Menu
Życie

Home unplugged.

W końcu w domu!

Zaliczyłam kilka środków transportu, krótszych/dłuższych przystanków i kilka przesiadek. Na sam koniec trasy z Poznania do Zielonej Góry konduktorka chciała wykończyć mnie dopłatą do biletu. Miałam brytyjską legitymację studencką, a jeśli chodzi o zagraniczne, to PKP toleruje tylko ISIC… Nie wiedziałam…
Miałam dopłacić za normalny bilet, ale nie miałam przy sobie żadnych polskich pieniędzy, a karty nie przyjmują. Konduktorka poprosiła o dowód osobisty, żeby spisać adres, a ja miałam tylko paszport… Zabrała mnie do swojego przedziału i poinformowała, że wysłanie zawiadomienia będzie kosztowało 90zł + koszt biletu…Eeee….No tutaj już musiałam pani wyznać, że chyba będę zmuszona wyskoczyć z pociągu i rozpłakałam się nad brakiem finansów.
Płacz najlepiej wzbudza litość u mężczyzn, ale ta pani też okazała się mieć serce, więc zamiast dalej na mnie krzyczeć, zaczęła prosić, żebym przestała płakać, to zapomni o całej sprawie.
Podziękowałam za okazaną łaskę i wróciłam do przedziału;).

W domu też miałam małego pecha, bo przez cały dzień, aż do 21:20 nie było prądu. Buty ściągnęłam dopiero po kilku godzinach, kiedy zimno zaczęło przenikać przez podeszwy i znowu przypomniałam sobie jak to jest mieć w pokoju 13’C. Popołudnie i wieczór spędziliśmy przy świeczkach, ewentualnie z latarką w ręku.
Po rozpaleniu w kominku atmosfera zrobiła się wręcz świąteczna, więc powiedzmy, że Boże Narodzenie mam już za sobą, bo w Birmingham pewnie nawet w Wigilię nie poczuję świąt tak jak dzisiaj.
Dla zabicia czasu nagrywałam filmiki, aż wyczerpała się bateria. Kiedy zbliżałam się do końca montażu całości, a bateria w laptopie też była na wykończeniu, prąd powrócił i tym sposobem udało mi się dodać posta jeszcze przed snem;).

Przed obejrzeniem polecam ustawić rozdzielczość na 720p i poczekać aż się załaduje.