Jeszcze jeden paskudny dzień, może półtora i wreszcie trochę odetchnę.
Przez ostatnich sześć tygodni pobiłam chyba życiowy rekord w czasie spędzonym nad nauką, a biblioteka szkolna była moim drugim domem.
Te 10 dni wolnego, to już jedyne na co czekam.
W środę jadę do Londynu, w czwartek lecę do domu.
Zostawiam Was ze zdjęciami z Holgi, zrobionymi jeszcze w Filadelfii.
Written by
Ula
Further Reading...
Previous Post
Champ's dinner.
Next Post