Lifestyle

Podsumowanie roku i plany na 2017

December 31, 2016

Podsumowania roku na blogu było do tej pory zawsze w formie skrótu z każdego miesiąca i z symbolicznymi zdjęciami zrobionymi w tym czasie. W tym roku jednak nie mam prawie żadnych zdjęć z pierwszej połowy roku, więc pozostanę przy tekście podsumowującym miniony rok i o planach na następny.

IMG_8853aaNie najlepiej radzę sobie w ostatnich latach i w podobnie było też w 2016.
Rok zaczął się niby dobrze, po 3-4 miesiącach szukania pracy w Graz, znalazłam ją w końcu w styczniu. Tyle że nie lubiłam jej od pierwszego dnia, po tygodniu nie znosiłam. Musiałam jednak wyjść finansowo na prostą, a ponieważ była nieźle płatna, zacisnęłam zęby i wytrzymałam w niej cztery miesiące. Wstawanie o 3:50, wracanie do domu po 17h w pracy, każdy tydzień zakończony nadgodzinami, ciągły ból kręgosłupa, brak możliwości wzięcia wolnego dnia itp, itd. To był beznadziejny okres, który zakończyłby się wizytą u psychiatry, gdyby nie długie oczekiwanie na wizytę, której termin zbiegł się ostatecznie z rzuceniem pracy i moim wyjazdem latem z Graz na dłuższą chwilę.
Lato, jakie by nie było, obroni się zawsze. To dla mnie bezdyskusyjnie najlepsza pora roku w ciągu której jestem zawsze w całkiem niezłej kondycji psychicznej.
Tego roku na początku lata poznałam swoją przesłodką bratanicę, później w Graz odwiedzili mnie moi przyjaciele, Bzu i Marcin, tym razem już jako para. Niedługo potem do Salzburga przyjechali moi rodzice. Nasze rodziny znały się od poprzednich wakacji i za sprawą wizyty rodziny Benjamina w PL bardzo polubiły, ale odwiedzinami w Austrii moi rodzice podbili serca całej okolicy. To było kilka bardzo wesołych dni, które regularnie wspominamy do dziś.
Pod koniec lata czekała mnie współpraca z Kayakiem i podróż do Stanów. Wyjazd udał nam się świetnie i  zakończył się wygraniem 1000 na bilety lotnicze! Najjaśniejszym punktem tego roku były właśnie współprace na blogu, najbardziej udane od początku prowadzenia bloga. Jestem za nie bardzo wdzięczna i uznaję chyba za największy sukces minionego roku.
Jesienią początkowo miałam do zrealizowania projekty związane z blogiem, ale głównym zadaniem było szukanie pracy na miejscu. Niestety bezowocnie i tak już upłynął mi czas do końca roku, podobnie zresztą jak spora część pobytu w Graz, gdzieś między kanapą a kuchnią.

IMG_8590aa

2016 miał swoje dobre chwile, ale odbieram ten rok negatywnie przede wszystkim za sprawą tego jak się czułam i jak radziłam sobie z tym, co mnie spotykało. Byłam regularnie bezradna i przerażona każdym drobnym wyzwaniem, przerastało mnie prawie wszystko co było kluczowe do poprawienia mojej sytuacji. Rok wcześniej nie było zresztą inaczej. W ogóle od zawsze byłam pesymistką, porażki nigdy mnie nie motywowały, ale nie zawsze było ze mną tak słabo jak od dłuższego czasu.
Nowy rok przypomina, że za dwa miesiące kończę 29 lat, choć zagubieniem przypominam siebie sprzed 10 lat. Stać w tym samym miejscu po 10 latach? Słabe uczucie. Miałam kilka lat temu jakieś plany, marzenia, wiedziałam co mniej więcej chciałabym robić, ale gdzieś się to wszystko rozmyło. Każdy pomysł na życie spotyka się u mnie z przekonaniem, że przecież i tak nie dam sobie rady, więc nawet nie próbuję.
Nie robię więc nic, żeby zmienić swoją sytuację życiową. Nie mam siły ani motywacji. Zdaję sobie sprawę z błędów jakie popełniam, ale zupełnie się na nich nie uczę. Skupiam się na problemach, a nie rozwiązaniach, na tym co negatywne, a nie pozytywne i na porażkach zamiast tego, co mi się udaję. Generalnie mam jakby wszystkie cechy do how to fail in life i nie do końca czuję/wierzę, że jeszcze może być inaczej. Mój mózg troszczy się o pozbawianie życia sensu i często zmienianie codzienności w nie do zniesienia, nawet jeżeli z zewnątrz wygląda jakby wszystko było w porządku. Zapewniam, że zdaję sobie sprawę, że większość mieszkańców tej planety napotyka w życiu znacznie większe trudności od moich i pokonuje je. Niestety świadomość tego nie przekłada się na radzenie sobie ze swoimi problemami lepiej.

Plany na 2017

IMG_8685aaWygląda na to, że 2017 podzieli się na dwie części, łatwiejszą i trudniejszą. Nowy rok zacznie się od tej pierwszej i tego w czym jestem niezła – od bycia w drodze. Ruszamy z Benjaminem w czteromiesięczną podróż! 6 lutego lecimy do Chile, a 1 czerwca wracamy z Panamy.
Głównym celem podróży jest dla nas Patagonia. Chcemy zacząć od kilkutygodniowego wolontariatu w Patagonii, a czas wolny wykorzystać na outdoorowe aktywności. Planujemy spędzić też trochę czasu w jej południowej części, wędrując po górach.
Jesteśmy akurat na etapie szukania wolontariatu, rozważamy też opcję podróżowania po Chile i Argentynie na motorze, ale czy się uda, to się jeszcze okaże.
Nie mamy sprecyzowanych planów co do reszty czasu w podróży, ale zamierzamy odwiedzić też Boliwię, Kolumbię, Ekwador i Panamę.
Nie ukrywam, że pomysł na podróż wyszedł przede wszystkim od Benjamina, który chce wykorzystać ostatni moment “wolności” po studiach zanim zacznie pracę na dobre. Mnie do podróży namawiać nie trzeba, jasna sprawa, ale nie za bardzo czuję, żebym sobie na nią zasłużyła tym, jak słabo radzę sobie w życiu na co dzień. Ponadto po odbyciu dłuższej podróży po Ameryce Centralnej, obyłabym się bez powtórki, przynajmniej w najbliższych latach. Najbardziej cenię możliwość częstych wyjazdów, które nie muszą trwać miesiącami. Tak czy inaczej, takim przygodom nie odmawiam, a kiedy mój chłopak myślał o dwóch miesiącach podróży, ja kupiłam bilety na cztery. Skoro już jechać na dłużej, to dodatkowe dwa miesiące nie zaszkodzą;).
Co do kierunku – stęskniłam się za Azją, dawno nie wybierałam się nigdzie na wschód i brałam pod uwagę tę stronę świata. Ostatecznie jednak wygrało marzenie Benjamina o Patagonii, którą zresztą i ja bardzo chcę odwiedzić. Doszło też kilka innych kwestii jak np. język (chcemy popracować nad hiszpańskim), więcej terenów nieruszonych przez człowieka i ogólnie mniej ludzi. Oczywiście są też minusy, jak choćby jedzenie, które w Azji jest znacznie lepsze niż w Ameryce Południowej, wyższe koszty, większe odległości czy mniejsze bezpieczeństwo.
Gdyby temat przewodni podróży zależał tylko do mnie, to zapewne poświęciłabym ją na surfing. Benjamin woli góry, dlatego umówiliśmy się, że poza wędrowaniem po górach, spędzimy też trochę czasu nad oceanem, surfując.
W miarę możliwości będę relacjonować podróż oczywiście na blogu i w social media. W pierwszej części podróży dostęp do internetu będziemy mieć prawdopodobnie mocno ograniczony, ale jakoś to rozwiążemy.

Co po powrocie?

IMG_8793aa

Tutaj zacznie się druga część roku, której się trochę obawiam. Od dłuższego czasu zakładaliśmy, że po studiach Benjamina przeniesiemy do Salzburga i na to też się zapowiada. Po doświadczeniu z Graz, wiem czego mogę się spodziewać po sobie i że nie będzie to nic dobrego. Tak jak kiedyś przerażała mnie szkoła, a potem studia, tak na ich miejsce wskoczyła praca. Nie od zawsze zdawałam sobie z tego sprawę, ale miniony rok pokazał mi to wyraźnie. Nie radzę sobie w życiu, nie radzę sobie z tym, co dzieje się w mojej głowie i wiem, że już nic poza wizytą u specjalisty i terapią nie jest w stanie tego zmienić. Dlatego też w 2017 życzę sobie kroku do przodu.

 

A Wam w nowym roku życzę zrealizowania wszelkich ważnych planów, zdrowia, masy drobnych radości oraz podróży bliższych i dalszych!  Dziękuję, że nadal tu zaglądacie!

You Might Also Like

  • Obserwuję Twojego bloga chyba od samego początku. Zawsze Cię podziwiałam i marzyłam, by chociaż na chwilę być na Twoim miejscu. Twoje podróże zawsze mnie inspirowały i marzyłam, że kiedyś się to uda. Minęły lata, a z marzeń praktycznie nic nie pozostało, ale wierzę, że jest jeszcze na nie czas. Mocno trzymam za Ciebie kciuki i wiem, że odzyskasz harmonię. To będzie dobry rok. Z noworocznymi uściskami – Olivia

    • Ula

      Dzięki Olivia! Ja też obserwuję Cię już od tyyyylu lat, więc bardzo mi miło, że Ty również. Ściskam Cię, wszystkiego najlepszego w nowym roku!

  • Agnieszka jaśkiewicz

    Cześć Ula,

    jeśli stan obniżonego nastroju trwa tak długo jak opisujesz to może być to objaw np. depresji. To nie wina osoby chorej czy jej charakteru, ale tego że przewodniki dopaminy nie działają. Możesz leżeć na plaży w najlepszym kurorcie świata i cierpieć (pisze, bo sporo osób bagatelizuje problem osób chorych na depresję, nie kumają że to nie tylko o humor chodzi).

    Nawiązując do podsumowania “życia” – pomyśl o tym w ten sposób – osoby które są ustatkowane bo mają pracę wcale nie muszą być szczęśliwe z tym, że dzień w dzień o 8 rano meldują się w korpo. Ty za to masz ogromne doświadczenie, wiele wspomnień, bloga, robisz świetne zdjęcia, masz super chłopaka, świetnie gotujesz. Wydaje mi się, że to zawsze wydaje się tak, ze inni mają lepiej, a inni myślą, że to my mamy lepiej 😉 Pewnie przeglądają relacje w podróży w biurze i zazdroszczą 😛

    Trzymam kciuki za 2017, mam nadzieję, że wszystko wróci na własciwe tory! :*

    Aga

    • Ula

      Wiesz co, ja jestem świadoma, że praca w korpo i pełne ustatkowanie, to nie moje klimaty, ale taki zupełny brak stabilizacji bez żadnego stałego dochodu też jest ciężki. No i w ogóle temat pracy to spory problem dla mnie. Kompletnie nie mogę znaleźć sobie miejsca, żeby nie mieć regularnie myśli samobójczych, a z drugiej strony nie potrafię zawalczyć o pracę z której mogłabym czerpać satysfakcję, bo jestem pewna, że mi się nie uda czegoś takiego zrobić.

      Nie mam wątpliwości, że to depresja. Mam z nią problemy od wielu lat, czasem jest lepiej, czasem gorzej, ale od dłuższego czasu nie mam już złudzeń, że powinnam podjąć porządne leczenie. Tylko ciągła zmiana lokalizacji ani koszty mocno to utrudniają. Dlatego 2017 musi być TYM rokiem.

      Ściskam :*

      • beata

        Mój terapeuta wpajał mi od początku: jeśli podjęłaś decyzję o terapii, to jesteś już na najlepszej drodze do wyjścia z problemów. Pierwszy krok jest najtrudniejszy! Później wcale nie jest łatwiej, ale to poczucie ulgi, to odkrywanie świata na nowo, zupełnie nowe emocje i uczucia – to jest coś, dla czego warto przejść przez ten proces. Ja przy wielu sesjach miałam ściśnięty ze stresu żołądek, bo bałam się tych wszystkich emocji. Ale po kilku miesiącach problem znika. A w zamian pojawiają się pewność siebie, otwartość, wzruszenie, szacunek do siebie i harmonia. Nie zastanawiaj się Ula. Może będziesz musiała zrezygnować z jakiejś podróży, żeby mieć kasę na terapię (hah, ja od półtora roku siedzę na dupie :D), ale warto, naprawdę całym sercem polecam.

        Na pocieszenie też dodam, że da się wypośrodkować kwestie pracy (nie korpo, ale z poczuciem bezpieczenstwa). Mi po długich poszukiwaniach się udało. Ale to szczęście w nieszczęściu, bo byłam do tego zmuszona. Po prostu w trakcie depresji zostałam zwolniona i trzeba było sobie poradzić. W takich sytuacjach rozmowa z terapeutą jest nieoceniona. Wierzę, że dzięki temu uda Ci się wszystko poukładać i za rok napiszesz, że może nie było łatwo, ale było warto 😉 ściskam raz jeszcze.

  • Trzymam za Ciebie kciuki Ula.
    Chile są jednym z najwspanialszych miejsc, które odwiedziłam, więc jeśli potrzebujesz jakichś informacji, to służę pomocą (Santiago, Valparaiso). Pozdrawiam ciepło!

    • Ula

      Super, dzięki! Pozdrowienia 🙂

  • rok temu czułam się bardzo podobnie i cała energię w 2016 poświęciłam żeby więcej tak nie było. udało mi się i podsumowanie 2016 mam bardzo na plus. czego i Tobie życzę. jesteś tak utalentowana że naprawdę trzymam kciuki żeby Ci się wszystko dobrze ułożyło.

    • Ula

      Naprawdę? Takie słowa podnoszą na duchu, dziękuję. A Ty zdecydowanie możesz być z siebie dumna, Kinga!

  • a propos dyskusji o podsumowaniach – i to jest zupełnie inne podsumowanie niż to, o czym pisałam na fejsie. takie posty to ja mogę czytać (nie żebym się cieszyła, nie wiedziałam że aż się źle czujesz), bo to nie jest lista miejsc, miesiąc po miesiącu, które odwiedziłaś w zeszłym roku. no i sekcja ‘plany’ megaciekawa, zazdroszczę, bo rok temu byłam w takim samym momencie, już spakowana. a dzisiaj nie mam na co czekać. to znaczy niby mam, będzie fajnie itd., ale kilkumiesięcznej podrózy w przyszłym roku nie planuję.

    nie wiem jak Ci pomóc, ale od tego faktycznie są specjaliści + tak jak pisze agnieszka niżej, być może potrzebujesz dodatkowo leczenia farmakologicznego! nie będe Ci truła żadnych ‘masz talent, może zrób coś swojego’, bo sama nie ma odwagi żeby się na to zdecydować.
    jest praca i jest praca. życzę Ci więc, żebyś znalazła w przyszlym roku satysfakcjonującą i przyjemną pracę, która umożliwi Ci podróżowanie w takim wymiarze jaki Ci będzie potrzebny.

    • Ula

      Jak byś wypisała miejsca w których byłaś w tym roku i dodała zdjęcia, które już się pojawiły na blogu, to i tak nie miałabym nic przeciwko! No ale rozumiem, nie każdy musi lubić podsumowania.
      Jakiś czas temu przeczytałam już Twoje posty z Patagonii, ale pewnie jeszcze do nich wrócę 🙂
      Co do depry… Jestem tak naprawdę otwarta na każdą metodę, byleby pomogła.

      • Ewa

        Ula, czytam twojego bloga od wielu lat, dziękuję ci za niego bardzo, bardzo! Tak się składa, że jestem psychologiem, więc podsunę ci pomysł szukania terapeuty poznawczo-behawioralnego. To jedyny typ psychoterapii, który został gruntownie sprawdzony i przebadany i jest na prawdę skuteczny. Świetnie radzi sobie z leczeniem obniżonego nastroju. Może być łączony z farmakoterapią, ale nie musi – tu decyzja należy do terapeuty. Ma wysoką skuteczność a do tego terapia jest stosunkowo krótka w porównaniu do innych podejść terapeutycznych i jej efekty utrzymują się dłgofalowo. Polecam ci serdecznie! Jestem pewna, że w Austrii są terapeuci poznawczo-behawioralni, bo to rodzaj terapii znany i ceniony na całym świecie.

  • Ojej, trzymaj się Ula, będzie dobrze!!! Trzymam kciuki i czekam na nowe wpisy na blogu!

    • Ula

      Dziękuję Michał 🙂

  • Ostatnio zaczynam inaczej myśleć o podróżach, nawet pokusiłam się o porównanie do podróży naszego – mojego i mojego świeżo upieczonego męża – wspólnego życia. Tobie z kolei życzę, żebyś po powrocie z Ameryki Południowej odbyła, w towarzystwie specjalisty, kolejną, ważną i długą podróż w głąb Twoich emocji. Taką, która pozwoli wyjść Ci na prostą i wkroczyć w 2018 w zupełnie innym nastroju! Ula, jestem tu od początku i bardzo mocno trzymam za Ciebie kciuki.

  • Tovve

    Jestem w podobnym stanie co ty, mam co prawda stałą pracę, ale i tak czuję, że jestem w tym samym życiowym momencie co dobrych parę lat temu. A to nie jest fajne, bo jak się ma te 20-parę lat to ma się wrażenie, że wszyscy dookoła idą do przodu, coś osiągają czy to na polu zawodowym czy osobistym. Wiec choc jestem zupełnie inną osobą niż ty, z o wiele mniejszym bagażem doświadczeń życiowych, to wydaje mi się, że czuję się niemal tak samo, zupełnie bezradnie. Wrodzony pesymizm z pewnością nie pomaga… Nie wiem jak radzić sobie z takim brakiem motywacji. Mam nadzieję, że ten rok, może ta podroż, w jakiś sposób Cię zainspiruje, pozwoli ruszyć do przodu. Tego Ci życzę w 2017!

    • Ula

      Bagaż doświadczeń nie ma znaczenia, wierzę, że czujesz się tak samo. Ściskam Cię i fajnie by było, gdybyś za rok mogła napisać pod kolejnym podsumowaniem, że jest Ci dużo lepiej. Trzymam kciuki.

  • Ula czytam Cię długo, zdarzało mi się irytować na Ciebie czytając bloga, ale nawet wtedy Cię podziwiałam. Jeśli twierdzisz, że specjalista może pomóc to pewnie masz rację, ja mogę się tylko podzielić tym czego ja się nauczyłam w tym roku, który w sumie też mnie zastał w bardzo podobnym miejscu jak 10 lat temu, czyli zdecydowanie nie tam gdzie chciałam być. To co mi pomogło w tym roku to uczenie się odpuszczania i słuchania intuicji. Nie wiem czy słuchasz podcastów Jess Lively, ona dużo w tym roku mówiła właśnie o kierowaniu się intuicją nie rozumem, mniej presji na to gdzie powinno się być, jak tam dojść, a więcej na tym czy robiąc krok w tym momencie czujesz się dobrze. Pomagała mi też medytacja z Headspace, jest tam sporo fajnych programów, które mi uświadomiły jak zafiksowany mój mózg jest i jak za dużo kminię, kombinuję, gdy tak naprawdę nie ma sensu, a z drugiej strony jasne, że coś co się praktykowało przez całe życie nie zmieni się ot tak. I jakoś tak niepostrzeżenie mimo, że w tym roku nie doszłam w jakieś nowe obszary, to jakoś poczułam się na swoim miejscu otoczona najlepszymi ludźmi i dobrą energią i jakoś czułam, że płynę w końcu z prądem a nie pod prąd.
    Podziwiam Cię za Twoją otwartość tu na blogu. Przesyłam Ci uściski i dobrą energię i mam nadzieję, że znajdziesz swoje sposoby na to, by wskoczyć z życiem i głową na właściwe tory. Wszystkiego dobrego w Nowym Roku!

    • Ula

      Wielkie dzięki za wszelkie wskazówki, Magda!

  • Wszystkiego dobrego Ula w Nowym Roku. Niech będzie taki jaki sobie wymarzysz.

  • Ula, jeśli jest tak jak piszesz – ten stan trwa długo już to warto iść do specjalisty jak najszybciej, również po leki (bo pomagają, i o dziwo, nie działają tak, że po odstawieniu wraca stan sprzed – wiadomo, do tego dochodzą też sesje, ale wypracowywuje sie to wszystko, da sie i działa) – ale to wiem, że mogę sobie mówić, ja, inne osoby, to po prostu trzeba samemu się zebrać na taką wizytę (ale warto). Więc na nowy rok z tym – krokiem do przodu – jeśli uznasz, że to potrzebne, życzę Ci, żeby nie zabrakło odwagi i żeby udało się to zrobić.

    Co do planów – EKSTRA – Patagonia, szał i ciał już się nie mogę doczekać zdjęć i relacji :-)) Cudownie!

    • A w ogóle – LUTY? To Ty jesteś pewnie wodnikiem!

      • Ula

        Powinnam była iść już dawno temu. Chodziłam do psychologów, ale to nie pomagało, dlatego w tym roku czas najwyższy wziąć się za mój mózg i doprowadzenie go do małego porządku.
        Jestem rybą, bo 22.02 :)) Jestem ciekawa też Twoich planów podróżniczych, będę śledzić!

        • Nie nie, psycholodzy to niestety bullshit jeśli faktycznie ma się większy problem (bez urazy dla psychologów, bo znam wielu świetnych, ale po prostu oni mają moc sprawczą tylko do któregoś momentu). Trzymam kciuki za te porządki! ;-))
          Kurcze, ale to taka data, że to prawie-wodnik 😀 z reszta, gdzieś czytałam artykuł, że znaki właściwie się przesunęły bo i gwiazdy pozmieniały położenie względem ziemi i wg tego nowego rozkładu ja byłabym np. koziorożcem 😀 choć to totalnie nie pasuje hehehe, dobra dość tych horoskopów
          Ja pewny plan mam na razie na Karkonosze za chwilę i na Gruzję na kwiecień – i chyba w końcu te Stany dopadnę na jesień :-)) już mi takiego smaka narobiłyście z Elą, że ciężko teraz przestać myśleć ;-))

  • grhheen

    Trzymam za Ciebie mocno kciuki, żebyś wyszła na prostą. Z pomocą rodziny, przyjaciół, psychiatry, czy psychologa, wszystko jedno byle było lepiej. Tu wiele osób bardzo dobrze Ci życzy. Trzymaj się!

    • Ula

      Na szczęście na rodzinę, przyjaciół, Benjamina jak najbardziej mogę liczyć, ale mimo wszystko nawet z tym wsparciem nie daję sobie rady, dlatego czas na poważniejsze kroki. Wszystkiego dobrego w nowym roku!

  • Dorota

    Zaczęłam pisać coś “pomagającego” i “wspierającego”, ale skasowałam wszystko, bo nie umiem napisać tego, co mogłabym powiedzieć… Byłam w takim stanie jak ty, nadal się boję, ale da się z tego wyjść. Pamiętaj o tym zawsze. To cudowne, że chcesz szukać pomocy. Naładuj baterie w Ameryce Płd. i wróć do nas, mam nadzieję w lepszym stanie.

    Dla mnie jesteś bardzo inspirującą osobą!

    Odwagi i spokoju ducha.
    Wdech i wydech, tyle wystarczy. I do przodu, otoczona ludźmi, którym na Tobie zależy. Trzymaj się!!!

    • Ula

      Kochana jesteś, dziękuję i trzymam kciuki również za Ciebie!

  • beata

    Ula, idź na terapię. To najlepsze, co możesz dla siebie zrobić. Sama chodzę od półtora roku i wychodzę z ciężkiej depresji. Terapia pozwala odkryć zupełnie nowe zakamarki w Twojej głowie. Sprawi, że wszystko sobie poukładasz. Moim zdaniem to zdecydowanie najlepsza inwestycja w siebie. Fakt, kosztowna, ale ja nie żałuję ani jednej wydanej złotówki. Trzymam za ciebie mocno kciuki, bo wydajesz się być świetną dziewczyną, tylko trochę zagubioną. A warto uwierzyć w siebie i w swoje możliwości, to bardzo ułatwia życie. Na pewno stać Cię na wiele i potrafisz poradzić sobie z życiem. Tylko ktoś musi Cię naprowadzić na odpowiedni tor 🙂 ściskam mocno! I udanego 2017 życzy też 29-latka. Bez studiów 😀

    • Ula

      Dzięki za super komentarz, Beata. Czytanie, że terapia naprawdę komuś pomogła, zdecydowanie daje nadzieje…
      Pozdrawiam Cię ciepło!

  • Natalia

    ja tez polecam terapie, to zdecydowanie bardzo dobra inwestycja. Bedziesz zdziwiona jak wiele podróży mozna odbyc wewnatrz siebie, fizycznie nie zmieniajac miejsca pobytu. To bardzo trudna i wymagajaca podroz w glab wlasnego systemu przekonań i mechanizmów, ale myślę, ze mało która wyprawa może być tak wyczerpująca, a jednocześnie przynosząca ulgę i spokój. Tak sobie czytając Twoj wpis, mysle, ze to własnie tam znajdziesz rozwiązanie, wenątrz siebie, jakkolwiek patetycznie lub magicznie to brzmi. Myślę sobie tez, ze to bardzo dojrzałe i odpowiedzialne, ta chęć i gotowość na to, żeby nie trwać w poczuciu bezradności, zamiast tego wyciągnąc do siebie ręke. Czytam Cie od dość dawna i chciałabym, żebyś wiedziała, że Twoja postawa i ten upór w dążeniu do celu był dla mnie jedną z inspiracji w procesie mojej wewnętrznej przemiany. Pewnie zdajesz sobie sprawę, że patrząc obiektywnie na Twoje osiągnięcia, nie śą to w najmniejszym stopniu czyny, których dokonałby nieudacznik. Ja jestem pod ich ogromnym wrażeniem, chociaż rozumiem doskonale, że to co dzieje sie w naszym wnętrzu i tym jak postrzegamy świat, ma sie czasem nijak dk naszych realnych osìągnięć. Twój przykład pokazuje mi jak ważne jest jednak to jak postrzegamy siebie samych, swoją wartosc i zaradnosc, a nie to co społecznie jest uznawane jako życiowy sukces lub porażke. Trzymaj sie ciepło Ulu. Życze Ci takiej zdrowej , realnej wiary w siebie, ktora nie przychodzi od tak, a wymaga jednak pewnej pracy i wyrozumialosci dla samego siebie i swojej historii.

    • Ula

      Natalia, doceniam bardzo Twój pełen zrozumienia komentarz i dziękuję za dobre słowo!

      • Natalia

        gdybym jeszcze mogła poznać Twój sekret robienia tak dobrych zdjęć…:) zastanawiam się czy ten ostateczny efekt wizualny, w sensie kolorystyki, czy jest to zasługa aparatu, którym sie posługujesz, czy korzystasz też z jakiś programów do post produkcji:)

        • Ula

          Myślę, że efekt moich fot to wszystko po trochu, aparatu, jasnych, stałoogniskowych obiektów i właśnie edycji. Ostatnio przerabiając zdjęcia posługuję się presetami na Lightrooma znajomej. Przerabiałam nimi foty w kilku ostatnich postach, np. z Semmering, LA czy Joshua Tree Park. Dostępne są tutaj, korzystałam z kolekcji Travel: https://www.vividpresets.com/

  • Kochana, dobra terapia nie jest zła! I wcale nie musi trwać miesiącami zanim pomoże, można liczyć na poprawę od samego początku. Polecam z doświadczenia 🙂
    Trzymam kciuki nie tylko za pierwszą połowę roku, ale i drugą! Mam nadzieję, że może w 2017 nasze drogi się jakoś zejdą i wreszcie się spotkamy 😀 Trzymaj się i działaj dalej! Czekamy na opowieści z podróży! <3

  • merkakamerka

    Ula – życzę Ci abyś w 2017 była silna, stabilna i z uśmiechniętymi oczami!

    Na początek wpisanie się do klubu Ludzi Którym Jest Często Źle: Rok 2016, to dla mnie również rok zmarnowanej energii, złych humorów, niesłonecznych dni, przytłaczającej liczby stresujących myśli w głowie każdego dnia i poczucia niespełnienia.

    Z jednej strony nie lubię komercyjnej/sztucznej otoczki wokół celebracji Sylwestra, Nowego Roku, przemian, nowych celów, podsumek itd. Ale z drugiej strony… to jest genialna okazja do tego, żeby się spiąć, odciąć coś grubą (lub cieńszą – na tyle na ile to możliwe) krechą, zmienić nieco kierunek, nabrać innej perspektywy, powiedzieć “basta” pewnym sprawom/ludziom lub po prostu COKOLWIEK w sobie lub otoczeniu próbować zmienić. “Tak się tylko mówi” ktoś by powiedział, ale od czegoś trzeba zacząć. Wydaje mi się, że samo wypluwanie z siebie tego co w Tobie siedzi czy bycie szczerą wobec siebie, samoanaliza – trafna lub mniej trafna, bo to kwestia sporna – jest już czymś co zasługuje na uznanie i krokiem do przodu za każdym razem, gdy to robisz.

    Jako Twój czytelnik od początków bloga, czuję się w obowiązku przekazać w formie komentarza informacji, o tym jak mega OD LAT inspirujesz do podróżowania, do spełniania marzeń, przekraczania barier, próbowania, kosztowania, do bycia szczerym i autentycznym. Na dodatek, robisz prze-cu-do-wne zdjęcia – czy tego chcesz czy nie (bo pewnie zaraz mały potworek w Twojej głowie podpowie Ci, że wcale nie) i dzielisz się z nami swoją, no wyjątkową, wrażliwością, bo nie każdy potrafi mówić obrazami. Parę lat temu opowiadałam swojemu chłopakowi o takiej-super-dziewczynie i jej blogu, o tym że zajmuje się dzieciakami w rodzince z dwoma Tatuśkami, podróżuje, je świetne rzeczy, ma cięty humor i szuka, szuka, szuka. Parę lat później, czyli teraz opowiadam temu samemu chłopakowi o tej-samej-super-dziewczynie, jej dalszych podróżach, zdjęciach, postępach, drodze i o tym, że szuka, szuka, szuka. Więc do działki Twoich sukcesów, dodaj jeszcze autentyczny POZYTYWNY wpływ na kogoś po drugiej stronie ekranu, bo do niejednej podróży w świat, surfingu, próby robienia zdjęć kogoś zmobilizowałaś, w tym mnie, choć nie odzywam się tu nigdy bom mruk. Masz moc i nie daj sobie SOBIE wmówić, że tak nie jest.

    Co do wewnętrznego świata Twojego – mów o tym do kogoś kto jest obok, walcz o siebie, biegnij do specjalisty kiedy będzie tylko taka opcja finansowo-sytuacyjna i zadbaj o uśmiechnięte oczy.

    Podsumowując – Twój blog jest mega wartościowy – nie zapominaj o tym, robisz naprawdę super rzeczy. Czekam z wypiekami na twarzy na cudowną Patagonię, powodzenia i głowa do góry!

    • Ula

      Dziękuję bardzo, bardzo! <3

  • Maja Wojtasz

    Ja też czuję podobnie, bo mam 30tkę na karku, dawno po studiach i odkąd rzuciłam pracę 1,5 roku temu, nie potrafię znaleźć nowej… Sama też nie wiem czy “nie potrafię” jest odpowiednim słowem, ponieważ wszystko zależy od mojej wewnętrznej blokady- nowa praca mnie przeraża, a szukanie jej chyba jeszcze bardziej… A tyle miałam planów co do swojej osoby… Poza tym finansowe “wiszenie” na mężu jakoś odbiera poczucie wartości i zaradności…
    Tobie jednak zazdroszczę podróży, znajomości języków i obycia w świecie… Na pewno jak tylko przełamiesz wewnętrzne bariery, to nie jeden pracodawca zechce Cię zatrunić, widząc Twoje CV…
    Czytam Cię od kilku lat i często Ci zazdrościłam i nie raz żałowałam, że moje życie nie jest równie ciekawe… Osoba z takim doświadczeniem nie może nagle porzucić marzeń i zostać kurą domową. Zmarnowałyby się te wszystkie czadowe lata…
    Pozdrawiam.

    • Ula

      Jestem pewna, że i Ty posiadasz cechy, umiejętności czy zdolności, których ja mogłabym Ci pozazdrościć!
      Szczerze mówiąc, to przez ten strach związany z pracą i wyzwaniami wizja bycia “kurą domową” wydaje mi się bardzo przyjemna…ale i tak Benjamin nie pozwoliłby mi tak “skończyć” ;))

  • Małgotrzata Kisielewska

    Ula nie obraź się, ale mam wrażenie, że przez Benjamina czujesz się jak ptak w klatce , idziesz mu na rękę, a czy on nie może wyprowadzić się gdzieś z tobą iść tam gdzie ty a nie ty tam gdzie on? Pomyśl czy aby na pewno nie wolała byś być gdzie indziej. Tak czytam i czytam – może to tylko moje wrażenie – ale trochę odbierasz sobie radość życia osadzając się gdzieś gdzie tak na prawdę nie chcesz być. Dla mnie to wyraźnie widać. Wiadomo że związek zmienia wiele w życiu, ale czy nie powinien zmieniać na lepsze? Wybacz za ten komentarz, ale bardzo Cię polubiłam przez te ostatnie kilka lat ja Ciebie czytam i serce mnie boli, że jesteś w takim dołku.

    • Ula

      Braliśmy też pod uwagę Berlin, który lubię dużo bardziej od Salzburga (choć sam region jest b.fajny) i dawałby mi teoretycznie większe szanse na znalezienie zajęcia, które polubię, ale kto wie…póki co większy problem z pracą istnieje w mojej głowie niż z rynkiem pracy. Umówiliśmy się, że jak będzie mi źle w Salzburgu, to pomyślimy nad innym kierunkiem. Związek wymaga kompromisów, za to czuję, że zniszczyłam się trzecim rokiem studiów i od tamtego czasu nie mogę się podnieść.

      • Małgotrzata Kisielewska

        No to Super że szukacie kompromisów, ważne jest żeby ta druga osoba Cię wspierała i była gotowa wiele dla ciebie zmienić zwłaszcza że jesteś teraz w trudnym momencie swojego życia. Ja niby mam prace ale nie daje mi ona żadnej satysfakcji, chciała bym ją zmienić , ale … boje się zmian, choć obiecałam sobie w tym roku, że będę silna i będę przekraczała granice swojej strefy komfortu… niestety ściągnęłam sobie na głowę poważne zobowiązanie , kpiłam z chłopakiem mieszkanie i boje się że zostanę z nim sama bo jest ono na mnie, a miedzy mną a moim K. jakoś się nie układa. Zaczynam popadać tak jak ty w stan depresyjny bo nie umiem tego ogarnąć…. Więc Ula mam nadzieję że mimo wszystkich problemów jakie same sobie stwarzamy będziemy i ja i ty umiały znaleźć dobre wyjście z tych sytuacji i znajdziemy te światełko nadziei, które nas poprowadzi w dobrym kierunku.

        • Ula

          Kurczę, trudna sytuacja… Wyobrażam sobie, że generuje to mnóstwo stresu, dlatego mam nadzieję, że wszystko się u Ciebie/ u Was ułoży!

          • Małgotrzata Kisielewska

            Dziękuję. Ja również mam nadzieję że wyjdziesz na prostą, głowa do góry i pierś do przodu! Dasz rade 🙂

  • NM

    Czytam Cię Ula od wieeeeelu lat. Podziwiam i zazdroszcze tego co przeżyłaś w życiu, podróży, odwagi, zaradności, znajomości i wgl wszystkiego. Sama marzę o au pair (dzięki Tobie), ale właśnie ……. moja depresja mi to uniemożliwia…. Czytając ten wpis było mi ogromnie przykro, ale z drugiej strony JESZCZE BARDZIEJ Cie polubiłam, poczulam z Tobą więź. Jeeeeny jak wiem co czujesz. Mimo, iż jestem młodsza troche to i tak mam podobne myslenie. W sumie myślałam, że jak się zakocham to mi to pomoże wyjść z tego bagna, ale jak widze, a wiem że Benjamin daje Ci miłość, radość i wsparcie, ale to nie pomogło mimo to, to się trochę załamałam. Bo terapię już przechodziłam, i tak jak u innych pomaga i chwała im za to, to u mnie zbytnich rezultatów nie przyniosła. Więc trochę straciłam wiarę w poprawę 🙁 Ale z drugiej strony, wierzę ze jeszcze stanę na nogi, będę szczęśliwa i nie będę marzyła o tym by potrącił mnie samochód…… (straszne…..). Życzę Tobie Ula, by Tobie terapia pomogła, byś była szczęśliwa i spełniona, byś spełniła wszystkie marzenia <3 Bo jesteś wspaniała i skrycie marzę o tym, by kiedyś gdzieś cię spotka 🙂

    • Ula

      Ja miałam nadzieję, że jak skończę studia, to na pewno mi się poprawi, ale jednak to samo przeszło na pracę…
      Wiem, że nie każdemu terapia pomaga w tym samym stopniu, ale czasem wiele zależy też od terapeuty i sposobu leczenia. Wierzę też, że czasem bez leków wiele się nie zdziała, każdy przypadek jest inny. Życzę Ci, żebyś znalazła sposób na poprawienie Twojego stanu, bardzo przykro mi czytać, że nie możesz przez to spełnić marzenia :(( Ściskam Cię i dziękuję za Twoje życzenia!

  • Ula, bardzo dobrze Cię rozumiem… ciągle i nieustannie staram się ogarniać życie, zarówno w głowie jak i na zewnątrz, starając się balansować pomiędzy rzeczywistością, marzeniami, oczekiwaniami i wyborami… Myślałam, że z wiekiem to mija ale nic z tych rzeczy 😉 Nie jest łatwo, ale życie mamy tylko jedno i trzeba to jakoś wszystko ogarnąć.
    Głowa do góry! Trzymam kciuki za powodzenie misji 🙂

    Nigdy nie wiadomo co przyniesie podróż więc drugą połową roku w ogóle się nie przejmuj. Wszystko będzie dobrze 🙂
    A tu znajdziesz kilka odpowiedzi na nurtujące Cię problemy : http://www.learning-mind.com/fail-to-be-happy-intelligent/ :)))
    Ściskam Cię mocno i życzę Wam mega udanej podróży!! :***

    • Ula

      Mhm, a jak ktoś jeszcze jest wrażliwy i podatny na takie rozkminy, to już w ogóle kaplica.
      Dzięki za dobra słowa i że uważasz mnie za inteligentną! 🙂

  • Ulcia, czytam Cię juz grubo ponad 5 lat. I widze u Ciebie mase wspaniałych cech, które mozna wykorzystac w dorosłym zyciu, mozna by tu sie licytowac znasz jezyki, jestes odważna ( nie kazdy wybiera sie na drugi koniec swiata od tak i daje sobie świetnie rade) a do tego wszystkiego, piszesz z łatwoscią, gotujesz, fotografujesz i .. mozna by tak wymieniać. Uwierz w siebie maleńska, jestes naprawde wartosciowa osoba, inaczej te rzesze czytelniczek, nie zaglądały by tu przez tyle lat! Zycze Ci wszystkiego co najlepsze w Nowym Roku, wierze, że ruszysz do przodu. Ps. terapie na pewno pomoże Buziaki, z Warszawy

    • Ula

      <3

  • Mój rok był strasznie kiepski. Mimo tego, że spędziłem bardzo dużo czasu z dziećmi, bo urlop rodzicielski mi na to pozwolił. Jednak strat było zbyt dużo. Brak czasu na rozwinięcie blogów i firmy, na czytanie. Rok 2016 bardzo chętnie wymażę z życiorysu.

    • Ula

      Ściskam Cię mocno Kuba, mam nadzięję, że 2017 będzie i dla Ciebie lepszy od poprzedniego!

  • rysiek

    Nie pozostaje mi nic innego, niż dołączyć do osób, które polecają prawdziwą terapię. Psychiatra dobierze odpowiednie leki, psycholog pomoże poustawiać pewne rzeczy w głowie. To kosztuje, czasem długo trwa (ja musiałam w trakcie terapii zarówno zmieniać leki, które nie do końca działały, jak i psychologa, do którego nie potrafiłam złapać zaufania), ale efekty są warte poświęceń. Rzuciłam studia, znalazłam pracę, której nigdy nie chciałam, żeby było mnie stać na terapię, ale to było wtedy jedyne wyjście. Jestem już po, entuzjazm opadł i zdaję sobie sprawę, że pewnie jeszcze przez wiele lat będę musiała wracać do leków czy do psychologa, ale jakość życia jest teraz bez porównania. Trzymam za ciebie kciuki, na pewno dasz radę, znajdziesz w sobie siłę i pokonasz chorobę. Jestem pewna, że za rok będziemy mogli tu przeczytać zupełnie inne podsumowanie.

  • Ula! Głowa do góry! Czytam Cię od 7,8 lat? Pamiętam że od wpisu o marmurkowych marchewkach, czyli pewnie z czasów prehistorycznych! Gdyby nie Ty i Twój blog to w życiu bym się nie zdecydowała na wyjazd au-pair. Byłam życiową boidupą i sądziłam, że to się nie uda. Ale czułam się tak zmotywowana tym co pisałaś, że dałam sobie szansę. Ja co prawda poleciałam do Norwegii o której zawsze marzyłam, ale poznałam tu mojego chłopaka i tu zostałam. I wiesz co, głupi przypadek bo zawsze sobie myślę, że gdybym tych kilka lat temu nie wpadła na Twój blog, to raczej by mnie tu teraz nie było. Jesteś naprawdę świetną dziewczyną i jestem pewna, że nie tylko mnie wyciągnęłaś z życiowego boidupstwa 🙂 więc jeśli uważasz, że nic Ci nie wychodzi to mogę Cię zapewnić – w motywowaniu innych jesteś mistrzem!!! Uściski z Bergen!

    • Ula

      Ojeeej ale czad!! Cieszę się bardzo, że w jakimś stopniu przyczyniłam się do tego, gdzie teraz jesteś i z kim! 🙂

  • Dla mnie rok 2016 również nie był zbyt kolorowy, ale czytając Twoje wpisy ciągle się motywuje że będzie lepiej. Pozdrawiam i głowa do góry 🙂

  • Marta

    Ula, czytam Cię chyba od 7 lat i faktycznie widać na blogu zmiany, których doświadczasz w swoim życiu. Od czasów studiów, potem przeprowadzki do Austrii jest tu dużo mniej radości i energii. Ale dobra wiadomość jest taka, że ta radość i energia tu były, więc to jest w Tobie. Musisz tylko znaleźć siłę, czas i dobre miejsce, żeby ją odnaleźć. Może uda to się w Ameryce Południowej?

    Trzymam za Ciebie mocno kciuki, bo dałaś mi, tak jak dla wielu dziewczynom, wielkiego kopa do działania. To dzięki Tobie pojechałam do USA i jadłam tam najlepsze rzeczy z Twojego subiektywnego przewodnika. Teraz pora na Azję i w dużej mierze to Twoja zasługa, bo oswoiłaś przede mną daleki świat. Zawsze podziwiałam Twoją determinację, fantazję i także dzięki Tobie znalazłam ją w sobie.

    Wierzę, że ten rok będzie dużo lepszy, bo jesteś super dziewczyną i zasługujesz na to, co najlepsze. Tylko nie rezygnuj z siebie. Powodzenia!

  • Ula, przyznam, że relatywnie niedawno trafiłam na Twojego bloga i powiem Ci jedną rzecz, którą jak widzę, przedmówcy też Ci doradzali. Jeśli sobie nie radzisz, nie zastanawiaj się dwa razy i zdecyduj się na terapię. Nie ma na co czekać. Terapia trwa, to prawda. Ja swoją musiałam przerwać – ruszyliśmy przed siebie i wiele rzeczy trzeba było zostawić w tyle – ale żałuję bardzo, bo uważam, że pewne sprawy trzeba doprowadzić do końca. Dobry psycholog potrafi nam pokazać rzeczy, z których totalnie nie zdawaliśmy sobie sprawę; otworzyć nowe drzwi i okna. A poza tym dziewczyno, siły i talentu masz co niemiara, więc głowa do góry! Na pewno będę tu zaglądać. No i powodzenia w Ameryce Pd. – Patagonia jest the best 😀 Pozdrowienia serdeczne, Kasia.

  • Ula, trzymam kciuki! Jesteś strasznie dzielna, pokazałaś to nie raz, np. jadąc w samotne podróże. Poradzisz sobie i tym razem, uspokoisz swoje życie. Mam nadzieję, że ta podróż chociaż w małym stopniu pozwoli Ci na odświeżenie myśli i doda sił do działania, do terapii i do zmian, których potrzebujesz!

  • Kochana, czytam Cie juz od wielu lat i wiesz, niedawno bylam w podobnym miejscu w jakim jestes Ty. Strasznie zagubiona, nie widzac sensu zycia – daj sobie czasu i daj sobie pomoc! Po burzy zawsze wychodzi slonce! Trzymam kciuki!

    Zapraszam Cie serdecznie na mojego bloga lifestylowego, gdzie opisuje swoj pobyt w USA, zycie i studia w Londynie oraz zamieszczam cenne porady na temat szukania pracy, pisania CV/ przygotowania na rozmowy kwalifikacyjne.

    Szczegolnie zapraszam na ostatni post – relacja z Paryza, gdzie spedzilam Sylwestra!

    Zapraszam

    http://www.misstwentysomething.com

  • sallyy

    Ula, dla mnie jesteś jedną z najodważniejszych kobiet jakie “znam”. Piszesz, że stoisz z w tym samym miejscu od 10 lat ale zapominasz, że jesteś tą mega odważną babką która pojechała do Stanów i Meksyku! I mieszkała tam sam (w sensie, bez znajomych/rodziny z Polski)!!! Dla mnie (i myślę, że wielu innych dziewczyn) to coś nierealnego – w życiu nie odważyłabym się na taki krok, a Ty to po prostu zrobiłaś 🙂
    Odnoszę wrażenie, że nie doceniasz swojej siły – zresztą spójrz na wszystkie komentarze pod tym postem – my Cię podziwiamy i uwielbiamy za tę odwagę. Myślę, że jeżeli znalazłaś ją w sobie, żeby pojechać tak daleko i poradziłaś sobie świetnie podczas podróży do odległych zakątków świata to będziesz umiała zastosować to w innych, bardziej przyziemnych dziedzinach życia czyli np. pracy. I bardzo dobrze, że szukasz pomocy – terapia to nie ostateczność to kolejny etap, i to bardzo potrzebny. Nie wstydź się tego – to lekarz jak każdy inny. Wierzę, że znajdziesz to czego potrzebujesz. Jesteś niesamowita!

  • Ula, wszystko będzie dobrze! 🙂
    Dla mnie 2016 rok był całkiem udany, bo wreszcie udało mi się wystartować z blogiem. I chociaż nie do końca poszło tak, jak to sobie wyobrażałem, to małymi kroczkami ciągle idę do przodu.
    Spełniłem też swoje marzenie i wyjechałem na trochę do Stanów. Nawet napisałem do ciebie po publikacji relacji z Nowego Jorku, ale moja wiadomość musiała utonąć w morzu innych.

    Kurcze, wyszło trochę samolubnie, więc dodam jeszcze, że to co przeżywasz jest mi bardzo dobrze znane. Ja też mam momenty kompletnej załamki i tendencje do poddawania się, ale nauczyłem się jak sobie z tym radzić. Dużo pomogło mi odnalezienie kogoś, w kim się zakochałem 🙂 Teraz, nawet kiedy nic mi nie wychodzi i ‘stracę całą nadzieję’ to wiem, że mam ją. I reszta problemów wydaje się już nieważna.

    Dodam jeszcze, że obserwuję twój blog od dawna i od zawsze mi imponowałaś. Dziewczyno, zwiedziłaś pół świata, i to w dodatku sama! A twoje zdjęcia? Mógłbym je oglądać bez przerwy!

    Trzymam kciuki za waszą wyprawę do Ameryki Południowej i już zaczynam zazdrościć, bo po Meksyku to będzie kolejny kierunek mojej podróży 🙂

    Pozdrawiam!

  • D.

    Ula, wiem, że żaden komentarz nie zmieni tego co jest w Twojej głowie, ale może chociaż trochę przyczynimy się do chwilowej poprawy nastroju. Nikt jak Ty nie zainspirował mnie wcześniej do podróży. To może nawet dzięki Tobie zdecydowałam się ostatecznie na ten wyjazd do Stanów, a dzisiaj kolejny, a jutro jeszcze jeden! Nikt bardziej niż Ty nie sprawiał, że byłam jednocześnie zazdrosna o Twoje podróże, przyjaźnie i życie, ale i szczęśliwa, że ktoś żyje taką pełnią. I nawet nie wiesz ile razy odlajkowywałam fanpage na fb, żeby za chwilę do niego wrócić. Bo to co robisz i kim jesteś jest magnetycznie i wciągające i nic dziwnego, że takie przyziemne rzeczy jak studia czy praca Cię dołują. Ula, życzę Ci najmocniej, żebyś odnalazła swoją radość życia cokolwiek to oznacza. Czytam bloga od czasów Twojego wyjazdu do Anglii z Wojtkiem (?), nawet nie wiem ile to już lat… 🙂

  • NG

    Ula, bardzo, bardzo, bardzo dobra decyzja odnośnie leczenia. Ludzie czasami zapominają, że depresja to choroba jak każda inna, jeden ma problemy z układem pokarmowym, inny z nerwowym – simple as that:) Trochę smutne, że takie problemy są przez ludzi odbierane jako “słabość” przez co wpada się w jeszcze większego dołka. Ile razy słyszałam “weź się w garść” i miałam ochotę takiej osobie garścią przywalić… Przecież to tak jak powiedzieć osobie ze złamaną nogą – “czy mogłabyś łaskawie zrosnąć swoją kość? Teraz?”. Leczenie głowy to dłuuugi proces i potrzeba dużo pracy i wsparcia ze strony otoczenia (to drugie pewnie masz). Przeszłam dokładnie to co ty – bezradność, uciekanie przed wyzwaniami, dnie spędzane na niczym. Kompletnie nie umiałam wziąć się za pracę, którą chciałam wykonywać bo się bałam i zakładałam, że na 100% sobie nie poradzę (brzmi znajomo?:p). Do tego miałam złe doświadczenia z psychologami (pierwsze terapie przeszłam w gimnazjum, a potem w liceum – obydwie były tragiczne bo nie byłam na nie gotowa i nie wiedziałam co tam robię) więc nie miałam ochoty dawać psychologom kolejnej szansy. No ale jak to się mówi – do trzech raz sztuka iii.. trzeci raz też był klapą haha:D Jestem dość cyniczną osobą i siedzenie w gabinecie z Panią, która zrelaksowanym tonem opowiada mi o mojej wewnętrznej sile.. no cóż 😀 W sumie trochę mnie zaskakuje, że psycholog, który powinien być raczej błyskotliwy w kontekście rozgryzienia czyjejś osobowości i potrzeb emocjonalnych człowieka nie widzi, że siedzę przed nim 3 miesiąc i mu nie wierzę:) W każdym razie – spędziłam kupę czasu na takich pogadankach, które wydawały mi się bezsensowne, psycholodzy, z którymi współpracowałam nie przekonywali mnie, czułam, że tracę czas i pieniądze, aż w końcu poszłam do psychiatry. I to było to. Dopiero po takim leczeniu byłam w stanie pójść na terapię u psychologa i coś z niej wynieść. Tzn. nadal nie mogłam słuchać tego gadania, cały ten “feeling” terapii jest po prostu nie dla mnie, irytuje mnie od progu ALE leki pomogły mi na tyle wygrzebać się z dołka, że mogłam po spotkaniach z psychologiem wrócić do domu i na spokojnie samej sobie wszystko poukładać. Jakoś tak wszystko zaczęło samo układać się w logiczną całość. Minęły 3 lata, nadal nie odbieram telefonów bo się wstydzę (o jezu, ile zleceń przez to przepadło..) i jest mi niedobrze przed każdym dniem pracy, w którym robię coś nowego, no ale robię to co zawsze chciałam, a te 3 lata temu to było nie do wyobrażenia.
    Kończę bo to się robi nudne:) Ulka, trzymam mocno kciuki, jestem tu od dawna (od czasów sporów, czy Twój blog aby na pewno jest szafiarski) bo jesteś super osobowością. Wierzę, że poradzisz sobie ze wszystkim kiedy będziesz na to gotowa, a chyba to jest ten czas.
    Aha, jak będziesz organizować te wspólne wyjazdy to jestem pierwsza na liście chętnych:)
    Ściskam

    • Ula

      To ja ściskam za komentarz! <3 Dziękuję za podzielenie się doświadczeniem z terapią. Upewniłaś mnie, że psychiatra to ten odpowiedni trop. Spotkania z psychologami też póki co na mnie nie działały.

      • NG

        no i super, powodzenia – kiedyś będzie lepiej;)

  • Ula, kiedy ty zauważysz, że masz tak ogromną ilość fanów, którzy podziwiają każde Twoje zdjęcie i fakt, że jedną trzecią roku jesteś w podróży? Wykorzystaj to, co umiesz najlepiej – czyli pisanie historii, fotografię i film, żeby zarabiać na tym pieniądze. Nie ma sensu, żebyś była zła na siebie w pracach kiepskich dla siebie. Czekamy na mocną dawkę treści z Twojego wyjazdu (niektórzy utknęli w Warszawie bez szans na urlopy i wyjazdy, płacąc połowę pensji za wynajem pokoju i 12 zł za kawę) i niech ktoś super Cię dostrzeże!

    • Ula

      Wiola, zauważam moich czytelników ich sympatię, tyle że to nie przekłada na lepsze zdanie o mnie samej czy wiarę w siebie. Czytelnicy nie mają też nic wspólnego z moimi problemami z pracą. 1/3 roku w podróży – tak było kilka lat temu, ale w ciągu ostatnich 3 lat, to ten 2.5tygodniowy wyjazd do Stanów był dla mnie najdłuższą podróżą. Mniejsza o to w każdym razie, bo nie w tym problem. Nie potrzebuję bycia ciągle w podróży, tylko umięjętności radzenia sobie nie będąc w niej.
      A gdybym była Tobą, to przy całej sympatii do Warszawy mimo wszystko rzuciłabym ją w cholerę 😉

  • dzaona

    Ula, czytam Twojego bloga od kilku lat i muszę to napisać, że jesteś prawdziwą inspiracją. Ja zawsze byłam powsinogą, zżytą z rodziną i przyjaciółmi, ale chętną do podróżowania. Odkąd skończyłam liceum, a było to już…o matko…7 lat temu, marzyłam by wyjechać gdzieś na dłużej, tam gdzie słońce, gdzie mam blisko wodę, gdzie może nauczę się surfować (chociaż sportowa pierdoła ze mnie niemała), ale na gadaniu zawsze się kończyło…na początku wymówką był wieloletni partner, którego za nic nie chciałam zostawiać. 3 lata temu dostałam super pracę w której płacili mi za podróżowanie po świecie, więc wszystkim zdawało się, że w końcu przestanę snuć swoje niespełnione plany o podróży gdzieś na dłużej, o poszwędaniu się po świecie bez większego celu. Ale to ciągle siedziało mi z tyłu głowy. Jednak jestem osobą wyjątkowo towarzyską, mam kilkuosobową grupę naprawdę bliskich przyjaciół z którymi jestem non stop w kontakcie, jesteśmy super zżyci, więc samotna podróż była kompletnie nie w moim stylu, bałam się i czekałam, że w końcu ktoś z przyjaciół podejmie decyzję za mnie – gdzie jedziemy i kiedy. Wtedy nie miałabym problemu z rzuceniem wszystkiego i podróżą. Sama jednak nie byłam w stanie podjąć takiego ryzyka. Rok temu ustaliłam z dwiema przyjaciółkami, że w maju kupujemy bilety do Meksyku. Ja byłam gotowa i zdecydowana, ale z maja zrobił się czerwiec, a z czerwca lipiec i pomysł upadł…zawsze któraś miała wymówkę, by bilet kupić “za miesiąc”. Pod koniec tego roku stwierdziłam, że młodsza się nie robię, a, że moim priorytetem w życiu jest posiadanie rodziny to chyba ostatni moment, żeby sobie trochę po tym świecie poszaleć. 🙂 Bo potem skończę z kochającym mężem, dziećmi i … uczuciem nienasycenia, bo “co by było gdyby”. Przekazałam pomysł znajomym, jedna przyjaciółka wyraziła chęć wyjazdu, ale kiedy powiedziałam, że chcę kupić bilety już ona namawiała mnie żeby to odłożyć do kwietnia. Znam siebie, gdy to odłożę – nie zrobię tego. Kupiłam więc bilety sama, nie czekając na nikogo (chociaz oczywiście liczę, że uda jej się lecieć ze mną!). I powiem Ci, że to wyzwalające uczucie i takie…”no w końcu!”. Długo czekałam na ten moment, do wyjazdu zostało jeszcze trochę czasu, ale już nie mogę się doczekać. Nie wiem jak poradzę sobie w samotnej podróży, nie wiem czy mi się to spodoba, ale wiem, że to jest coś co od zawsze chodziło mi po głowie. Życie jest za krótkie na strach i nie realizowanie marzeń! Ula, chciałabym Ci podziękować z całego serca i liczę, że kiedyś gdzieś na siebie wpadniemy – Ty i Twój blog odegraliście monstrualną rolę w podjęciu przeze mnie decyzji. Nawet nie wiesz jaki miałaś na mnie wpływ. To Twoje posty z półrocznej podróży po Ameryce zainspirowały mnie do zrealizowania mojego marzenia. Dziękuję! I przesyłam Ci całą moją moc pozytywnej energii (a jestem niezłamanym optymistą! :), wierzę, że poradzisz sobie w życiu i odnajdziesz spokój i radość. Z całego serca Ci tego życzę i z całego serca wierzę, że Ci się uda. Wiedz, że dokonałaś w swoim życiu już naparawdę dużo inspirując innych tak jak zainspirowałaś mnie 🙂

  • Paulina

    Nie moge w to uwierzyc… moja mala bohaterka w takim kryzysie? Nie-do-wiary! Ta podróżniczka, ktorej zadny zakamarek swiata nie straszny, ale ten w jej glowie wydaje sie jej byc otchlania nie do ogarniecia?
    Kochana, nie powiem Ci “glowa do gory” bo to ponizej pasa. Z mojego doswiadczenia zwiazanego z depresja/ciaglym strachem/poszukiwaniem ratunku/ moge powiedziec Ci jedno – to jest wyleczalne! 7 obfitych lat nieszczescia i werterowskiego bolu zycia nauczyly mnie wiele. Co do psychoterapii- bylam niezliczona ilosc razy i wydalam grube pesos na psychoterapeutow, ale niestety nie dane mi bylo przezyc Katharsis. Kiedy bol byl nie do zniesienia, a moja pewnosc siebie byla na poziomie podlogi siegnelam po ostatnia deske ratunku – leki. To byla piekna mieszanka dawki pewnosci siebie i lobotomii – leki spowolnily moje mysli, a raczej je wyproznily. Po paru tygodniach sie przyzwyczailam i potem bylo wysmienicie – ale niestety, leki nie wyleczyly zrodla mojego problemu. Odstawilam je na jakis czas i wrocilam do punktu wyjscia. Bezradnosci i wewnetrznej krytiki, ktore zadne zwiazki chemiczne nie chamowaly. Nastepnym krokiem byl wyjazd do Chin i praca ze swoimi myslami. Zaczelam medytowac i po miesiacach dochodzilam powoli do sedna sprawy i nagle wszystko widzialam bardziej przejrzyscie. Obecnie jest stabilnie jak nigdy i jest to pierwszy rok w moim 26 letnim zyciu, kiedy budzenie sie rano przypomina reklame platkow sniadaniowych. Mam przejrzystosc umyslu, ktorej bardzo mi brakowalo i w koncu czuje, ze moje zycie nie jest efektem zbioru przypadkow, ale to wlasnie ja nadaje mu kierunek. Wiem, ze to wszystko w dobie coachingu/filozofii new age brzmi trywialnie, ale ja naprawde probowalam wszystkiego. Mam nadzieje, ze chociaz troche pomoglam – pamietaj, ze nie jestes sama :*

  • Weronika M. Lo

    Ula 🙂 Szukuje coś dla Ciebie, a w między czasie nadrabiam zaleglości na blogu. W 100% utożsamiam się w tym co tutaj napisałaś pomimo innej lokalizacji geograficznej! To temat na długą rozmowę, ale uwierz mi – nie jesteś sama. Ja miałam bardzo podobne problemy po skończeniu studiów, po przeprowadzce do Nashville. Problemy związane z pracą, próba ogarnięcia rzeczywistości, brak czasu i możliwości na podróże. Nie daj się zniechęcić! Wszystko się z czasem ułoży!