi typu „Po obiedzie poszliśmy na plażę i przez następne 3h cieszyliśmy się piękną pogodą”  jakich mój blog jest pełen.

Dobry blog ma odpowiadać na jakieś potrzeby. Mój do pewnego czasu inspirował, ale nieco się znudził. Zaangażowanie spadło, jedynym ratunkiem było wreszcie pójść w bardziej przydatne treści, których od pewnego czasu staram się tworzyć dużo więcej niż kiedyś.

Blogowanie, a pozycjonowanie

Pozycjonowanie… klucz do statystyk bloga, które przekładają się na na zasięg. A pomijając już współprace oraz stawki, które w dużej mierze od statystyk zależą, dają też autorowi znak, że blog się rozwija, bo publika ciągle rośnie.
Pozycjonowaniem zainteresowałam się bardzo późno. Dopiero w listopadzie minionego roku, czyli dwa miesięcy temu zrobiłam coś, co może być bardziej użyteczne w tym kierunku. Nie do wiary, co?
Tak się składa, że do niedawna gardziłam pisaniem postów pod SEO i tytułami stworzonymi dokładnie tak, jak chciałby tego Google. W między czasie mnóstwo blogów, które konsekwentnie tworzyły dobrze wyszukujące się treści wyprzedziło mnie swoimi zasięgami, a ja zostałam na szarym końcu zaskoczona, że nikt na mojego bloga nie wchodzi.

Już w samym temacie pozycjonowania nazbierałabym błędów nadających się na osobnego posta, bo generalnie robiłam wszystko odwrotnie niż powinnam. Niech najlepszym przykładem będą tytuły postów, pisane przez wiele lat po angielsku. Często, z braku pomysłu zupełnie przypadkowe zresztą, jak np. „…” – tak, trzy kropki. No ale najważniejsze, że byłam z dala od mainstreamu. Pokazałam światu jak post „…” stał się najczęściej czytanym na moim blogu. NOT.

Brak działań około-blogowych

Działania powiązane z blogiem są podobnie ważne co samo prowadzenie bloga. Nigdy nie brałam napisania książki pod uwagę, bo nie lubię pisać i nie czuję się w tym dobra. Znalazłoby się jednak coś, czego mogłam się podjąć. Spotkania z czytelnikami, warsztaty, prezentacje z podróży, nagrywanie filmów, nagrywanie podcastów, stworzenie kursu, tworzenie materiałów do pobrania, sprzedaż produktów itp itd. Oczywiście na wszystko mam swoją wymówkę i tego nie robię. Jeżeli jednak wkładacie serce w prowadzenie w bloga i podchodzicie do niego poważnie, to dodatkowe działania zdecydowanie powinniście wziąć pod uwagę.

Niewiele nauki i zmian na przestrzeni lat

To zarówno na blogu jak i w życiu, bo przekonałam się, że wbrew pozorom bardzo nie lubię wychodzić ze swojej strefy komfortu i uczyć się nowych rzeczy. Brakuje mi do tego motywacji.
Kilka miesięcy temu siedząc w kawiarence w kolumbijskiej wiosce i czekając aż skończy się burza weszłam na bloga Asi Glogazy i przeczytałam jej nowego posta, w tym fragment:

Zarabianie na blogowaniu i sprawach około-blogowych wymaga też konkretnych cech charakteru, czy może raczej umiejętności. Wbrew temu, co może się wydawać, nie chodzi nawet o wybitne posługiwanie się słowem pisanym, ale przede wszystkim chęć próbowania nowych rzeczy i ciągłego uczenia się.

To zdanie mnie uderzyło, bo natychmiast zdałam sobie sprawę, że jest przecież tak bardzo o mnie.
Zupełnie nie uczyłam się jak prowadzić tego bloga lepiej, nie próbowałam nowych rzeczy, nie wprowadzałam zmian. Pewnie znacie ten cytat o robieniu ciągle tego samego i oczekiwaniu innych efektów? Wiedziałam, że idę w złym kierunku, bo czytelników przybywało i przybywa jak na lekarstwo, ale nigdy nic z tym na poważnie nie zrobiłam.

Blogowanie bez strategii

Nie ma nic złego w prowadzeniu bloga jako hobby, dla przyjemności i nie posiadaniu strategii. Problem pojawia się, kiedy spędzasz nad blogiem tyle czasu, ile spędzałabyś w płatnej pracy. No i nie masz już 20 lat, mnóstwo czasu, które możnaby zmarnować i oczekiwań finansowych na miarę tamtego wieku. Masz 28 lat i jesteś bezrobotna, albo masz 30 lat i mało poważną pracę w kuchni. Wtedy przychodzi do głowy, że mogłaś się jednak bardziej postarać. Nie pisać bloga dla jaj, ale mieć na niego strategię, a swoje działania zmonetyzować. Co prawda zarabianie w złotówkach i życie w takim kraju jak Austria to podwójnie ciężkie zadanie. Skoro jednak koleżanki blogerki kupują mieszkania i budują domy, to najwyraźniej można było zajść choćby TROCHĘ dalej, a odpowiednio wczesne stworzenie strategii na pewno by w tym pomogło.

Własne, głupie przekonania

Jestem swoim największym wrogiem i bardzo skutecznie rzucam sobie pod nogi kłody. Przykładem są na to różne własne zasady i głupie przekonania, co powinno się robić, a czego nie. Np. przez lata postrzegałam reklamy na Facebooku  jako zło. Nie dopuszczałam do siebie myśli, że można coś promować tam za pieniądze. Aż w końcu Facebook, jak przystało na firmę, a nie organizację charytatywną, zaczął wymagać płacenia za treści w celu dotarcia do większej liczby odbiorców. Napisałam o tym niedawno na swoim profilu. I chociaż prośba o większą interakcję z Waszej strony zebrała mnóstwo lajków, nie przełożyła się szczególnie na efekty i większe zaangażowanie. Kolejnym krokiem było więc wypróbowanie reklamy na Facebooku. Nie powiem, żeby przynosiła spektakularne efekty, zwłaszcza przy najmniejszym budżecie. Niestety łatwiejsze czasy do prowadzenia kanałów social media skończyly się na dobre i trzeba radzić sobie w nowej, płatnej rzeczywistości.

Podobnych przekonań na różne tematy miałam mnóstwo. Kilka nadal we mnie zostało, ale stwierdziłam też w końcu, że próba bycia alternatywnym, unoszenia się dumą „to nie dla mnie”  „ja tak nie robię” „jestem ponad to”, to zupełna głupota. Tworzenie sobie granic, które na pewno nie prowadzą do rozwoju.

Wnioski?

Cieszę się, że jestem w stanie na dzień dzisiejszy dostrzec te błędy, bo jeszcze niedawno z większości z nich w ogóle nie zdawałam sobie sprawy!
Latami powtarzałam sobie, że chcę żyć z podróżowania, jedzenia i fotografowania. Po części się udało, bo zarabiam na blogu, ale  mogłam to osiągnąć naprawdę, a skutecznie utrudniałam sobie drogę. Straciłam mnóstwo czasu na bezsensownych działaniach, głupim myśleniu i prowadzenia bloga bez żadnego planu. Nie popełniajcie tych samych błędów!

Zdając sobie sprawę z tego co robię źle, czy planuję zacząć jutro od nowa i wszystko zrobić lepiej? Nie do końca, hehe. Już pomijam to, że jak zawsze mam nieodparte wrażenie, że jest za późno, nawet jeżeli w teorii wiem, że tak nie jest. Chcę natomiast spróbować też czegoś innego, gdzie będę mogła zacząć od zera i z lepszym podejściem, nad którym najpierw muszę porządnie popracować. Jednocześnie nie odchodzę od bloga i mam nadzieję, że uda mi się tutaj co nieco poprawić!

 

Inny post z serii #10latblogowania:
Współprace na blogu – moje doświadczenie

You Might Also Like