Lifestyle

Podsumowanie roku i plany na 2017

Grudzień 31, 2016

Podsumowania roku na blogu było do tej pory zawsze w formie skrótu z każdego miesiąca i z symbolicznymi zdjęciami zrobionymi w tym czasie. W tym roku jednak nie mam prawie żadnych zdjęć z pierwszej połowy roku, więc pozostanę przy tekście podsumowującym miniony rok i o planach na następny.

IMG_8853aaNie najlepiej radzę sobie w ostatnich latach i w podobnie było też w 2016.
Rok zaczął się niby dobrze, po 3-4 miesiącach szukania pracy w Graz, znalazłam ją w końcu w styczniu. Tyle że nie lubiłam jej od pierwszego dnia, po tygodniu nie znosiłam. Musiałam jednak wyjść finansowo na prostą, a ponieważ była nieźle płatna, zacisnęłam zęby i wytrzymałam w niej cztery miesiące. Wstawanie o 3:50, wracanie do domu po 17h w pracy, każdy tydzień zakończony nadgodzinami, ciągły ból kręgosłupa, brak możliwości wzięcia wolnego dnia itp, itd. To był beznadziejny okres, który zakończyłby się wizytą u psychiatry, gdyby nie długie oczekiwanie na wizytę, której termin zbiegł się ostatecznie z rzuceniem pracy i moim wyjazdem latem z Graz na dłuższą chwilę.
Lato, jakie by nie było, obroni się zawsze. To dla mnie bezdyskusyjnie najlepsza pora roku w ciągu której jestem zawsze w całkiem niezłej kondycji psychicznej.
Tego roku na początku lata poznałam swoją przesłodką bratanicę, później w Graz odwiedzili mnie moi przyjaciele, Bzu i Marcin, tym razem już jako para. Niedługo potem do Salzburga przyjechali moi rodzice. Nasze rodziny znały się od poprzednich wakacji i za sprawą wizyty rodziny Benjamina w PL bardzo polubiły, ale odwiedzinami w Austrii moi rodzice podbili serca całej okolicy. To było kilka bardzo wesołych dni, które regularnie wspominamy do dziś.
Pod koniec lata czekała mnie współpraca z Kayakiem i podróż do Stanów. Wyjazd udał nam się świetnie i  zakończył się wygraniem 1000 na bilety lotnicze! Najjaśniejszym punktem tego roku były właśnie współprace na blogu, najbardziej udane od początku prowadzenia bloga. Jestem za nie bardzo wdzięczna i uznaję chyba za największy sukces minionego roku.
Jesienią początkowo miałam do zrealizowania projekty związane z blogiem, ale głównym zadaniem było szukanie pracy na miejscu. Niestety bezowocnie i tak już upłynął mi czas do końca roku, podobnie zresztą jak spora część pobytu w Graz, gdzieś między kanapą a kuchnią.

IMG_8590aa

2016 miał swoje dobre chwile, ale odbieram ten rok negatywnie przede wszystkim za sprawą tego jak się czułam i jak radziłam sobie z tym, co mnie spotykało. Byłam regularnie bezradna i przerażona każdym drobnym wyzwaniem, przerastało mnie prawie wszystko co było kluczowe do poprawienia mojej sytuacji. Rok wcześniej nie było zresztą inaczej. W ogóle od zawsze byłam pesymistką, porażki nigdy mnie nie motywowały, ale nie zawsze było ze mną tak słabo jak od dłuższego czasu.
Nowy rok przypomina, że za dwa miesiące kończę 29 lat, choć zagubieniem przypominam siebie sprzed 10 lat. Stać w tym samym miejscu po 10 latach? Słabe uczucie. Miałam kilka lat temu jakieś plany, marzenia, wiedziałam co mniej więcej chciałabym robić, ale gdzieś się to wszystko rozmyło. Każdy pomysł na życie spotyka się u mnie z przekonaniem, że przecież i tak nie dam sobie rady, więc nawet nie próbuję.
Nie robię więc nic, żeby zmienić swoją sytuację życiową. Nie mam siły ani motywacji. Zdaję sobie sprawę z błędów jakie popełniam, ale zupełnie się na nich nie uczę. Skupiam się na problemach, a nie rozwiązaniach, na tym co negatywne, a nie pozytywne i na porażkach zamiast tego, co mi się udaję. Generalnie mam jakby wszystkie cechy do how to fail in life i nie do końca czuję/wierzę, że jeszcze może być inaczej. Mój mózg troszczy się o pozbawianie życia sensu i często zmienianie codzienności w nie do zniesienia, nawet jeżeli z zewnątrz wygląda jakby wszystko było w porządku. Zapewniam, że zdaję sobie sprawę, że większość mieszkańców tej planety napotyka w życiu znacznie większe trudności od moich i pokonuje je. Niestety świadomość tego nie przekłada się na radzenie sobie ze swoimi problemami lepiej.

Plany na 2017

IMG_8685aaWygląda na to, że 2017 podzieli się na dwie części, łatwiejszą i trudniejszą. Nowy rok zacznie się od tej pierwszej i tego w czym jestem niezła – od bycia w drodze. Ruszamy z Benjaminem w czteromiesięczną podróż! 6 lutego lecimy do Chile, a 1 czerwca wracamy z Panamy.
Głównym celem podróży jest dla nas Patagonia. Chcemy zacząć od kilkutygodniowego wolontariatu w Patagonii, a czas wolny wykorzystać na outdoorowe aktywności. Planujemy spędzić też trochę czasu w jej południowej części, wędrując po górach.
Jesteśmy akurat na etapie szukania wolontariatu, rozważamy też opcję podróżowania po Chile i Argentynie na motorze, ale czy się uda, to się jeszcze okaże.
Nie mamy sprecyzowanych planów co do reszty czasu w podróży, ale zamierzamy odwiedzić też Boliwię, Kolumbię, Ekwador i Panamę.
Nie ukrywam, że pomysł na podróż wyszedł przede wszystkim od Benjamina, który chce wykorzystać ostatni moment “wolności” po studiach zanim zacznie pracę na dobre. Mnie do podróży namawiać nie trzeba, jasna sprawa, ale nie za bardzo czuję, żebym sobie na nią zasłużyła tym, jak słabo radzę sobie w życiu na co dzień. Ponadto po odbyciu dłuższej podróży po Ameryce Centralnej, obyłabym się bez powtórki, przynajmniej w najbliższych latach. Najbardziej cenię możliwość częstych wyjazdów, które nie muszą trwać miesiącami. Tak czy inaczej, takim przygodom nie odmawiam, a kiedy mój chłopak myślał o dwóch miesiącach podróży, ja kupiłam bilety na cztery. Skoro już jechać na dłużej, to dodatkowe dwa miesiące nie zaszkodzą;).
Co do kierunku – stęskniłam się za Azją, dawno nie wybierałam się nigdzie na wschód i brałam pod uwagę tę stronę świata. Ostatecznie jednak wygrało marzenie Benjamina o Patagonii, którą zresztą i ja bardzo chcę odwiedzić. Doszło też kilka innych kwestii jak np. język (chcemy popracować nad hiszpańskim), więcej terenów nieruszonych przez człowieka i ogólnie mniej ludzi. Oczywiście są też minusy, jak choćby jedzenie, które w Azji jest znacznie lepsze niż w Ameryce Południowej, wyższe koszty, większe odległości czy mniejsze bezpieczeństwo.
Gdyby temat przewodni podróży zależał tylko do mnie, to zapewne poświęciłabym ją na surfing. Benjamin woli góry, dlatego umówiliśmy się, że poza wędrowaniem po górach, spędzimy też trochę czasu nad oceanem, surfując.
W miarę możliwości będę relacjonować podróż oczywiście na blogu i w social media. W pierwszej części podróży dostęp do internetu będziemy mieć prawdopodobnie mocno ograniczony, ale jakoś to rozwiążemy.

Co po powrocie?

IMG_8793aa

Tutaj zacznie się druga część roku, której się trochę obawiam. Od dłuższego czasu zakładaliśmy, że po studiach Benjamina przeniesiemy do Salzburga i na to też się zapowiada. Po doświadczeniu z Graz, wiem czego mogę się spodziewać po sobie i że nie będzie to nic dobrego. Tak jak kiedyś przerażała mnie szkoła, a potem studia, tak na ich miejsce wskoczyła praca. Nie od zawsze zdawałam sobie z tego sprawę, ale miniony rok pokazał mi to wyraźnie. Nie radzę sobie w życiu, nie radzę sobie z tym, co dzieje się w mojej głowie i wiem, że już nic poza wizytą u specjalisty i terapią nie jest w stanie tego zmienić. Dlatego też w 2017 życzę sobie kroku do przodu.

 

A Wam w nowym roku życzę zrealizowania wszelkich ważnych planów, zdrowia, masy drobnych radości oraz podróży bliższych i dalszych!  Dziękuję, że nadal tu zaglądacie!

You Might Also Like