Podróże

Skopje, Macedonia.

Sierpień 13, 2009

Już sama podróż pociągiem do Skopje, stolicy Macedonii była ciekawa, aczkolwiek dość męcząca. Przypomniało nam się, jak to jest, kiedy dwa państwa dzielą twarde granice, poznaliśmy charakterystycznych ludzi ale sam pociąg do złudzenia przypominał te z PKP;).
Poza stolicą i kilkoma mijanymi miejscowościami, Macedonia wydawała się być niezamieszkanym krajem z ciągnącymi się w nieskończoność pasmami górskimi i żarem lejącym się z nieba…


Macedońskie widoki.

W przedziale poznaliśmy Danny’ego i Jimmy’ego, dwóch Anglików, którzy wakacje poświęcili na zwiedzenie ponad 20 europejskich krajów pociągiem i trochę samolotem. Odwiedzili również Polskę, byli zachwyceni jedzeniem, a Kraków uznali za miasto z najładniejszymi dziewczynami.

W przedziale pogrywali w szachy.

Dzieliliśmy też przedział ze stereotypowym macedońskim burakiem, przynajmniej tak go odebraliśmy;). Mina dobrze odzwierciedla jego piękno wewnętrzne;).

Popularne miejsce wspinaczkowe.


W pociągu poznaliśmy również starego Londyńczyka od lat mieszkającego w Macedonii. Później spotkaliśmy go też w mieście i dość długo rozmawialiśmy. Nie mam jego zdjęcia, ale muszę o nim wspomnieć, bo był bardzo charakterystyczną postacią naszej podróży.

Na dworcu nie było informacji turystycznej, ale udało nam się zdobyć jedyną na dworcu mapę miasta;). Ulice były oznaczone beznadziejnie, więc i tak musieliśmy skorzystać z pomocy miejscowych, żeby dotrzeć do hostelu.


Nasz hostel z daleka wyglądał na altanę;). Jeszcze w pociągu okazało się, że Jimmy i Danny śpią w tym samym hostelu, więc trzymaliśmy się razem.

Mieliśmy szczęście, małe zamieszanie w systemie komputerowym sprawiło, że zamiast 8-osobowego pokoju dostaliśmy osobne mieszkanko z kuchnią i łazienką, w 5-osobowym pokoju, w którym byliśmy sami! A to wszystko za 30pare złotych za noc.


Nie podobało mi się, że co krok na chodniku stały zaparkowane samochody i to tak, że nie dało się przejść.

Quo vadis? Do McDonald’s oczywiście. Weszliśmy do środka, żeby z ciekawości spojrzeć na ceny i były wyższe niż w polskim ‚Maku’.

Nie znosze blokowisk, to najbrzydsze stworzenia architektoniczne;).

Plac w centrum miasta.

Tą dziewczynkę i jej dwóch braci spotykaliśmy parę razy i wyglądało na to, że żyją na ulicy…

Poszliśmy na miejscowy bazar, jedna z największych atrakcji Skopje.


Stoisko ze słodyczami.

Bazar, częściowo symbolizujący dawne Skopje.


Na bazarze postanowiliśmy zjeść coś tradycyjnego. Powyżej sałatka szopska, bardzo popularna także w Bułgarii.

Kebapcze, grillowana papryka i frytki. Razem z sałatką i Pepsi za wszystko zapłaciliśmy 1,70euro za osobę! Wreszcie znalazłam się w kraju, w którym poczułam się bogata…;D


Bazar rozczarował nas niezliczoną ilością sklepów z biżuterią i…

sukniami ślubnymi oraz…

hmmm…wieczorowymi. W każdym razie doszliśmy do wniosku, że w tym kraju ludzie lubią się „pokazać”, a na przeciętne wesela rodziny biorą pewnie kredyty dużo większe niż w Polsce;).

Macedońskie chłopaki;).

100 denarów to ok 7zł…Z taką ilością banknotów znowu poczułam się bogata!

Byliśmy głodni czy nie byliśmy, poszliśmy na deser bo było nas stać! Baklava w syropie cytrynowym i lemoniada. Polecam też macedońskie lody, gałka dobrej jakości lodów- za złotówkę.

Tradycyjny macedoński napój, nielubiany z reguły przez turystów. To mleko, mąka i kakao. Niektórzy uznaliby ten smak za obrzydliwy, dla mnie nie był najgorszy, choć nie dałabym rady wypić całej szklanki.

Centrum.

Stoisko ze starociami, tuż przy centrum handlowym. Skopje jest pełne kontrastów.

Przy okazji tego zdjęcia oburzony facet krzyczał do mnie standardowe „no photos!” i dodał, żebym fotografowała piękne rzeczy… – zamiast rzeczywistości…?

Wieczorami na ulicach centrum było widać więcej ludzi niż w dzień, kawiarnie i restauracje były niemal zapełnione.

Skopje leży u podnóża góry Vodno, na szczycie stoi krzyż, podświetlony nocą, widoczny na zdjęciu.

Syndrom spędzania wolnego czasu w supermarketach i centrach handlowych jest tam jeszcze silniejszy niż w Polsce. Nie da się nie zauważyć, że Macedonię ciągnie do „Zachodu”.

Może to zabawne spostrzeżenie, ale podobały mi się produkty na półkach w supermarketach, zaskoczyła mnie ich różnorodność;). Jednym z hitów Macedonii okrzyknęłam z Kasią sproszkowane ‚milkszejki’, nie żadnej macedońskiej firmy, a powszechnego Dr. Oetkera, ale nigdzie wcześniej ich nie spotkałam;). Były pyszne, kilka przywiozłam do domu;).

You Might Also Like