Podróże

Lodowiec Perito Moreno

March 26, 2017

Po ponad dwóch tygodniach w Chile następnym przystankiem po Puerto Natales było dla nas argentyńskie El Calafate. Miasto żyje głównie z turystyki, centrum wypełnione jest sklepami z pamiątkami, restauracjami, barami, sklepami z odzieżą outdoroową. Zdecydowana większość odwiedzających przyjeżdża tutaj w jednym, konkretnym celu – zobaczyć lodowiec Perito Moreno.
Namiot rozbiliśmy na plaży przy jeziorze Argentino, na obrzeżach miasta. Spanie na dziko nie należy może do najbardziej komfortowych opcji, ale patagońska rzeczywistość wymagała regularnych cięć kosztów, a darmowy nocleg pomaga w tym najbardziej. W ogóle dawno nie spotkałam w podróży tylu ludzi przejętych kosztami oraz swoim budżetem co tam. I mówię tu o przyjezdnych z tych bogatszych europejskich krajów, USA czy Kanady, bo najczęściej te narodowości spotyka się w drodze. W dużej mierze to zapewne wina tego, że Patagonia przyciąga właśnie typ niskobudżetowych podróżników – autostopowiczów, miłośników gór, wspinaczy, backpackerów nastawionych na spędzanie czasu w naturze. Nocleg w hostelu? Raczej w namiocie przed hostelem. Kolacja w restauracji? Bardziej ugotowana samemu najprostsza pasta. Bilet na autobus? Prędzej łapanie od rana stopa, albo 167-dzień pedałowania na rowerze. Wszyscy są podobnej sytuacji i rozumieją się nawzajem.
Patagonia to też dobre miejsce, żeby zapomnieć o istnieniu lustra. Nie zwróciłam na to od razu uwagi, ale po pewnym czasie doszłam do wniosku, że nie pamiętam kiedy widziałam podróżującą osobę, dla której wygląd nie byłby obojętny. Ostatnią kobietę z makijażem widziano chyba w zeszłym sezonie, za to w ubraniach ceni się tylko ich funkcjonalność. Szczytem atrakcyjności są umyte włosy i czyste skarpetki. Oderwać się w tych stronach od miejskiego życia można jak widać na różne sposoby.

A wracając do Perito Moreno, wiedziałam mniej więcej czego się spodziewać po lodowcu, ale widok na żywo, to gwarantowany opad szczęki. Przytłacza swoim ogromem, kolorem i ciągłą transformacją, bo żeby zobaczyć jak kawałek ściany odrywa się i wpada do wody nie trzeba czekać nawet 15 minut. Jest to też jeden z niewielu lodowców na świecie, który wciąż się rozrasta.
Podziwia się go z długich tarasów widokowych, które moim zdaniem zapewniają wystarczające wrażenia, dlatego wykupienie wycieczki łodzią można sobie spokojnie odpuścić. Miałam też napisać, że wjazd do parku zdecydowanie wart jest tych 330ARS które zapłaciliśmy (20euro/os), ale z 1.03, trzy dni po naszej wizycie, cena podskoczyła do 500ARS (30euro). Doliczyć trzeba jeszcze transport z miasta. Wejściówki drożeją w zastraszająco szybkim tempie (dwa lata temu cena była o połowę niższa) dlatego zastanawiam się na jakiej kwocie się skończy. Park Narodowy Los Glaciares ewidentnie zdaje sobie sprawę, że zagraniczny turysta jest w stanie zapłacić za Perito Moreno wiele. Zagraniczny, bo Argentyńczycy płacą połowę ceny. Podobne zasady dotyczą większości parków narodowych w Argentynie i Chile.
Jak by nie było, cena wciąż warta jest wrażeń i póki nie podskoczy do 100$ albo i więcej, to zdecydowanie warto zobaczyć ten lodowiec na własne oczy!

IMG_1329

IMG_1269

IMG_1272

IMG_1275 IMG_1280 IMG_1298

IMG_1268

IMG_1297doub  IMG_1289  IMG_1283 IMG_1301   IMG_1285

IMG_1325

IMG_1326

Na koniec mam dość smutną wiadomość związaną z blogiem – wygląda na to, że dzisiejszy post jest ostatnim w tej podróży ze zdjęciami z mojego aparatu. Prawie miesiąc temu, tuż po wizycie w parku Los Glaciares zepsuł się i raczej nie ma szans, że zostanie naprawiony przed moim powrotem do Europy. Nie za bardzo mogłabym sobie pozwolić na długi czas oczekiwania na naprawę i koszty z nią związane, a poza Santiago nie mam po drodze zbyt wielu opcji gdzie mogłabym się jej podjąć.
Boli i będzie bolało, bo robienie zdjęć kompaktowym aparatem Benjamina to oczywiście nie to samo… Pewnie jeszcze bardziej będzie mi przykro po powrocie, kiedy naprawdę zobaczę, że nie mam z tej długiej podróży prawie żadnych “swoich” zdjęć.
Kto by się spodziewał, że aparat okaże się najbardziej bezużytecznym i najcięższym przedmiotem jaki zabrałam w tą podróż…
Nie wiem jeszcze jak poradzę sobie z tym w relacji z podróży na blogu, ale jakoś muszę.

You Might Also Like

  • Prawdziwe cudo natury. Mam nadzieję, że kiedyś przyjdzie mi go zobaczyć na własne oczy 🙂
    Straszna szkoda aparatu i zdjęć, które powstałyby podczas tej podróży, ale z drugiej strony… masz szansę odpocząć i na spokojnie chłonąć piękno świata każdym swoim zmysłem, nie przejmując się czy dobrze ustawiłaś przesłonę. Wbrew pozorom, to naprawdę wiele zmienia w odkrywaniu i doświadczaniu kraju. Trzymaj się ciepło i nie przejmuj aparatem! Najlepsze wspomnienia i tak zapiszesz w swojej głowie 🙂

    • Ula

      Niby tak, ale podróżuję bez aparatu od miesiąca i szczerze mówiąc ani trochę nie czuję, żebym chłonęła otoczenie lepiej niż z aparatem. Nie jestem totalnie zwariowana na punkcie robienia zdjęć, więc chyba dlatego. Poza tym jednak robię foty na Insta, nagrywam snapy więc może musiałabym ze wszystkiego zrezygnować, żeby poczuć różnicę, ale też znowu nie czuję potrzeby totalnego odcięcia się od zapisywania obrazów 🙂

  • Ania

    Ula, a myślałaś może o analogu? Może gdzieś, na jakimś targu 😀 udałoby Ci się dorwać jakiegoś starego dobrego zenita, i jednak jakieś zdjęcia by były? Nie wiem czy to w ogóle sensowny pomysł, ale tak mi wpadło do głowy!

    • Ula

      Myślałam, żeby analoga wziąć w ogóle z domu! Ale potem waga plecaka zweryfikowała plany. To jest dobry pomysł, będę się rozglądać chociaż tutaj ciężko o takie pchle targi gdzie mogłabym dorwać jakiś tani aparat. Aaa, no i drugim problemem byłby film 😉

      • Ania

        może coś się uda wymyślić, trzymam kciuki!

  • Wygląda to absolutnie genialnie. Śledzę z ogromnym zaciekawieniem Twoją podróż – Ameryka Południowa to moje wielkie marzenie 🙂

  • Karolina

    Muy bonito !!! 🙂 Rzeczywiście zaskakujace jest to , że lodowiec się roztrasta a nie topi jak większość.
    Zaczynąc czytać ostatni akapit, przeraziłam się , że planujsze zamknąć bloga. Uff, 😉

  • a już myślalam, że skoro doczytałam prawie do końca i o aparacie nic nie było, to udało Ci się go naprawić… też myślałam, tak jak ania, żebyś może dokupiła gdzieś tanio analoga, tylko że trzeba by to nosic, dodatkowy ciężar. a co to za kompakt? to że kompakt, to nie znaczy od razu że jest zly, rób w rawach jeśli możesz i zawsze coś się wyciągnie, lepsze to niż nic.
    współczuję jak nie wiem, wyobrażam sobie jak się czujesz.

    a perito moreno jakiś taki bardziej spiczasty niż jak my byliśmy 🙂

  • Boże płakać mi się chce jak czytam o aparacie. Wiem, że to żadne pocieszenie, ale mi się coś podobnego zdarzyło już dwukrotnie, więc wiem co czujesz (też raz na wyjezdzie). A ostatnio padła mi karta w połowie sesji (bardzo ważnej, nie do powtórzenia, powiedziałabym głośno ale nie mogę). Więc wiem, co to za ból – teraz jak cokolwiek się dzieje myślę sobie, właściwie to wręcz drżę, że coś się stanie poważnego ze sprzętem. To moja największa chyba obawa :((( Nie można ufać sprzętom :((( Jak żyć?

  • NG

    ojeeej, współczuję strasznie awarii sprzętu! Ostatnie dwa wyjazdy zaliczyłam bez robienia zdjęć – w zeszłym roku ukradli mi cały sprzęt na teneryfie, a w tym roku nie zabrałam go ze sobą ze strachu. jechałam na tripa po meksyku, nasłuchałam się miliona historii i nie chciałam ryzykować (kompletna bzdura, meksykanie są cudowni co pewnie wiesz:). co prawda byłam ze znajomą, która pracuje na tym samym sprzęcie co ja więc robiłyśmy zdjęcia na zmianę, ale to nie to. jechać na drugi koniec świata i nie móc spokojnie robić zdjęć w swoim rytmie, na swoim aparacie – beznadzieja!! trzymam kciuki żeby chociaż awaria nie była poważna i dało się to naprawić za jakieś sensowne pieniądze.
    aha, lodowiec niesamowity. czuję się przekonana żeby jak najszybciej go zobaczyć:) trzymajcie się i bezpiecznej dalszej podróży.

  • Ubolewam nad brakiem aparatu, bo zdjęcia lodowca są NIESAMOWITE! Wiem też, jak bardzo boli robienie zdjęć kompaktem. Próbowałam robić je kamerką typu go pro, DRAMAT. A relacja na blogu bez zdjęć? Czemu nie 🙂 Na pewno chętnie przeczytamy!
    Pozdrawiam!

    • Ja sie wlasnie wzbraniam przed relacja bez zdjec o Madagaskarze, z ktorego nie mam ani jednego swojego zdjecia po kradziezy aparatu. Ale pewnie warto sprobowac, zawsze mozna opisac obrazy zamiast je pokazywac 😉

  • Zdjęcia to jednak w tej kategorii ważny element. Można barwnie opisywać, jednak fotografie tego nie zastąpią, a już na pewno nie samego bycia, ale wiadomo, że nie o to chodzi. Dlatego tym bardziej współczuję awarii…
    Poza tym czasem jednak ciężko zabrać aparat w takie wyprawy i powiedzenie “Jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma” idealnie się sprawdza. Lodowce zaś robią piorunujące wrażenie!

  • To jest fantastyczne! I lodowiec, i zdjęcia! Troszkę zazdroszczę, ale zdecydowanie bardziej cieszę się, że realizujesz marzenia.

    • Ula

      Dzięki! Już nie wiem czy realizuję marzenia czy właśnie jestem w tym temacie beznadziejna…

  • Kajetan Sobczak

    Cudowne widoki… Zazdro. 🙂 Gdzie jak gdzie, ale na lodowcu jeszcze nie zawitałem. I chyba nieprędko to się uda, haha. 😀

  • Iza

    Zazdroszczę widoków:)! Mnie to chyba niestety nie spotka.

  • Niesamowite miejsce i piekne zdjecia! Ciekawa jestem na co sa przeznaczane te kwoty za wejsciowki do parku – jesli na ochrone przyrody i rozwoj to pewnie warto placic, ale i tak troche szkoda, ze az tak ceny skacza do gory, bo ci mniej zamozni podroznicy beda musieli sobie czegos innego odmowic, zeby moc sie tam dostac. Ale pewnie warto.

    Szkoda aparatu, wiem jak to jest – ja stracilam aparat w polowie podrozy na Madagaskarze, wraz ze wszystkimi zdjeciami. Ale wtedy to nawet telefonu do zdjec nie mialysmy wiec pozostalo jedynie “pstrykanie oczami” ;). Chlonelam wszystko jak najbardziej sie dalo, ale teraz po jakims czasie najbardziej mi tych zdjec brakuje, bo w pamieci niektore obrazy sie zacieraja a chetnie by sie do nich wrocilo. Wiec ciesz sie, ze chociaz kompakta macie 🙂

    Powodzenia w dalszej wyprawie!

    • Ula

      Szczerze mówiąc wątpię, że ceny idą tak bardzo w górę, bo potrzeby ochrony przyrody gwałtownie rosną. Tym bardziej, że wejściówki znacznie wzrastają dla zagranicznych turystów, Argentyńczycy płacą niezbyt wiele.
      Mam dokładnie takie samo zdanie jak Ty co do fot, po pewnym czasie nie da się pamiętać wszystkiego z podróży, zdjęcia są niezastąpione w odświeżaniu wspomnień… Współczuję!