Lifestyle

Podsumowanie 2017 – zmiany minionego roku

January 7, 2018

Podsumowania roku na blogu zaczęłam już w 2009 roku. Przez pierwsze cztery-pięć lat były najbardziej pozytywnymi postami na blogu, potem trochę rzeczy poszło nie tak i przez kolejne lata były raczej tymi najsmętniejszymi. Z każdym rokiem liczyłam, że kolejny przyniesie odwrócenie średniej passy, choć nie do końca wierzyłam, że naprawdę to nastąpi. Posta z poprzedniego roku zakończyłam życzeniem sobie “kroku do przodu”… Czy udało się go w końcu zrobić?
Wróćmy do początku.
W miniony rok, podobnie jak w poprzedni, weszłam w naprawdę średniej kondyncji psychicznej. Na tyle słabej, że nawet wizja jednej z największych podróży życia nie mogła przebić się przez te grube warstwy chmur…. Generalnie w ogóle wypadałoby użyć tutaj w końcu słowa “depresja”, bo to moja wierna towarzyszka ostatnich lat, tylko nie jestem Riennaherą, żeby umieć napisać o tym tekst, który naprawdę miałby sens. Przy tym mam świadomość, że nikt, kto nie czuł się podobnie, nie jest w stanie depresji zrozumieć. Ostatecznie czyjeś kiwanie głową ze zrozumieniem i tak kończy się zazwyczaj powiedzeniem ci, że inni mają o wiele gorzej, więc powinnaś doceniać to, co masz.

Podróż

Podróż do Ameryki Południowej zaczęłam z pewną ulgą, ale też bez dużego entuzjazmu, bo nie miałam wtedy zbyt szerokiego wahlarzu uczuć.
Wraz z zakupem motoru na końcu świata poczułam zapach przygody, ale początki nie były łatwe, bo i podróż była wymagająca, więc do pewnych rzeczy trzeba było się przyzwyczaić, a inne z czasem zaczęły przychodzić z dużo większą łatwością. Do dzisiaj nie do końca chce mi się wierzyć, że w tym roku przejechaliśmy większość Ameryki Południowej wzdłuż i że minęło to tak szybko, ale na blogu nie doszłam nawet do końca relacji z tej podróży więc pewne kwestie odłożę jeszcze na kiedy indziej .
Jak czułam się wraz z biegiem podróży? Stopniowo coraz lepiej i na pewno nie było tak, że nie cieszyłam się i nie doceniałam tych wszystkich przeżyć miejscu. Skupiałam się na nich bardzo, ale też wiedziałam, że kiedyś byłam w stanie odczuwać pozytywne emocje zdecydowanie wyraźniej i intensywniej, co było zdecydowanie przykre, ale nie byłam w stanie tego zmienić.

Kiedy nadszedł finał podróży, byliśmy już nawet gotowi na kolejni rozdział i powrót do domu, a ostatnie 10 dni w Panamie, za sprawą zatrzymania się w idealnym miejscu nad Pacyfikiem, były wymarzonym jej końcem.
Pamiętam, kiedy wstałam wcześnie rano i po raz pierwszy poszłam surfować. Idąc pustą plażą z deską, miałam w oczach łzy z radości, chyba pierwszy raz od ponad trzech lat. Poczułam wtedy, że po dłuższej nieobecności zaczynam wracać.

Czułam się na etapie na tyle dobrze, że już tam zaczęłam przeglądać oferty pracy i pisać pierwszy list motywacyjny. Wysyłałam aplikacje na różne stanowiska przez resztę lata, skorzystałam też z pomocy agencji pracy. Nic nie przynosiło skutku, co oczywiście frustrowało, ale z drugiej strony znałam to na pamięć i nie oczekiwałam pozytywnego scenariusza. Pod koniec lata zaliczyłam dzień próbny w biurze podróży, ale podobnie jak reszta poszukiwań, zakończył się porażką. Czasami zupełnie traciłam wiarę, ale mimo wszystko utrzymywałam się blisko powierzchni wody.
Na koniec lata znaleźliśmy mieszkanie w kamienicy w centrum miasta, mniej więcej takie o jakim marzyłam i to był najjaśniejszy punkt przeprowadzki do Salzburga, który też mocno przyczynił się do tego, że od początku naprawdę dobrze się tu poczułam.

Praca

We wrześniu zaliczyłam wyjazd związany z dwiema współpracami blogowymi, zahaczając przy okazji o Warszawę. Dwa tygodnie na południu Europy, ale i przede wszystkim spotkania ze znajomymi (starymi i nowymi) w stolicy sprawiły, że do Austrii wróciłam z nową dawką energii, a nawet pomysłem na siebie (czeka na realizację, a jakże).
Wykorzystałam wtedy pierwszy dzień świeżego umysłu i z mniejszym strachem niż zazwyczaj przeszłam się z CV po miejskich kawiarniach i restauracjach. Nie chciałam pracy w gastronomii, ale musiałam znaleźć cokolwiek, ze względu na ubezpieczenie i czynsz.
W miejscu serwującym wegetariańsko-wegańskie jedzenie szef od razu poinformował mnie o otwartym stanowisku i tak trafiłam do kawiarni/restauracji w której pracuję obecnie.
Znałam realia gastronomii – niełatwą, fizyczną pracę na pełnych obrotach, stres, słabe godziny pracy, niskie wynagrodzenie i pokrzykujących szefów. Miałam zostać tylko do czasu znalezienia czegoś innego. Od początku byłam jednak zaskoczona serdecznością pracujących tam osób, czekałam aż ktoś zacznie rzucać talerzami, ale się nie doczekałam.
Pierwszego dnia pracy dowiedziałam się, że lokal ma nieco uduchowiony klimat, co wyjaśniło ten większy spokój i w ogóle atmosferę nietypową dla gastronomii. Szef i połowa pracowników są wyznawcami indyjskiego guru, w restauracji wiszą jego zdjęcia, na tyłach kuchni jest miejsce do medytacji, lokal nie serwuje też alkoholu. Niemal każdy z pracowników, niezależnie czy wierzących czy nie, jest na swój sposób (pozytywnie) stuknięty, ma za sobą różne życiowe zakręty i wszyscy nadajemy na całkiem podobnych falach, co zdarzyło mi się w miejscu pracy po raz pierwszy – ludzie są jednym z głównych powodów dlaczego lubię tę pracę.

Jesień okazała się fantastyczna pod względem blogowych współprac. Część samodzielnych, a część zrealizowanych dzięki naszym wspólnym działaniom z ekipą Bloceanii. Po raz pierwszy miałam wystarczającą ilość projektów, żeby pojawił się sens połączenia działań online z pracą w Austrii. Akurat tak się złożyło, że miejsce w którym pracuję nie zatrudnia na pełen etat. Plan na każdy tydzień wygląda inaczej, godziny pracy są bardzo elastyczne, mogłam więc bez problemu połączyć oba zajęcia. I właśnie to było tak naprawdę kluczem do tego, że w ostatnich miesiącach doszłam do najlepszej kondycji psychicznej od nie pamiętam kiedy. Już dawno nie czułam się ze sobą i swoim życiem tak dobrze. Po raz pierwszy mam pracę, która choć jest tylko gotowaniem i sprzątaniem w kuchni, nie idę do niej jak za karę. A możliwość połączenia jej z blogowaniem była już w ogóle sprawiającą dużo satysfakcji kombinacją.

 Jeden z wniosków minionego roku

Chociaż od dawna wskazywały na to wszystkie znaki na niebie i ziemi, w ostatnich miesiącach zdałam sobie ostatecznie sprawę, że nie ma sensu szukać pracy, której i tak nie polubię. A przecież ciągle to robiłam! Wysyłałam aplikacje, czując każdą częścią ciała, że to nie to, ale… taka kolej rzeczy i dorosłość. Tak musi być i już. Dochodzi też presja otoczenia, bo kiedy jesteś w przegranej sytuacji bez pieniędzy i szansy na utrzymanie się, tracisz możliwość decydowania o sobie. Robisz więc to, czego się od ciebie oczekuje, posłusznie idąc najbardziej standardową drogą jaka budzi akceptacje wszystkich dookoła.
Nie wiem tylko kogo próbuję jeszcze oszukać, że sztywna praca od 8 do 17 z dokładnie policzonymi dniami urlopu, to wizja życia, która kiedykolwiek mi odpowiadała – nie było tak ani rok, ani 5lat temu, ani kiedy siedziałam w szkolnej ławce.
Biorąc to i masę innych rzeczy pod uwagę, nie widzę dla siebie innej drogi do utrzymania balansu psychicznego (zwanego też szczęściem) niż stworzenie sobie pracy samodzielnie.
Kuchnia jest na teraz bezpiecznym przystankiem, ale nie jest rozwiązaniem na długo. Cała pensja z ostatnich czterech miesięcy szła do tej pory na zaległe czynsze, podstawowe wydatki pokrywam napiwkami. Na 2018 nie mam póki co zaplanowanych żadnych blogowych współprac, więc zanim znowu pogorszę swoją sytuację, muszę zacząć działać.

Z jednej strony głupio mi, bo pisze to wszystko osoba, która w kwestii zawodowej do tej pory zawsze tylko rozmyślała i nieśmiało planowała, ale tak naprawdę od ponad 10 lat nic konkretnego nie zrealizowała.
Z drugiej strony czuję sens w dzieleniu się tym, co napisałam wyżej, bo choć internet sugeruje inaczej, podobnych do mnie jest chyba więcej od konsekwentnie i zorganizowanie dążących do swojego celu, tych zawsze pozytywnych, którym porażki dodają jeszcze większego kopa do działania.
Rzadko odzywają się z kolei ci, którzy jednakowo marzą, ale nie wierzą w siebie i nigdy nie dają rady wykonać choćby pierwszego kroku. Ja nadal jestem w tej drugiej grupie. Z tą różnicą, że jeszcze niedawno pomyślałabym, że taka już jestem i zostanę na zawsze. Dzisiaj widzę, że wciąż jestem w stanie to zmienić.

Życzenie z poprzedniego roku nie było wielkie, ale ważne, a ja mogę wreszcie powiedzieć, że zdecydowanie ruszyłam z miejsca w którym tkwiłam bardzo długo. Dużo lepiej poradziłam sobie też z początkiem życia w Salzburgu, czego rok temu się obawiałam. Nie mogłam niestety podjąć psychoterapii ze względów finansowych, ale mimo wszystko dzięki podróży w pierwszej połowie roku, różnym wydarzeniom i dużym zmianom jakoś udało mi się wyjść na prostą.
Fajnie jest pierwszy raz od dawna myśleć o przyszłości i jej możliwości oraz jasnych stronach, zamiast widzieć rozwiązanie problemów w samobójstwie. Bardzo doceniam to, jak stabilnie obecnie się czuję. I tylko boję się trochę, że nie potrwa to długo, albo że nie wystarczy mi się siły do działań i zmian i za jakiś czas znajdę się w tym samym czarnym miejscu z kolejnym, nigdy nie zrealizowanym planem i masą negatywnych uczuć do siebie samej.
Gdzieś w opuszkach palców czuję jednak, że tym razem będzie inaczej.

You Might Also Like

  • Marta Klara Wojciechowska

    Ula! mogłabym się podpisać pod każdym zdaniem, oprócz tych o podróży w Ameryce Łacińskiej – bo to dopiero przede mną 😀
    czuję dokładnie tak samo, dość mam udawania, że *klasyczna ścieżka prawnika* jest czymś dla mnie. zaciskam palce pod stoliczkiem ilekroć znajomi licytują się benefitami w swoich korpo i dzielą się wiedzą w czym to teraz warto robić, żeby była kasa większa sztywne godziny pracy, zupełny brak społecznej jej wartości i ciułanie urlopu jest zaprzeczeniem wszystkiego, co chcę w życiu robić. w zeszłym tygodniu złożyłam wypowiedzenie i po paru styczniowych tripkach wyruszam zarobić do Norwegii na staż w amnesty i ruszenie z własnym biznesem :>
    głowa do góry, tacy szaleńcy często czują się w środku nieudacznikami w porównaniu do *ogarniętych* i to strasznie dołuje, ale hej! czy nie czujesz, że w Twoim życiu jest dużo pasji? (wybacz coachingowy ton) czy jest coś od tego ważniejszego?
    bo chyba nie poczucie, że siedzisz na marnym stołku, zadowalając znajomych i rodzinę, którzy nie wiedzą co począć z taką anormalną nieprzystosowaną jednostką
    życzę Ci w 2018 spokojniejszego ducha i zaakceptowania swojej natury! (chryste, też mi się przyda)

    • Ula

      Dzięki wielkie Marta za ten super komentarz! Cieszę się, że czujesz podobnie i trzymam kciuki za Norwegię, staż i tym bardziej za to, co potem! :*

  • Mar Szu

    Ula, czasami nam się wydaje, że jesteśmy sami a tak naprawdę nie zdajemy sobie sprawy, ile osób jest w podobnej sytuacji. Ze swojej strony wysyłam Ci dużo miłości i wewnętrznego wsparcia. Wierzę, że sobie poradzisz i wszystko będzie dobrze, nawet jeśli masz co do tego wątpliwości. Życzę Ci wytrwałości i siły do realizacji marzeń i planów <3

    • Ula

      Dziękuję ogromnie! <3

  • Takie wpisy są w internecie bardzo potrzebne. Dzięki.

  • jejku, jak bardzo bliski mi ten wpis! zarówno o kondycji psychicznej jak i pracy. rok temu doszłam do podobnych wniosków, cały 2017 się przygotowywałam do rewolucji jaka niedługo przetoczy się przez moje życie – i doczekać się tego nie mogę. trzymam kciuki, aby i u Ciebie potoczyło się wszystko pomyślnie. 🙂

    • Ula

      Chyba wiem o jakiej rewolucji mowa, po spotkaniu z Elżbietą 😀 Ściskam i trzymam kciuki za Twoje plany, Kinga!

  • Jak tylko wyświetlił się ten post na tablicy, natychmiast, natychmiast zapragnęłam go przeczytać! To naprawdę budujące, kiedy piszesz wprost, że nie jest łatwo, że Twoje życie to nie tylko te wspaniałe zdjęcia, które wszyscy kochamy. Większość z nas zmaga się z podobnymi wątpliwościami i tak jak napisała Marta, takie wpisy są po prostu potrzebne. I nawet jeżeli Twój rok nie zaczął się dobrze, widać, jak w ciągu 12 miesięcy można jednak stanąć na nogi. Jestem pewna, że w ciągu tych 10 lat udało Ci się jedno: znalazłaś wiernych czytelników Twojego bloga, bo od czasów szafiarskich do Ciebie naprawdę z przyjemnością się wraca. Niech 2018 będzie dla Ciebie tak dobry, jak to tylko możliwe!

  • Undrul Undrulowitz

    Ula, świetny tekst! No i powodzenia! 🙂

  • wyszło tak, że przeczytałam niemal jednym tchem
    jak zwykle szczerość tekstu powala, pozytywnie
    tekst naprawdę super, widać że pisany prosto z serca i z silną iskrą nadziei
    i mega cieszę się, że jednak się posunęło to w dobrym kierunku :-))
    trzymam kciuki!

    • Ula

      Ściskam Paulina i Tobie również realizacji tego, co sobie zaplanowałaś 🙂

  • I ja Ci bardzo z całego serducha tego Ula życzę, by ten rok przyniósł jeszcze więcej współprac, jeszcze więcej dobrej energii i miłości do siebie samej. Super, że trafiłaś do miejsca, gdzie czujesz się dobrze i jest ono bazą do robienia też czegoś więcej. Powodzenia we wszystkim!

  • W wielu miejscach w tym wpisie odnajduję siebie. I w kwestii depresji, kondycji psychicznej i pracy “od do”. A nawet w niewielkim entuzjazmie na myśl o tym, ze spełnia się moje marzenie.
    Powodzenia we wszystkim <3

  • Natalia

    Ja bardzo lubię szczerość w tej formie. Nie ciągłe pozytywne opowieści z kolejnej idealnej podróży życia a pokazanie codzienności z drugiej strony. Tego że większość z nas ma kryzysy, wlekące się za sobą błędy i niełatwe wybory.
    Ja przez ostatnie kilkanaście miesięcy żyłam od wyjazdu do wyjazdu a kiedy do niego dochodziło nic się nie zmieniało, na pewno nie wewnętrzna pustka. Gdziekolwiek bym była. Ostatnio czuję że dojrzewa we mnie nieśmiało zdolność czerpania pomału tego co dobre i poznaje samą siebie.
    Życzę Ci jak najmniej powrotów do tych złych stanów a więcej patrzenia w głąb siebie i wychodzenia spoza strefy komfortu, bo czasem trzeba i wychodzi nam to na lepsze.
    Trzymaj się! 🙂

    • Ula

      Dzięki Natalia, również za te świetne życzenia!

  • Chyba nigdy nie komentowałam, a śledzę Cię już od sześciu lat. Przez ten czas twoje posty kształtowały moje marzenia o podróżach i inspirowały do działania. Odkąd zaczęłam gimnazjum i natknęłam się na tę stronę, jesteś moją idolką. Cieszę się, że jest lepiej i trzymam kciuki za przyszłość.

    • Ula

      Wow tyle czasu… dziękuję!

  • yoasia

    Ula, super że zaczynasz rok z takim myśleniem. Trzymam kciuki 🙂

  • Ech, ale jestem z Ciebie dumna.

    • Ula

      Bardzo się uśmiechnęłam jak to przeczytałam, poczułam się przez Ciebie przytulona 😀

  • G_

    damy radę <3

  • Anna Sałacka

    Ula, bardzo ważny wpis! Dziękuję Ci za niego, za pisanie o rzeczach mało pięknych i popularnych, za szczerość i ogromną odwagę. Czasem trzeba spaść bardzo nisko, żeby potem w końcu pofrunąć i mam nadzieję, że ten rok to będzie dla Ciebie wlasnie ten moment poderwania się z ziemi. Ściskam Cię gorąco, wierzę w Ciebie, czytam i kibicuję z całego serca <3

  • Małgorzata Lis

    Również zazwyczaj nie komentuje Twoich postów pomimo, że je uwielbiam! Ula uwielbiam Twoje posty już od dobrych 6? 7? Lat? Nie jestem pewna, ale pamiętam wszystkie posty. To Ty wzbudzilas we mnie miłość do podróżowania, chociaż nie na tak duża skalę jak Ty bo jednak troszkę odwagi mi brak. Tobie odwagi nie brakuje więc wiem, że w życiu odniesiesz jeszcze nie jeden sukces:) lecz najważniejsze to cierpliwym być i wytrwale dążyć do osiągnięcia tego czego pragniesz. Co mi się podoba w tym poscie, to to że piszesz szczerze, nie ma motylków, tęczy i wszyscy są szczesliwi, lecz rzeczywistość większości z nas. Więc będę cię wspierać bo fajna babka jesteś 🙂 POWODZENIA

    • Ula

      Kochana jesteś Małgosia, dziękuję bardzo! :*

  • Trzymam kciuki!:)

  • Agnieszka jaśkiewicz

    Czytam Twoje podsumowania od lat i bardzo cieszy mnie ta poprawa, naprawdę 😉

  • Małgo

    Ulu, nawet nie zdajesz sobie sprawy ile osób boryka się z podobnymi problemami i ma identyczne przemyślenia. Ludzie w internecie, w mediach społecznościowych kreują idealną rzeczywistość i rzadko kto przyznaje się do wątpliwości, napotkanych problemów. Miałam podobną sytuację do ciebie i kiedy nie mogłam spbie znaleźć miejsca to wszystko wkoło wpędzało mnie w jeszcze głębszą depresję. Pytałam siebie, co ze mna jest nie tak. Dlaczego wszyscy wokół wiedzą co robić, jak odnieść sukces, jak być szczęśliwym. Teraz już wiem, że to tylko przykrywka, że tak naprawdę jest wiele zagubionych osób, ale mało z nich się do tego przyznaje. Pozdrawiam Cię serdecznie.
    P.S. po latach zmagań, strachu wynikającego z niepewności siebie i swoich umiejętności wreszcie zaczęłam wierzyć, że mi się uda i wyszłam na prostą, czego i Tobie życzę 🙂

    • Ula

      Masz rację i warto o tym mówić, żeby ludzie, którzy czują się podobnie zagubieni nie czuli, że są jedynymi.

  • kamila wozniak

    Bardzo lubie Twoje posty podsumowujace kolejny rok. Sa takie ludzkie, bez lukru. Ciesze sie ze jest Ci lepiej ze soba. Czytajac relacje z Am. Pd. czulo sie te przytlumione emocje i taka anhedonie, ktora jest i moim udzialem. W sumie od lat. Mam nadzieje, ze w 2018 umocnisz sie jeszcze bardziej psychicznie. Trzymaj sie!!

  • Kamil

    Trochę ze smutkiem, trochę z radością przeczytałem ten wpis. Ze smutkiem, bo wiadomo — lekko nie jest. Ale naprawdę uśmiecham się na myśl, że coś się ruszyło. Nie śledzę Cię od wielu lat, raptem kilka-kilkanaście miesięcy. Te wszystkie bajeczne zdjęcia które serwujesz nam tutaj i na Instagramie mogą wydawać się spełnieniem marzeń. Ale życie nigdy nie jest takie proste, dlatego cieszę się niezmiernie, że zaczynasz powoli szukać swojej równowagi. Pozdrawiam serdecznie z miejsca, w którym też postawiłem na raczej luźną pracę (i do tego zdalną, która też daje trochę więcej możliwości) gdy zdałem sobie sprawę, że życie w korpo to kompletnie nie jest moja bajka. Trzymam kciuki, aby wszystko szło w jak najlepszym kierunku. Moc uścisków! 🙂

    • Ula

      Wielkie dzięki, Kamil! Ściskam :*

  • Mariposa Hermosa

    Ula :* Czuję się podobnie i najbardziej mnie boli wcale nie ten okropny stan, w którym często tkwię, lecz brak zrozumienia ze strony otoczenia. Wiadomo, że inni mają gorzej, zawsze znajdzie się ktoś bardziej nieszczęśliwy, mniej urodziwy czy zarabiający mniej, ale nie można porównywać się do innych. Możemy mieć najlepsze życie na świecie, podróżować, być kochanym, mieć piękny dom i śliczną buzię, ale jeśli coś nas boli od środka, to nie wmówmy sobie, że jesteśmy urodzonymi optymistami.
    Od roku wynajmuję mieszkanie, sama zarządzam budżetam (mniej lub bardziej udolnie), mam pracę, której się nie wstydzę i nawet w końcu doczekałam się podwyżki, czyli coś tam mi się jednak udało osiągnąć (chociaż w moim wieku, to nie jakiś ogromny sukces…). Powiększyłam grono nowych znajomych, przeżyłam wiele pięknych chwil, ale jednocześnie bardzo boleśnie przekonałam się, jak podli potrafią być ludzie. Idealizuję świat, a potem cierpię i się dziwię, że znowu zostałam zraniona. Hasło na nowy rok? Szanuj siebie i żyj w zgodzie ze sobą!

    • Ula

      Wielkie dzięki Justyna, bo to nie Twój pierwszy ciepły komentarz… Życzę Ci samych szczerych i dobrych ludzi dookoła :*

  • Ania Włodarczyk

    Dobrze, ze napisałaś taki post, szczery i bez lukru. Życie na kilkuset obrazkach ba insta wyglada fajnie, ale różnie z nim bywa w realu. Powodzenia w wychodzeniu na prostą! 😘

  • Agnieszka Burkot

    regularnie odwiedzam Twojego bloga odkąd byłaś au pair w Nowym Jorku i to mój pierwszy komentarz 🙂 Uważam, że jesteś inspirująca, mądra i dobra. Tacy ludzie są na wagę złota! Życzę Ci wszystkiego co najlepsze, a przede wszystkim spokoju ducha. Pamiętaj, że przed Tobą jeszcze wiele radosnych chwil!

    • Ula

      Dziękuję serdecznie i bardzo mi miło, że od tak dawna tu zaglądasz!

  • Czarna Polewka

    Dzięki za ten wpis!