Lifestyle

Pierwsza rocznica

Maj 28, 2015

Nie potrafiłam powstrzymać łez żegnając się z ekipą Osa Mariposa. Po ponad dwóch fantastycznych miesiącach w otoczeniu ludzi, z którymi mocno się zżyłam przyszedł czas na rozstanie, ale i kolejną przygodę. Odjeżdżając taksówką wpatrywałam się w tylną szybę, aż moja meksykańska rodzina zniknęła z pola widzenia.
Przez dworzec przeszłam ze spuszczoną głową, w oczach wciąż miałam łzy. Autokar już czekał, więc ustawiłam się w kolejce, żeby wsadzić placak i deskę surfingową do bagażnika. W tym samym czasie obserwowało mnie dwóch chłopaków, jeden z nich (dzisiaj znany mi jako Benjamin) powiedział wtedy do swojego kolegi – Ta dziewczyna musi być profesjonalną surferką, ma nieźle umięśnione ramiona…
(Nie jestem fanką swoich ramion, ale skojarzenie ich z byciem pro surferką było najlepszym jakie mogłabym sobie tylko zażyczyć).
Usiadłam na swoim miejscu na tyłach autokaru, mieliśmy przed sobą całonocną podróż do San Cristobal.
Nie poznaliśmy się tego dnia, nie wiedziałam o jego istnieniu, ale dostaliśmy jeszcze jedną szansę.

W San Cristobal spędziłam cztery dni, 22 maj był moim ostatnim porankiem. Wstałam wcześnie, bo z samego rana miał odebrać mnie bus jadący do Gwatemali, po trzech miesiącach opuszczałam w końcu Meksyk.
Tak jak często mi się zdarza 22- tego dnia miesiąca, po przebudzeniu pomyślałam ile czasu minęło od moich urodzin, albo ile zostało do następnych. Było szaro i chłodno, zatęskniłam za ciepłem Puerto Escondido i jakoś nieszczególnie chciało mi się jechać dalej.
Po śniadaniu miałam jeszcze kilka minut na przejrzenie internetu, aż właściciel hostelu zawołał mnie, że bus już czeka. Kierowca na widok mojej deski surfingowej wysiadł z auta, żeby zapakować ją do bagażnika.
Weszłam do busa, siedziało w nim tylko dwóch chłopaków – Buenos Dias! – przywitali mnie pogodnie.
Zajęłam podwójne miejsce po cichu licząc, że bus nie zapełni się do końca i będę miała dla siebie trochę przestrzeni na resztę tej długiej podróży. Dwóch chłopaków zaczęło rozmowę, a ja słysząc ich język zapytałam czy są z Niemiec. Okazało się, że to Austriacy. Zaczęliśmy standardową pogawędkę w podróży, o tym skąd się tam wzięliśmy, co robimy, gdzie jedziemy, kiedy wracamy do domu itd.
Okazało się, że mieliśmy być jedynymi pasażerami na resztę podróży, więc zmieniłam miejsce, żeby wygodniej nam się rozmawiało. Przegadaliśmy godziny, podzieliłam się z nimi sałatką przygotowaną na podróż, graliśmy w karty, granicę z Gwatemalą przekraczaliśmy na pieszo, a 12h później dotarliśmy do celu.
Na tym etapie czułam się jak z dwójką dobrych znajomych, jednak to z Benjaminem rozmawiało mi się szczególnie dobrze i wpadliśmy sobie w oko na tyle szybko i w takim stopniu, że po dziewięciu dniach od poznania wyznaliśmy sobie miłość.

W pierwszych dniach przewidywałam, że to, co było między nami może zakończyć się wraz z podróżą. Rzadko zdarza się, żeby uczucie zrodzone w drodze przetrwało późniejszy dystans. Wszystko zależy od nastawienia obojga ludzi, ale myślę, że kluczowe w budowaniu fundamentów związku jest podejście mężczyzny. Coś często brakuje u nich zaangażowania czy w ogóle opowiedzenia się po którejś ze stron. Wykazywanie inicjatywy i zderzanie się z niestabilną osobą już przerabiałam, dlatego tym bardziej doceniłam dojrzałe podejście i szczerość Benjamina.
Od początku podchodził do sprawy poważnie, wiedział, czego chciał, dlatego dalekobieżne plany zaczęliśmy tworzyć w kilka dni po naszym poznaniu. Kiedy w Gwatemali zastanawialiśmy się jak poradzić z dystansem nadchodzącego roku i powątpiewałam jak często uda nam się widywać, Benjamin nie widział problem w spotykaniu się raz w miesiącu. I takie było właśnie założenie – jeżeli mamy być w związku na odległość, musimy spotykać się nie rzadziej niż co miesiąc.

Latem mieliśmy już zaplanowane spotkania na kilka następnych miesięcy, a z czasem powstawały kolejne.
Dzisiaj mogę powiedzieć, że wypaliło wszystko co sobie wymyśliliśmy. Niektórzy powątpiewali w częstotliwość naszych spotkań, ale przez ostatnie dziesięć miesięcy widywaliśmy się nie rzadziej niż co cztery tygodnie. Odwiedzaliśmy się nawzajem, albo spotykaliśmy w innych lokalizacjach, co przy okazji było pretekstem do podróży. Bardzo się cieszę, że tak dobrze nam to wyszło.

Ponieważ nadchodzi koniec moich studiów i często jestem pytana jakie mam dalsze plany, jest to dobra okazja, żeby się nimi z Wami podzielić.
Od początku studiów w UK wiedziałam, że nie chcę zostawać po nich w Anglii. Może i brałam pod uwagę zdobycie pierwszego doświadczenia pracy w zawodzie w UK, ale na pewno nie na długo. Warszawa również wchodziła w grę na jakiś okres, myślałam też o dłuższej podróży połączonej z wolontariatem jak i również o przeprowadzce do Australii. Każdy pomysł był jednak na tyle luźny, że byłam otwarta na to, co przyniesie życie. No i przyniosło mi Benjamina, a z nim podjęcie decyzji “co dalej?” stało się dużo prostsze, bo doszła chęć bycia z drugą osobą. Przeszliśmy etap związku na odległość i teraz chcemy być bliżej siebie.
Ponieważ Benjaminowi został jeszcze rok studiów, szybko doszliśmy do wniosku, że najlepszym posunięciem w tej sytuacji będzie moja przeprowadzka do Graz.
Latem będziemy szukać mieszkania, a jak wszystko pójdzie dobrze, to od września- października będę do Was pisać z południa Austrii!

 

W pozostałej części posta zobaczycie małe foto- podsumowanie (miesiąc po miesiącu) z miejsc po których podróżowaliśmy lub w których spotykaliśmy się w ciągu minionego roku…

DSC02839a

Jak wspominałam na początku posta, Puerto Escondido opuszczaliśmy z Benjaminem w tym samym momencie. Spędzał tam weekend z kolegami, a kiedy opowiedział mi, że w dzień wyjazdu brał lekcje surfingu dopytywałam o szczegóły. Sama pływałam tamtego popołudnia ostatni raz na desce, więc miałam przeczucie, że byłam gdzieś blisko. Przeglądając jego zdjęcia z PE mocno wpatrywałam się w szczegóły aż w końcu znalazłam na jednym siebie! Rozmontowywałam wtedy płetwy w desce surfingowej i ucinałam pogawędkę ze znajomym starszym panem. Wydało mi się to dość niesamowite, że byliśmy bardzo blisko dwukrotnie zanim w końcu się poznaliśmy.

Maj

Gwatemala

IMG_6925a DSC03133a

DSC03264

 

Czerwiec

Nicaragua i Kostaryka

14577624541_b6d89a2e0f_k

14297395917_cdbfd2581e_k(1)

14349386167_cc4231b6b5_k

14287950439_9731452fd7_k

 

Lipiec

Salzburg

IMG_8809aa

14642996089_13d03be7f3_k(1)

DSC04033a

 

 

Sierpień

Warszawa, Zielona Góra i Berlin

12

IMG_9339aa

11

 

Wrzesień

Salzburg i Włochy

IMG_9712a

IMG_0019doub

IMG_0585aa  IMG_1061aa

IMG_0955

 

Październik

Cambridge, Birmingham i Londyn

IMG_1334aa

IMG_1323doub

Processed with VSCOcam with hb1 preset

Processed with VSCOcam with hb1 preset

 

Listopad

Porto i Lizbona

Porto old town Porto cigarette Portuguese coast Sol e Pesca

 

Grudzień

Berlin

IMG_2603 IMG_2807

 

Styczeń

Graz

DSC05071aa

DSC05075aa

DSC05214aa

 

Luty

Wiedeń

cafe sperl vienna IMG_3088aa-2 adamantwanderer Kaiserschmarrn Cafe Central

 

Marzec / Kwieceń

Szkocja i Londyn

Edinburgh viewIMG_3591a-2 Lomond Hills Szkocja Crail Scotland

 

Maj

Graz i Salzburg

IMG_9791aa  Salzburg in spring

IMG_9966doub

Salzburg in spring

Za kolejny tak udany wspólny rok!

 

You Might Also Like