Podróże

Chile: Północna Patagonia

July 2, 2017

Przy wietrznych, bezkresnych stepach południowej Patagonii, jej północna część, to już trochę inna historia. Zdecydowanie więcej tu życia, mniejszych i większych miejscowości, ruchu na drodze, ale i zieleni – z lasami, jeziorami i rzucającymi się w oczy wśród innych szczytów wulkanami. Wiatr już nie ten sam, klimat łagodniejszy i czuć, że nie jesteś już na końcu świata, ale jednak wciąż otoczony przez naturę, z której relatywnie szybko możesz wydostać się, kiedy zapragniesz poprzebywać wśród cywilizacji.  Północna Patagonia jest bardziej dostępna. Choć wciąż odległa od Santiago czy Buenos Aires, dostać można się tu już autobusem – samolot nie pozostaje jedynym sensownym wyjściem. Niższe są też ceny, pojawia się więcej wygód i cieszą małe rzeczy, których brak na południu jak np. przydrożne stoiska z serami lub sezonowymi owocami.
Nie powiedziałabym, żeby też malowniczość dróg ustępowała znacznie Carreterze Austral – zaliczyliśmy tutaj wiele wyśmienitych tras, które ze względu na dobry stan dróg, przy jeździe we dwójkę na jednym motorze były jeszcze przyjemniejszym doświadczeniem. Carretera Austral jest jedyna w swoim rodzaju, ale mniej wyczerpujące patagońskie drogi też jak najbardziej dają radę!
Myśląc o przyjeździe do Patagonii, nie bierzcie pod uwagę tylko południa z Torres del Paine, El Chalten czy najbardziej wysuniętym na południe miastem Ushuaia. Jej północna część też was nie zawiedzie, zarówno po stronie Argentyny jak i Chile.

 DSC08048-2

wulkan villaricaWulkan Villarica (2840m)

DSC08053-2
Po całym dniu podróży i przekroczeniu granicy, zatrzymaliśmy się na kolację w przydrożnym barze. Byliśmy w niemałym szoku, kiedy zobaczyliśmy jak niskie są ceny w porównaniu do tych, które znaliśmy do tej pory z Chile. Menu może i się nie wyróżniało, sałatką z awokado nadal były trzy pokrojone warzywa z plastrem cytryny i olejem, ale i tak bardziej cieszyliśmy się na to, ile wyniesie nas rachunek. Kilkakrotnie zamówialiśmy dodatkowe empanadas (ok 2zł za szt.), które były z tego wszystkiego najlepsze!

DSC08056-2Było już późno, w restauracji spędziliśmy trochę za dużo czasu, więc widząc pierwszy znak na camping, wjechaliśmy przez bramę i przejechaliśmy całą drogę aż dotarliśmy do czyjegoś domu. Po campingu nie było ani śladu, na dworze było już ciemno, więc po prostu rozbiliśmy namiot obok czyjegoś ogrodu. Z rana wstaliśmy wcześnie, spakowaliśmy się i zaliczyliśmy niemałe zdziwienie, kiedy brama wjazdowa okazała się być zamknięta łańcuchem. Kombinując jak się wydostać, obraliśmy inny kierunek zarośniętą drogą i wylądowaliśmy przed czyjąś posiadłością. Głośne szczekanie psów na nasz widok sprawiło, że właścicielka stała już w oknie i zastanawiała się o co nam chodzi. Zeszłam z motoru, podeszłam bliżej i spytałam czy możemy przejechać przez jej teren. Od razu się zgodziła i chociaż do przekroczenia mieliśmy jeszcze jedną bramę, w końcu udało się wrócić na drogę główną.
DSC08061-2Wszystko co opisałam wyżej działo się pod miejscowością Curarrehue. Tutaj też natrafiliśmy na nietypową, drewnianą stację benzynową.chile północna patagoniaVillarica z innej strony.

DSC08074-2
Spanie na dziko w całkowicie odludnym miejscu jest oczywiście dużo bardziej komfortowe niż takie, przy którym kręcą się ludzie. Nie zawsze jednak udawało nam się znaleźć miejsce idealne, a czasem pierwsze gorsze wrażenie okazywało się po spędzonej nocy nieuzasadnione. Tak było ze spaniem niedaleko większej miejscowości Pucon. Spaliśmy przy plaży w miejscu, gdzie od czasu do czasu obok nas przejeżdzały auta. Na początku mi to przeszkadzało, bo nocą wyobraźnia pracuje zawsze na niekorzyść, ale jak zwykle wszyscy mieli nas gdzieś, a ja wyspałam się tam doskonale.

DSC08077-2

DSC08079-2
Z rana dołączył do nas pieseł przybłęda. Rozejrzał się co się dzieje, położył  obok naszych plecaków i obserwował co robimy, a każde głaskanie wprawiało go w zachwyt. Nie widziałam jeszcze psa, który w ciągu 30min potrafiłby się przywiązać tak, że kiedy Benjamin odszedł w strone jeziora, on obserwował nerwowo czy wróci, a w drodze powrotnej wybiegł mu na powitanie. Był najkochańszym psem, jakiego spotkaliśmy w tej podróży i nie ukrywam, że łamało mi się serce, kiedy odjeżdżaliśmy zostawiając go na miejscu. To był pies, który zasługiwał na najlepszy dom.

DSC08080-2 drzewo araukaria chile
Tego dnia wybraliśmy się na trekking w parku narodowym, którego nazwa do najłatwiejszych nie należy – Huerquehue. Szlak San Sebastian o długości ok 15km prowadził na szczyt góry Quinchol. Sam park słynie też z araukarii, rzadko występujących na świecie drzew charakterystycznych dla tej prowincji, skąd zresztą wzięła się też jej nazwa – Araucanía.
DSC08086-2 tarantula chile Dzień wcześniej przeczytałam w przewodniku, że w okresie jesiennym (czyli kiedy tam byliśmy), w parku spotkać można jeden z rodzajów tarantuli. Nie wzięłam tego na zbyt poważnie, więc nawet nie wspomniałam Benjaminowi, żeby go nie straszyć – ma arachnofobię. W którymś momencie spotkaliśmy na szlaku dziewczynę, która podzieliła się z nami wiadomością, że kilka minut temu spotkała tarantulę. Ja zareagowałam bardzo entuzjastycznie, Benjamin rzecz jasna mniej. Nie liczyłam, że za chwilę sami natrafimy na niego na szlaku, ale jednak! Nie mogłam uwierzyć, bo naprawdę nie myślałam, że kiedykolwiek spotkam takiego pająka w jego naturalnym środowisku. Benjamin był przerażony i zapowiedział, że wraca, ale udało mi się go przekonać, żebyśmy poszli dalej.

Po kilkunastu metrach zauważyliśmy jeszcze jedną tarantulę na drzewie. Mijający nas Chilijczyk wziął ją na ręce, zapewniąc, że jest nieszkodliwa. Benjamin naprawdę stracił już wtedy przyjemność z wędrowki i nie mógł się doczekać, kiedy wyjdziemy z tego lasu. park narodowy huerquehue DSC08107-2
Wejście na szczyt nie zapowiadało tak ładnych widoków, jakich można się zazwyczaj spodziewać. Niestety tego dnia widoczność była wyjątkowo słaba.

DSC08109-2
Wulkan Villarica raz jeszcze.

DSC08113-2

DSC08067-3Na szlaku nie spotkaliśmy już tego dnia żadnych pająków, a wędrówkę wynagrodziliśmy sobie kolacją w Pucon, nieodległej miejscowości, która w sezonie jest bazą wypadową do wszlkiego rodzaju wycieczek w tym regionie. Poszliśmy do polecanej wegetariańskiej restauracji działającej przy hostelu Ecole. Quesadillas z serem i czarną fasolą z dodatkiem pomidorowej salsy i gucamole <3.
Tego wieczoru chcieliśmy znowu spać na dziko, ale po całodniowej wędrówce zdecydowanie potrzebowaliśmy wody i mydła. Zaopytaliśmy w hostelu czy za opłatą moglibyśmy skorzystać z ich łazienki, ale bardzo miły wolontariusz w recepcji rzucił tylko “Szef jest na wyjeździe, więc nie ma problemu!” Nie chciał żadnych pieniędzy, ale nawet gdybyśmy mieli zapłacić, to zapytanie w hostelu o możliwość skorzystania z łazienki jest naprawdę niezłym rozwiązaniem, kiedy kilka dni z rzędu śpi się na dziko.
DSC08120-2
I tak powoli żegnaliśmy się na dobre z Patagonią… Następne dwa dni miały być dość nietypowe w dotychczasowej podróży, bo pierwszy wraz wjechaliśmy na autostradę i tak jadąc nudną na tym odcinku Panamericaną mieliśmy spędzić kolejne dwa dni. Następnym właściwym przystankiem było oddalone o prawie 800km Santiago. Czym róźni się chilijska autostrada od europejskiej? Że bez większego problemu można zatrzymać się na poboczu i obok drogi kupić np. ser. Na początku naszego odcinka co kawałek reklamowały się stoiska z lokalnym serem, a nawet trafiliśmy na truskawki. Nawet jeśli z ołowiem, zdecydowanie przeważał w nich smak lata.

podrożanie motorem
Spanie nad rzeką tuż obok autostrady – nie wygląda, prawda? Szkoda tylko, że jak w wielu innych miejscach dookoła było sporo śmieci.
DSC08126-2 DSC08135-2
Mój śpiwór nie zawiódł w żadnej temperaturze, ale Benjamin miał śpiwór na trochę wyższe temperatury i czasem nawet grubsza warstwa ubrań nie pomagała mu na zimne noce i poranki.
DSC08138-2DSC08143-2
Gotowanie owsianki znudziło nam się po pierwszych tygodniach – ciężko było w warunkach campingowych zawsze dodawać do niej ciekawe dodatki, a do tego mycie garnka po owsiance zimną wodą było najgorszą robotą. Po czasie częściej jedliśmy owoce albo przygotowywałam kanapki, najczęściej z serem, awokado i pomidorem.
DSC08147-2
Desery nie przytrafiały nam się często, ale kupione dzień wcześniej truskawki, borówki i kawałek ciasta było miłym zakończeniem śniadania tego dnia!
DSC08148-2

You Might Also Like

  • “Benjamin naprawdę stracił już wtedy przyjemność z wędrowki i nie mógł się doczekać, kiedy wyjdziemy z tego lasu. ” – swoj czlowiek 😀

  • An

    Czesc! Z jakich blogow korzystalas przygotowujac sie do podrozy? Lece do Ameryki Poludniowej na poczatku przyszlego roku i chetnie poczytam o przygodach ludzi, ktorzy juz tam podrozowali. Pozdrowienia z Islandii 🙂

    • Ula

      Hej, szczerze mówiąc to nie korzystałam z żadnych konkretnych. Raczej wpisywałam w Google różne hasła i w ten sposób lądowałam na różnych stronach, ale wiem, że np. ta para spędziła w Ameryce Pd dużo czasu i mają sporo materiału na blogu: http://www.paczkiwpodrozy.pl/

    • Ula

      O, jeszcze mi się przypomniało, że bardzo fajnym polskim blogiem o Chile jest ten: http://tresvodka.com/

  • Chyba by mi pękło serce, gdybym odjeżdżała, widząc tego psiaka w lusterku 🙁 Wygląda jak najpoczciwszy kundelek na kuli ziemskiej ♥

  • no mimo że nie boję się pająków jakoś bardzo, to jakbym spotkała taka tarantulę to też bym chciala się stamtąd zawijac.
    a swoja drogą – dotykalaś? miła w dotyku? 😀

    jakos nigdy nie myslalam że patagonia może być też “północna”, że tam jest coś wyżej. dobrze wiedzieć!