Menu
Uncategorized

Difficult beginnings.

Od kilku dni jestem w Nowym Jorku, ale jeszcze nie przeprowadzilismy sie na Upper East Side, a tu w mieszkaniu nie ma bezprzewodowego internetu. Kontakt ze swiatem mam wiec utrudniony i z tego powodu cierpi tez blog. Codziennie po pracy wychodze na spacer i mniej wiecej do 22 chodze po miescie, albo szukam miejsca z darmowym internetem i siedze tam przez kilka godzin.
Pod koniec przyszlego tygodnia powinno byc juz lepiej, bo dzieci zaczynaja szkole i zmienia mi sie troche godziny pracy.
Nie zrobilam jeszcze praktycznie zadnych zdjec w NYC. Jakos nie chce mi sie pstrykac bezsensownie fot na lewo i prawo. Inna sprawa to, ze jak wychodze z domu, to z komputerem torbie, wiec niepotrzebne mi dodatkowe kiloramy. Do tego wszystkiego dochodzi moj nastroj. Nie powiem, zebym byla obecnie najszczesliwsza osoba na swiecie. Nie chce mi sie plakac z radosci, ze jestem w NYC, a wszystko tutaj traktuje na razie tak, jak gdyby byla to moja codziennosc od wielu lat.

Minusami rozpoczynania zycia na nowo jest to, ze z dnia na dzien czlowiek staje sie samotny i nie ma przy sobie nikogo ani niczego, co dawaloby mu poczucie bezpieczenstwa. Niby mam dom i to mieszkanie w centrum Manhattanu, ale wszystko jest takie obce. Nie znosze byc u siebie i szukac w kuchni otwieracza do puszek, albo zastanawiac sie jak wlaczyc prysznic. Nie moge sie doczekac, az poczuje sie jak u siebie. Mam nadzieje, ze stanie sie to szybko i ze cala reszta spraw wroci do normy (choc nie wiem tak naprawde co), a wtedy ja bede mogla szczerze zaczac cieszyc sie Nowym Jorkiem.


Powrot do Kalifornii, czyli kolejny dzien z mama, ktory rozpoczelysmy od spaceru po Golden Gate Park.

Pozniej pojechalysmy do pobliskiej chinskiej restauracji, sprobowac skrzydelek z kurczaka z listy i obie z mama uznalysmy, ze byly to najlepsze jakie kiedykolwiek jadlysmy.

Bla bla bla, na koniec chinska wrozba dolaczona do rachunku;).
Image Hosted by ImageShack.us
Stamtad pojechalysmy na Height Street. Weszlysmy do kilku sklepow, w tym mojego ulubionego z butami. Nigdy tam nic nie kupilam (glownie ze wzgledu na cene), ale maja tam calkiem niezly wybor  butow Jeffrey’a Campbella. w tym powyzsze. Na pierwszy rzut oka te buty wydaly mi sie absurdem, w ktorym nie mozna zrobic ani kroku. Przymierzylam je wiec i z cala odpowiedzialnoscia musze powiedziec, ze byly WYGODNE! Sa niezwykle lekkie, a koturn i obcas chyba idealnie wywazony, bo zupelnie nie czuc tej wysokosci.
Image Hosted by ImageShack.us
A to inne swietne buty, tez JC.
Image Hosted by ImageShack.us
Image Hosted by ImageShack.us
Image Hosted by ImageShack.us
Haight.

Zajrzalam tez do nowo otwartego sklepu z ubraniami i dodatkami w stylu lat 50-60tych.

A pozniej udalysmy sie do peruwianskiej restauracji, ktora jest droga, ale wybralysmy sie tam w porze ‘happy hour’. Zamowilismy wiec przy barze pisco sour, drink, ktorego smak natychmiast przywolal wspomnienia z Peru, a wedlug mamy byl rewelacyjny. Chcialam tez, zeby mama sprobowala ceviche, wiec zamowilysmy jedna porcje.

Stamtad przeszlysmy sie do Ferry Building.

I sprobowalysmy podwojnego espresso z listy.


Do wieczora spacerowalysmy po Market St i pozniej byla juz pora, zeby wracac do domu.