Lifestyle

Internetowe zakupy – czego zazwyczaj nie bierzemy pod uwagę kupując w sieci

December 5, 2017

Do napisania tego tekstu zainspirował mnie post oraz kilka komentarzy pod nim, który pojawił się w ostatnich tygodniach na blogu Make Life Easier “Dlaczego warto kupować kosmetyki w internecie?” Gosia, autorka tekstu omawia w nim zalety kupowania produktów przez internet, wspominając też jedną wadę, choć nie do końca taką, na którą liczyłam.
Jestem w pełni świadoma, że autorka pisząc tego posta nie miała żadnych złych zamiarów i żeby było jasne – nie uważam tego posta za zło. Po prostu nabrałam ochoty na podzielenie się spostrzeżeniami na ten sam temat (rozszerzając go do wszystkich internetowych zakupów) w nieco inny sposób.
Tutaj muszę też zaznaczyć, że nie jestem przeciwniczką zakupów przez internet – sama kupuję w sieci, nieczęsto, bo w ogóle rzadko kupuję, ale jednak. Tym samym daleka jestem jednak od opinii, żeby zakupy internetowe potrzebowały reklamy i argumentów czemu warto rezygnować z pójścia do sklepu. Dlaczego? Bo właśnie w tę stronę zmierza świat, robienia wszystkiego online. Zapotrzebowanie na sklepy internetowe rośnie, końca w rozwoju technologicznym nie widać i pewne zmiany są nieuchronne. Tym samym akceptując je w całości przestajemy kwestionować ich słuszność i pozbywamy się krytycznego spojrzenia, którego choćby niewielka dawka niezbędna jest praktycznie w każdej dziedzinie.

Dążymy do ciągłego poprawiania komfortu swojego życia i zakupy online się do tego zaliczają. Nie trzeba wychodzić z domu, rozmawiać z ekspedientką, można zaoszczędzić pieniądze i mieć ogromny wybór w ofercie. Przy tym wszystkim mam wrażenie, że rzadko zastanawiamy się czy nasza wygoda nie kończy się większą niewygodą kogoś innego.

W komentarzach pod postem pojawił się głos właścicielki małego sklepu, która odebrała tekst jako nieco krzywdzący. Już mniejsza o to, że została od razu zaatakowana przez kogoś z czytelników za popełnienie błędów ortograficznych (uwielbiam kiedy całą mądrość zamyka się w poprawnej pisowni), ton odpowiedzi na tamtą uwagę był generalnie mało empatyczny, na zasadzie “sorry, takie czasy”.
Jasne, że to biznes musi dostosować się do trendów i rzeczywistości, nie na odwrót, a mały sklep stacjonarny też może zacząć sprzedawać w internecie, żeby przetrwać, ale czy musimy tak czarno-biało podchodzić do tematu, póki coś nie dotknie nas bezpośrednio?

Nie wiem jak jest w Waszych miastach, zwłaszcza tych mniejszej i średniej wielkości, ale z deptaku Zielonej Góry, skąd pochodzę, zniknęła zdecydowana większość niezależnych sklepów. Pozostały przede wszystkim banki, kilka sieciówek i garstka kawiarni. Na przestrzeni lat ruch pieszych w centrum miasta znacznie się zmniejszył na koszt ruchu samochodowego. Ludzi widuje się przede wszystkim w galeriach handlowych, a na deptak nie ma za bardzo po co wybierać się w czasie wolnym.
Oczywiście, że winy nie ponoszą za to sklepy internetowe, a na ten problem składa się wiele czynników, ale przenoszenie wszystkiego do sieci nie zmieni tego stanu rzeczy.

Klasycznym zachowaniem konsumenta dzisiejszych czasów jest też pójść do sklepu, sprawdzić produkt, wrócić do domu i kupić tą samą rzecz w internecie ciesząc się, że ubiliśmy lepszy deal.
W poście Gosi też pojawia się rada o wybraniu się najpierw do drogerii i sprawdzeniu czy dany produkt jest faktycznie tym czego się spodziewamy. No i wszystko wydaje się super, póki nie zastanowimy się co to oznacza dla sklepu. Zwłaszcza jeżeli jest niezależnym, a może nawet takim z kilkupokoleniową tradycją? Jeśli każdy klient pomyśli w ten sposób, sklep będzie zwijał interes w mgnieniu oka.

Tutaj przypomina mi się świetna, zeszłoroczna akcja Anity Suchockiej – Aife, która na Facebooku zwołała grupę osób z okolic Jeleniej Góry chętnych do wsparcia niezależnej księgarni należącej do jej wujka, któremu wyjątkowo ciężko jest utrzymać się na rynku w dzisiejszych czasach. Strasznie mi się to spodobało i liczyłam, że akcja rozszerzy się na inne miasta, ale nie wiem czy rozeszła się na inne części Polski. W każdym razie jeżeli macie w głowie jakieś sklepy w swojej oklicy, które chcielibyście wesprzeć w podobny sposób może warto zorganizować podobną akcję? Jeżeli nie tworzycie w internecie, a chcielibyście dotrzeć do szerszej publiczności dajcie znać, może uda mi się pomóc.

“Wydaje nam się, że cena kosmetyku wynika z kosztu jego produkcji, jednak w przypadku stacjonarnych drogerii niestety tak nie jest. Wynajem lokali, ich wyposażenie, pensje pracowników i oczywiście procent dla właściciela muszą być wliczone w marżę.”
Gosia słusznie wylicza co wpływa na wyższą cenę kosmetyku w sklepie stacjonarnym, a ja myślę o tych pensjach pracowników, za które mogą przeżyć. W ogóle cały ten tekst sprowadził mnie na wątek problemów  stojących przed rynkiem pracy w przyszłości.
Wizja robotów/maszyn zamiast pracowników, nie jest już futurystyczną wizją końca świata, a rzeczywistością, w której już teraz w zależności od branży, część stanowisk pracy zastąpiły komputery, a maszyn zastępujących ludzi będzie przybywać.
W zeszłym roku podzieliłam się z Wami linkiem dotyczącym prototypu supermarkatu Amazon Go w Seattle, gdzie towary kasuje się za pomocą telefonu, a stanowiska kasy nie istnieją. Chociaż Amazon wciąż nad tym projektem pracuje, nie ukrywają, że mają duży apetyt na otworzenie licznej sieci sklepów w całym kraju jak i poza USA.
Przy stale rosnącej ludzkiej populacji zastanawia mnie więc, czy za kilkanaście, kilkadziesiąt lat w ogóle uda się stworzyć wystarczającą liczbę miejsc pracy? Być może państwa będą musiały rozważyć system pensji minimalnej niezależnej od zatrudnienia, a może po prostu rynek pracy całkowicie się przeistoczy i problem nie będzie aż tak duży? Nie wiem, ale wydaje mi się, że dla wielu państw będzie to poważne wyzwanie i może przesadzam łącząc ten temat z zakupami internetowymi, ale jednak kropki łączą mi się gdzieś tu w pewną całość.

Jeszcze inną kwestia do wzięcia pod uwagę w tym temacie jest ilość odpadów jakie generują przesyłki. Pewnie zdarzyło Wam się zamówić jakąś niewielką rzecz, która została zapakowana w wielki karton, w środku było mnóstwo bąbelkowej folii lub plastikowych ‘farfocli’, a wyrzucenie tego jednego odpadu zapełniło Wam od razu śmietnik. Mnie się zdarzyło i czułam się z tym źle, a wiem, że nadmiar opakowań, to standard internetowych zakupów spożywczych, których popularność rośnie i których potrzebujemy dużo częściej niż nowych kosmetyków czy ubrań.

Na koniec chciałam przytoczyć z posta Gosi fragment, który popieram w 100% i który według mnie jest prawdopodobnie największą zaletą zakupów internetowych – wspieranie małych, niezależnych firm które często istnieją tylko dzięki możliwością jakie daje internet.
“W drogerii nie znajdziemy niszowych marek, które pod względem jakości często biją na głowę produkty wielkich koncernów. Zwłaszcza ekologiczne kosmetyki ciężko kupić poza siecią.“
Jestem zdecydowanie za wspieraniem konkretnych firm, projektów, sklepów internetowych i popularyzowaniem wysokiej jakości, etycznie wykonanych produktów, ale tym samym byłabym ostrożna z ogólnym namawianiem do robienia zakupów w internecie, jako wspaniałego zakupowego rozwiązania.
Kilka dni temu przekonałam się, że są już na świecie dzieci, które robienie zakupów spożywczych znają tylko z internetu, bo ich zapracowani rodzice od dawna kupują żywność tylko w ten sposób. Nie powiem, że trochę mnie to przeraziło i mam nadzieję, że nie stanie się powszechnym zjawiskiem.

 

A jakie są Wasze przemyślenia na ten temat? Może zauważacie jakąś kwestię, która została pominięta w obu tekstach? Dorzućcie swoje przemyślenia, nawet jeżeli są całkowicie przeciwnie opinii, którą w tym poście przedstawiłam.

 

 

 

You Might Also Like

  • Magdalena Tomaszewska

    Sedno. Nie przesadzasz widząc te “łączące się ze sobą kropki”. Dużo ludzi ich nie dostrzega i to jest nasza zguba niestety. Ludzie nie widzą szerzej, bo ze sobą nie rozmawiają. Większość boi się poruszać takie tematy jakie tutaj zawarłaś. I tutaj uważam, że największy problem jest taki, że ludzie się na siebie zamykają, bo jest im tak wygodniej – dlatego wolą kupować online niż pójść do sklepu i “nie daj Boże” Pani ekspedientka zapyta czy w czymś pomóc.
    Ja pochodzę z małego miasteczka, gdzie małe sklepiki zastąpiły sieciówki typu Netto, Polo, Dino, Biedronka – aż 4 wielkie sklepy na 8tys. mieszkańców! Na rynku tak jak napisałaś zostały jedynie banki i jedna piekarnia. Kiosk ruchu prowadzony niegdyś przez moją babcie został po prostu zmieciony.
    Sama jestem na studiach inżynierskich i widzę jak to wszystko idzie do przodu. Tworzymy cały czas nowe maszyny, urządzenia, które nawet w małych czynnościach mają zastąpić człowieka. Za kilkadziesiąt lat, jeżeli nie będziesz potrafić zaprogramować tych maszyn, to niestety, ale pracy nie znajdziesz. I tego niestety nie jesteśmy w stanie powstrzymać.
    Dużo można by było pisać, bo poruszyłaśsporo tematów.

    • Ula

      Dzięki za komentarz, Magda!

  • Edyta Waniewska

    Wydaje mi się, że trochę niesłusznie łączysz zakupy przez internet z zastępowaniem ludzi przez roboty. Przecież przy takim sklepie internetowym pracuje pewnie tyle osób, co w stacjonarnym. Ktoś kompletuje, ktoś pakuje, ktoś pisze maile i odbiera telefony, kurierzy dowożą, informatycy tworzą i utrzymują strony – no jest z tym sporo roboty. Ale z czym się zgodzę, to że sprawdzanie produktu w sklepie stacjonarnym, a kupowanie przez neta, żeby było taniej, jest bardzo nie fair. Ja stosuję zasadę, że kupuję już wtedy stacjonarnie i wydaję więcej w zamian za możliwość zobaczenia i dotknięcia. Nie lubię takiego cwaniakowania.

    • Ula

      Dobrze, że o tym piszesz, bo miałam w głowie, że przy sklepie internetowym również pracują ludzie, ale zmienia się to nieco w przypadku większych biznesów. Np. supermarket online na pewno zatrudnia mniej ludzi niż w wersji stacjonarnej, nie mówiąc już o Amazonie, który jest olbrzymi (+ ciągle rośnie) i biorąc pod uwagę do jak dużej grupy dociera, pracuje w nim garstka ludzi.

    • Agnieszka

      O właśnie, mam nadzieję, że co raz więcej osób będzie miało takie podejście do sprawdzania towaru w stacjonarnym a zakupywania w internetowym sklepie. Nawet tego samego słowa użyłyśmy, więc jeśli my tak myślimy to takich osób musi być sporo, a niestety wielu, którym mówię o takim zwykłym uczciwym zachowaniu puka się w czoło. Ludzie są zapatrzeni w swoje korzyści :/

  • zuska

    Ostatnio zastanawiałam się z mamą, czy wprowadzenie niedziel wolnych od handlu (a to przecież w Polsce rozpocznie się lada moment) być może sprawi, że wrócą do łask małe sklepiki, butiki i spożywczaki, bo przecież właściciel wciąż będzie miał prawo otworzyć swój sklep w niedzielę. I uważam, że to duży plus tej ustawy, mimo że w ogóle nie był jej celem.

    • Ula

      Wydaje mi się, że niewiele to pomoże, ale być może garstka przybędzie.
      Akurat nie mam nic przeciwko niedzieli wolnej od handlu, co więcej uważam, że to w porządku pomysł. W Austrii też jest wszystko w niedzielę zamknięte i ludzie bez problemu sobie radzą 😉

  • Natalia Blicharska

    Hej Ula! Bardzo ciekawy artykul! I poruszylas w nim kwestie, o ktorej czytalam wlasnie dzis (nie wiem, czy czytasz po hiszpansku, ale wklejam link http://www.xlsemanal.com/conocer/20171205/cuatro-nobel-de-economia-hablan-futuro.html). Nagrodzeni Noblem ekonomisci wypowiadaja sie o tym, co nas moze czkac w przyszlosci i poruszaja wlansie temat zaniku miejsc pracy.

  • Ja jestem w tej kwestii gdzieś pomiędzy, bo zwyczajnie lubię chodzić po sklepach, ale doceniam też możliwość zamówienia czegoś bez wychodzenia z domu. Szkoda właśnie, że niektórzy w pogoni za niższą ceną zapominają, że przez to ludzie muszą pracować dzień i noc, w tygodniu czy nawet w święta. Bo np. w Amazonie święta Bożego Narodzenia nie istnieją, bo paczki się same nie zapakują. Jeśli chodzi natomiast o zakupy spożywcze przez internet to okazują się dla mnie zbawieniem kiedy muszę kupić ciężkie rzeczy (mleko, woda, soki itp.). Nie mam samochodu, więc targanie tego do autobusu a potem z przystanku do domu jest niewykonalne. Ale jeśli chodzi o odpady to polecam Tesco. Zakupy przewożą w plastikowych kontenerach, a reklamówki można oddać dostawcy, więc są wielorazowego użytku. W efekcie dostajemy produkt opakowany tak jak w sklepie, nie ma zbędnych kartonów i farfocli właśnie 🙂

  • Agnieszka

    Dla mnie najważniejsze jest wydanie jak najmniejszej sumy za towar, a w internecie często jest po prostu najtaniej. Nie widzę powodu da którego mam kupić np. zabawkę na prezent w sklepie stacjonarnym 30 zł drożej niż w internecie. Przyznaję, że miałam czas w życiu, gdy wolałam zamówić dwie baterie na portalu aukcyjnym byle nie wyjść z domu między ludzi (miałam 2 minuty do kiosku) i to już nie było do końca normalne (minęło 😉 ). Co do metody, która polega na wizycie w sklepie, żeby np. najpierw przymierzyć rzecz, a później i tak ją kupić w internecie to zawsze byłam do niej sceptycznie nastawiona. Dla mnie to po prostu nie w porządku. Zalatuje cwaniactwem. Jeśli to stacjonarlny sklep daje mi możliwość dotknięcia materiału (największa zaleta), przymierzenia, dobrania rozmiaru, przejrzenia się w lustrze, to kupuję tam. Argument, że jeśli sklep będący sieciówką i tak ma wersję internetową i tak czy siak pieniądze wlecą do właściciela mnie nie przekonuje. Ludzie (cześć pewnie nie jest świadoma) mają gdzieś liczniki osób przy wejściach, byle łazić, a później “góra” ma pretensje do obsługi dlaczego taki słaby utarg, a tyle ludzi naliczonych. Co do jednego zgadzam się stuprocentowo. Paczki. Za późna pora na pisanie o rosnącej ilości plastiku, oceanicznych śmieciach, zwierzętach nieświadomie zjadających sztuczne mareriały i zakleszczające się w nich (pewnie cały mój komentarz jest bez ładu i składu), ale mnie osobiście przerażają właśnie te zbędne śmieci. Co za różnica czy np. podkład wyleje się podczas transportu w kartoniku o odpowiednim małym rozmiarze czy w kartoniku parokrotnie większym od tubki i zapełnionym mnóstwem styropianowych(!) kuleczek. I tak może przeciec płyn i tak i tak. Napewno już istnieje rozwiązanie na ekologiczne przesyłki, trzeba poszukać o ludzkiej porze

    • Ula

      Właśnie w tym jest ten cały problem – że wszyscy chcemy wydawać jak najmniejszą sumę za towar. Nie uważasz, że gotowość zapłacenia za coś więcej, jeżeli idzie za tym dobry powód, to typ świadomej postawy na której na dłuższą metę zyskujemy wszyscy? Nie pytam oceniająco, tylko z ciekawości co sądzisz 🙂

  • Pati

    Od momentu zajścia w ciąże i urodzenia dziecka, wszystkie zakupy, oprócz spożywki, robię przez internet. Niestety, taka brutalna prawda, ale moge w każdej chwili wejść na stronę sklepu i zrobić zamówienie, nawet jak jest to 3 rano. Z maluszkiem nie pójdę go galerii, bo w takich skupiskach ludzi jest masa wirusów, a lokalne sklepy są nieprzystosowane do wjazdu wózkami – albo jest masa schodków, albo za wąskie drzwi. Stad zostal mi internet..
    moi rodzice maja mały sklepik i wiem, jak bardzo ich internet i galerie dotknęły, ale niektórych faktów nie da sie przeskoczyć i chyba nawet zmienianie od własnego podwórka w tym przypadku nie pomoże. Niestety..

    • Ula

      Nie byłam w ciąży, nie miałam noworodka więc nie oceniam 🙂

  • Optymalizacja to słowo klucz do dobrego życia. Dlatego też część rzeczy, np. ubrania z polskich manufaktur kupuję w sieci, inaczej się nie da, bo nie można ich kupić w stacjonarnym sklepie, który zalały produkty produkowane w Chinach. Nie wyobrażam sobie natomiast kupowania rzeczy spożywczych czy też kosmetyków w sieci. Są małe sklepy, szczególnie w Krakowie, które oferują naprawdę duży wybór ekologicznych kosmetyków. Jeśli w ogóle takie istnieją 🙂 Masz rację, że często opakowania są zdecydowanie za duże i niepotrzebne i to jeden z minusów kupowania w sieci. Cena jest ważna, jednak nie najważniejsza. Ja lubię wracać w miejsca, gdzie jest miła obsługa i właśnie tam robię zakupy. Choć nie jestem częstym klientem, bo jednak życie na małej powierzchni uczy człowieka, że nie ma co gromadzić, to jednak jestem wiernym klientem i wiem, że za dobrą i rzetelną obsługę trzeba zapłacić. Dlatego wszystko zależy od tego jakie mamy tu i teraz potrzeby.

    • Ula

      Super, że masz takie podejście! Jasne, że zakupy w sieci są czasem koniecznością, zwłaszcza jeżeli chce się wesprzeć te mniejsze firmy sprzedające tylko w sieci.
      W miniony weekend byłam z Benjaminem na zakupach, musiał kupić coś eleganckiego do pracy. Trafiliśmy do sklepu ze świetną obsługą, kobieta naprawdę miała oko i cokolwiek przyniosła Benjaminowi do przymiarki, leżało na nim świetnie. To sprawiło, że całe doświadczenie zakupów dla B. było kilka razy przyjemniejsze niż gdyby zapłacił za rzeczy jakąś niesamowicie niską cenę. Panią pożegnaliśmy mnóstwem komplementów 😀

      • Dobre podejście do mężczyzn, którzy z natury nie lubią zakupów to wielka sztuka. Super, że Wam się udało trafić do takiego właśnie sklepu 🙂

  • Doskonale Cię rozumiem w tym wpisie. Niestety zakupy internetowe w znacznej mierze wypierają rodzinne marki, które często mają za sobą bardzo długie tradycje. Ale jestem w tym przypadku często trochę “pośrodku”. Z jednej strony rzadko dokonuję jakichś większych zakupów. Ubrania zawsze wolę przymierzyć, zobaczyć i dotknąć – tu jednak królują u mnie sklepy stacjonarne. Jednak znaczna sfera mojego życia jednak podlega digitalizacji – nie wspieram lokalnych księgarni, bo nie kupuję standardowych książek (czytam na Kindle) i doceniam możliwość wysyłki w przypadku produktów na których mi bardzo zależy, ale jednak mam trudność w dostaniu ich na miejscu. Bardzo nie lubię kręcić się po mieście szukając czegoś, nie lubię chodzić po sklepach, a już przede wszystkim nieznoszę tracić na to wszystko czasu. Kupując przez internet wiem, że nie muszę spieszyć się po pracy, by dotrzeć gdzieś przed zamknięciem. Ale często staram się wynajdować niezależne, ciekawe marki. Zamawiając produkty wiele razy prosiłam o mniejsze opakowania, albo o po prostu wrzucenie wszystkiego razem do środka. Tego typu sklepy mają również swoje oddziały stacjonarne, które przy okazji też się wspiera. Myślę, że nie ma jednoznacznej odpowiedzi co jest dobre, co złe. Każdy powinien wybierać to, co podpowiada mu sumienie. W moim przypadku staram się, by wybory były przemyślane.
    Pozdrowienia!

    • Ula

      Dzięki za komentarz Magda! Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, to co jest dla nas dobre, nie zawsze jest dla kogoś innego i czasem można coś z tym zrobić, a innym razem niekoniecznie. Takie życie 😉

  • Ewelina

    Korzystam z zakupów przez internet ale próbuje znaleźć złoty środek i robić to na swoich zasadach. Aby ograniczyć prace kurierów i ilość zanieczyszczeń emitowanych przy transporcie jeśli tylko moge zamawiam z odbiorem w sklepie a jeśli nie ma takiej opcji w paczkomacie. Napisałaś o ilości śmieci które powstaja po odpakowaniu, jakiś czas temu też skłoniło mnie to do refleksji. Teraz wszystskie kartony, folie babelkowe, torebki i co tylko moge w sensowny sposób użyć jeszcze raz odkładam i wykorzystuje na różne sposoby, także do pakowania ale nie tylko przesylek ale i prezentów. Przy małym dziecku takie zakupy to wygoda ale jeśli nie muszę to nie korzystam. To co napisałaś pod koniec, że zakupy przez internet stają się dla dzieci domyślnym sposobem zakupow jest przerażające. Tak sobie myślę, że to może jeszcze bardziej wypierac przedmioty czy usługi na indywidualne zamówienie bo nie będziemy z nimi zaznajomieni, a rzemiosło będzie jeszcze bardziej odchodzić w niepamięć…

  • Alojza Pupulska

    Mieszkam w dużym miescie. Dorabiam do freelancerki pracą w handlu. Kilka godzin w tygodniu. Przykrym faktem jest brak kultury u kupujących. Szkoda przytaczać przykładów, proszę się w weekend wybrać i zobaczyć. Nie ma takiej siły która by mnie zaciągnęła w wolny dzień do galerii handlowej. Mało dzięki temu kupuję. Ksiażki raz do roku, zwykle na targach, bo mam świetną miejską bibliotekę. Zwykle są to książki kucharskie. Ubrania, prezenty i drobiazgi zwykle kupuję na kiermaszach rękodzieła, rękidziełafest, targidesignu, Bakalie etc. Mam kilka ulubionych malych marek i wracam. Chodzę do lokalnych lumpeksów. Jesli mam kupić coś z Chin to niech to będzie tanie i niepowtarzalne. Mam ulubiony internetowy sklep górski i wydaję tam bardzo dużo. Wszelkie problemy załatwiają z niezwykłą starannością i profesjonalnie. Nie kupuję na miejscu bo lokalny sklep zraził mnie kilkukrotnie obsługą. Koty cieszą się z kartonów, zbędnych foli mało, racjonalnie zapakowane. Nie wyobrażam sobie kupowania warzyw, pieczywa i mięsa, ryb przez internet. Chadzam z własną torbą. Kocham targowisko na mojej dzielni! Micha mi się uśmiecha od samego patrzenia. Gotuję prosto i sezonowo.

  • Agnieszka Rzepa

    Tylko czy teraz jest na to w Polsce klimat? Mam na myśli masę markowych ciuchów niskiej jakości z wygórowanymi cenami czy np. elektronikę, za którą w Polsce sieci każą sobie płacić więcej niż np w Niemczech. Nie mam ochoty być fair w stosunku do sprzedawcy jeśli on traktuje mnie w ten sposób.

    • Ula

      Nie zrozumiałam pytania – czy jest klimat na zwiększanie świadomości?
      Jeżeli jakieś produkty z kategorii elektroniki są w Polsce droższe niż w Niemczech, to na pewno nie jest to wina sprzedawcy 😉

  • Beata Ratkowska

    Uważam, że to nie jest do końca tak. Rozumiem główną ideę Twojego wpisu, nie sądzę jednak, że winą upadku mniejszych biznesów są zakupy online. To raczej efekt ogólnych przemian społecznych i kulturowych (konsumpcjonizm, digitalizacja, pęd życia); w Polsce dochodzą jeszcze czynniki polityczne – brak wsparcia państwa dla małych biznesów. Robienie zakupów online to po prostu inny sposób dotarcia do konsumenta, z zasady globalny, a nie lokalny. Mi się podoba ten kierunek, widzę to świetnie po moich znajomych, którzy wyprowadzili się do małych miast/ na wieś i dzięki internetowym zakupom nie czują, że im coś umyka. W kontekście szerszym np. ekologii bardzo ciężko jest ocenić co szkodzi bardziej – karton czy reklamówka, w którą będą zapakowane towary kupowane w sklepie stacjonarnym. W większości firm odchodzi się (o ile prawo danego kraju na to pozwala) od drukowania faktur i zastępuję się je fakturami elektronicznymi, w sklepie musimy dostać wydrukowany paragon. Piszesz o miejscach pracy – na pewno w sklepach stacjonarnych redukuje się zatrudnienie, natomiast pojawia się więcej miejsc pracy w transporcie i dla specjalistów od marketingu, SEO, sprzedaży w internecie, grafików, programistów itd. Ja też pracuję przy wdrażaniu systemów Ecommerce, więc zakupy internetowe to moja codzienność 🙂 Tak jak piszesz niżej – punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.

    • Ula

      Dzięki za opinię, Beata!
      Nie zrzucam całej winy na zakupy online, jest dla mnie jednym z powodów.
      Nie zgadzam się głównie z tym, że ciężko ocenić czy zakupy internetowe szkodą bardziej pod względem ilości odpadów. Zamówiłam jakiś czas temu serwetki wielokrotnego użytku. Już pomijając ten ogólny karton, każda ze sztuk zapakowana była w osobny plastikową torbę, co wydało mi się szaleństwem. W sklepie mogłabym podziękować za opakowanie, w tym przypadku nie. Zamawiane ubrania prawie zawsze są dodatkowo zapakowane nie tylko w (najczęściej za duży) karton. No i przesyłka bardzo często musi być zabezpieczona przed uszkodzeniami rzeczy narażonych na zniszczenie, co generuje kolejne śmieci.

      Co do miejsc pracy – specjalista od marketingu, sprzedaż internetowa, grafik, programista – widzisz, to są same stanowiska dla ludzi po studiach specjalizujących się w temacie lub z dłuższym doświadczeniem. A co z ludźmi bez wykształcenia lub nieco starszych, którzy właśnie zazwyczaj zajmują stanowiska w sklepach stacjonarnych? To są najbardziej narażone na utratę pracę osoby i te, którym najcieżej znaleźć nową.