Podróże

Gdzieś na końcu świata w Nikaragui

Czerwiec 23, 2014

Na początku muszę Wam podziękować za reakcję na poprzedniego posta. Nie spodziewałabym się, że wywoła tak pozytywną reakcję i nieskończoną ilość miłych słów. W takich monentach wzruszam się widząc jaka armia czytelników stoi za tym blogiem!

Kilka dni w mieście, kilka dni z dala od cywilizacji – tak mniej wyglądał do tej pory pobyt w Nicaragui. Spotkałam się z Benjaminem i Martinem w Leon, mieście w północnej części kraju, w którym wyjątkowo nie chciało mi się robić zdjęć, chociaż miało naprawdę przyjemny klimat i przypadło mi do gustu bardziej od większości wcześniej odwiedzanych miast Ameryki Centralnej.
Po kilku dniach w Leon wsiedliśmy w chicken bus i pojechaliśmy na północny wschód do Jiquilillo, wioski nad oceanem, gdzie dociera garstka osób, bo atrakcji turystycznych w tych stronach na dobrą sprawę brak, internet jeszcze nie dotarł, a opcje noclegu zamykają się w liczbie dwóch- trzech.
Z polecenia Lonely Planet zatrzymaliśmy się w Rancho Tranquilo. Przewodnik powiedział, że nikt nie opuszcza tego miejsca bez przytulenia Tiny, serdecznej właścicielki ze Stanów. Jak ciepłą jest osobą przekonaliśmy się w ciągu pierwszych pięciu minut pobytu i jeszcze tego samego wieczoru wszyscy zostaliśmy przez Tinę wyściskani. Co prawda ciężko było odróżnić kiedy była pijana, a kiedy nie, ale niezależnie od stanu trzeźwości, była to jedna z najbardziej serdecznych i wyluzowanych kobiet w średnim wieku jakie spotkałam.
Teren Rancho Tranquilo ograniczał się do kilku chatek krytych liścmi palmowymi, łazienki, kuchni i baru – najważniejszej części, gdzie za dnia ledwo toczyło się życie, ale nabierało większego tempa wieczorami. Ciężko powiedzieć na czym mijały nam dni w Jiquilillo, czytanie, leżenie w hamakach, surfing, pływanie, budowanie toru wyścigowego dla krabów (co chwilę przemykały między nogami). Wieczorami wyczekiwaliśmy kolacji, a potem zamawialiśmy Colę w szklanych butelkach i siadaliśmy przy butelce lokalnego rumu, najlepszego na świecie Flor de Caña.

 Untitled
Wejście do Rancho Tranquilo.Untitled
Główna ścieżka prowadząca do baru. UntitledUntitled
Popołudnie w hamakach.
Untitled
Patricka z Anglii poznaliśmy w hostelu w Leon i zdecydował się dołączyć do naszej wycieczki. Z kolei na miejscu spotkałam Lilly, Australijkę, która miesiąc wcześniej zatrzymała się w Osa Mariposa.
Untitled
Hostel był tak blisko plaży, że w czasie przypływu woda potrafiła wdzierać się do nas. Wtedy był też najlepszy czas na surfing, ale tylko jednego dnia fale były na tyle niezłe, że spędziłam w wodzie ponad 3h.Untitled
Spacer po wiosce.
UntitledUntitledUntitled
Tyle jest miejsc na świecie, gdzie za dom na oceanem płaci się miliony. Tutaj ludzie mają własny dostęp do plaży, a żyją w chatkach, które ledwo mają ściany.
 UntitledUntitledUntitled UntitledUntitled
Bar od strony plaży wyglądał bardzo niepozornie, kilka badyli wbitych w piach i liściasty dach.Untitled
Na plaży można było znaleźć duże, piękne muszle. Na tyle duże i ciężkie, że nie chciało mi się ich brać ze sobą i wozić w plecaku.UntitledUntitled
Wioskę zamieszkiwało niewiele ludzi, rzadko kiedy było widać kogoś na plaży. Kiedy poszliśmy z Benjaminem na kilkukilometrowy poranny bieg wzdłuż oceanu, nie spotkaliśmy żywej duszy.UntitledUntitledUntitled
Martin pracuje w Austrii jako szef kuchni, w ostatni wieczór zaproponował Tinie, że ugotuje dla nas kolację. Pomogliśmy mu przy pracy i zrobiliśmy dahl z przepysznym tartym, świeżym kokosem z limonką i chili.Untitled
Zachód słońca.
Untitled
Codziennie wieczorem była burza, w pierwszy wieczór obejrzałam chyba największą ilość piorunów w swoim życiu, niebo rozbłyskiwało co kilka sekund.Untitled
Zanim rozpadało się, bawiliśmy się długim czasem naświetlania. Ustawiłam aparat na statywie i powiedzieliśmy Martinowi, żeby napisał coś swoją latarką.Untitled
Nie wiedzieliśmy co napisze, niespodzianka poajwiła się na wyświetlaczu.Untitled
Poza kolacją ugotowaną przez Martina, goście nie mieli dostępu do kuchni, ale trzy razy w ciągu dnia można było zamówić jedzenie (2-4.50$) przygotowane przez lokalną kucharkę.Untitled
W rancho tranquilo nie mieszkało w jednym czasie więcej niż kilka osób, ale Tina ma w okolicy trochę znajomych, którzy o różnych porach dniach wpadali z wizytą.

You Might Also Like