Lifestyle

Współprace na blogu – moje doświadczenie // #10latblogowania

Kwiecień 10, 2018

Zakładałam bloga w tych odległych czasach, kiedy nikomu nie przyszłoby do głowy, że któregoś dnia będzie można zarabiać na nich pieniądze. Jak wygląda blogosfera dzisiaj i że z blogowania można się utrzymać, wiecie zapewne sami. Temat jest mi co prawda znany tylko z teorii, ale mam dobrych kilka lat doświadczenia we współpracach, nigdy nie poruszałam tego tematu na blogu, a nieźle pasuje do serii postów #10latblogowania i dlatego o tym dzisiejszy post.

Zarabianie i blogowanie jako praca

Pierwsza agencja odezwała się do mnie z propozycją współpracy w pierwszych latach prowadzenia bloga, mniej więcej wtedy kiedy marki zaczęły interesować się blogosferą. Powoli odzywały się kolejne, a ja z każdą współpracą uczyłam się czegoś nowego. Popularność mojego bloga od początku rosła bardzo stabilnie, czasem przechodziła długie fazy stagnacji, nie było więc nigdy boomu w zainteresowaniu i nagłego bombardowania ofertami współpracy. Zarabianie na blogu traktowałam jako pozytywny efekt uboczny tego, co lubię robić, ale ważne było dla mnie, żeby produkt pasował do bloga.
Czasami realizowałam jedną lub dwie współprace w ciągu roku, innym razem pięć, ale nigdy nie zapowiadało się na to, że za rogiem czają się stałe projekty. Z tego też względu nie brałam pod uwagę założenia pod bloga własnej działalności. Mimo wszystko jak na dość niewielki zasięg mojego bloga i umiarkowaną popularność, miałam możliwość udziału w naprawdę fajnych projektach, o których 10 lat temu na pewno nie pomyślałabym, że będą możliwe. Zarobki z bloga ratowały mi też czasem życie i pozwoliły zrealizować niejedną podróż. Do tej pory były najlepszym sposobem w jaki dane mi było zarabiać pieniądze i pasującym do stylu życia jaki bardzo mi odpowiada.
Niektórzy twierdzą, że blogowanie to nie praca, tylko żart i że każdy może. W teorii tak, w praktyce okazuje się, że stworzenie chętnie czytanego bloga jest tak samo trudne jak stworzenia każdej innej marki. Wymaga wiedzy w wielu różnych dziedzinach i częstego wychodzenia z własnej strefy komfortu, jeżeli chce się rozwijać. Pisanie bloga nie jest pracą ciężką, ale pod względem trudności podobną do wielu innych.

 

Początki kampanii na blogach

Kiedy marki zaczynały interesować się blogami, byliśmy wszyscy zieloni i nie za bardzo wiedzieliśmy co robimy. W końcu nikt tego przed nami nie robił i nie mieliśmy od kogo się uczuć. Nikt w tamtych czasach nie ośmieliłby się proponować stawek, które dzisiaj są na porządku dziennym. Pamiętam, że w pierwszych latach realizowałam współpracę za 300-500zł i trzeba przyznać, że mnóstwo firm załapało się wtedy na bardzo tanią i skuteczną reklamę na wielu blogach. Mało kto pamięta też czasy banerów, wygodnej reklamy, która polegała tylko na zainstalowaniu widgeta. Później zastąpiły ją posty sponsorowane i content marketing.
Początki wiązały się też z tym, że na stronach pojawiały się czasem bardzo przypadkowe produkty, a czytelnicy szybko zaczęli krytykować blogosferę za reklamowanie środków czyszczących. Nie mam akurat w historii swoich współprac produktów, których dzisiaj musiałabym się wstydzić, ale również na początku nie wiedziałam do końca co robię. Przykładem może być chociażby to, jak w jednej z pierwszych współprac na blogu skrytykowałam w komentarzach kampanię marki, którą promowałam w poście wyżej. Musiałam zaoferować w zamian dodatkowe świadczenia i dostałam nauczkę, żeby podchodzić do współprac znacznie bardziej profesjonalnie.

Prawdopodobnie największa niespodzianka w historii mojego bloga – zaproszenie na wyjazd prasowy do Namibii z marką Skoda (2011)

Jak nawiązuję współprace

Niewiele można się tu ode mnie nauczyć, bo jestem klasycznym, pasywnym przypadkiem, który „czeka” aż ciekawa oferta współpracy wpadnie do mojej mailowej skrzynki. Do wychodzenia z własną inicjatywą trochę brakuje mi samozaparcia, wiary w siebie i nieprzejmowania się odmowami.
Z własną inicjatywą wyszłam tylko raz, kiedy gromadziłam sprzęt na podróż po Ameryce Południowej i pomyślałam, że byłaby to dobra okazja do zrealizowania barterowych działań. Ostatecznie większość marek nie odpowiedziała, kilka nie było zainteresowanych, a jedna wykazała potencjalne zainteresowanie, żałując, że nie odezwałam się, kiedy nie mieli jeszcze rozplanowanego budżetu.
Dwa lata temu razem z kilkoma innymi blogerami podróżniczymi stworzyliśmy Bloceanię. Jako grupa twórców internetowych zdecydowaną większość współprac realizujemy wychodząc z pomysłem do firm. W grupie siła przebicia jest znacznie większa, a w przypadku popularnych blogerów efekty dla klienta mierzone w dużo większych zasięgach więc zadanie jest ułatwione. Mimo wszystko warto próbować też będąc indywidualnym blogerem, niezależnie od rozmiarów swoich kanałów. Trzeba przygotować się na wiele odmownych odpowiedzi lub ich całkowity brak, ale równie dobrze może się udać.

Współpraca Bloceanii z liniami KLM i podróż na Mauritius była jednym z moich największych projektów związanych z blogiem

Moje podejście do wyceny

Pamiętam, że długo głowiłam się jak powinnam wyceniać posty na blogu, a potem też świadczenia w mediach społecznościowych. U popularniejszych blogerów szukałam informacji jak przeliczyć zasięg na sumę pieniężną i nigdy nie byłam do końca pewna jak odpowiedź na prośbę o wycenę działań. Brałam też zawsze pod uwagę zaangażowanie czytelników, które na dobrą sprawę liczy się bardziej od statystyk, będących często przypadkowym ruchem z wyszukiwarki.
Dzisiaj nadal biorę pod uwagę zasięgi i wszystko co wcześniej, ale też wychodzę z założenia, że działania wyceniać możesz tak, jak tylko masz na to ochotę. Masz do tego prawo i nawet jak ktoś pomyśli, że ci odbiło, to tak naprawdę jego problem. Musisz „tylko” znaleźć klienta, który będzie chciał Ci tyle zapłacić, albo umieć przekonać dlaczego warto zapłacić. To oczywiście jest znacznie trudniejsze niż wymyślenie sobie dowolnej stawki.
Osobiście nie rzucam w mailach sumami z kosmosu,  ale zdarzyło mi się kilka razy, że nie będąc przekonaną do kampanii, na ofertę współpracy odpowiedziałam znacznie zawyżoną stawką. Czasem dostawałam pozytywną odpowiedź, bo okazywało się, że budżet marki był wystarczająco duży. Innym razem kampania nie dochodziła do skutku, ale nie czułam, że coś straciłam bo nie był to projekt, który koniecznie chciałam zrealizować.

KAYAK wysłał mnie w 2015 na Islandię, a rok później w ramach kolejnej wspólnej kampanii przejechałam zachodnie wybrzeże USA

Klucz do udanych współprac

Popularność bloga swoją drogą, ale niejedną współpracę zrealizowałam z czystej sympatii pracownika agencji lub przedstawiciela marki. Ktoś uważał mnie za fajną osobę, albo czytał mojego bloga i mając w głowie jakąś kampanię wpasowującą się w temat bloga, odezwał się do mnie z propozycją współpracy. W ten sposób wylądowałam na przykład w czerwcu 2011 w Namibii na wyjeździe prasowym, ale i w wielu innych, mniejszych projektach. W innych przypadkach agencja lub marka były na tyle zadowolone z kontaktu ze mną i wspólnych działań, że zgłaszała się do mnie ponownie. Tak było na przykład z KAYAK oraz Coroną Extra, która w tym roku po raz trzeci wyraziła chęć współpracy.
Wychodzę z założenia, że tak samo we współpracach blogowych jak i wszelkich innych, życiowych sytuacjach bycie uprzejmym i wyrozumiałym zwraca się z nawiązką. Dobrze jest przypominać sobie, że świat nie kręci się wokół ciebie. Nawet jeżeli kampania nie idzie jak po maśle, to zdaję sobie sprawę, że mało jest w tym winy pracowników agencji i wyżywanie się na ludziach z którymi wymieniam wiadomości byłoby po prostu nie fair. Dobry kontakt i uprzejmość sprawia, że często te same osoby odzywają się do mnie z propozycją kolejnych współprac, więc na końcu wygrywa każdy.

Z marką Corona Extra współpracowałam przez ostatnie dwa lata i w tym roku będę mieć okazję ponownie

Negatywne doświadczenia i czego unikać

Jak na wszystkie zrealizowane współprace, zaliczyłam bardzo niewiele negatywnych doświadczeń. Tak naprawdę na myśl przychodzą dwie, z czego jedna zupełnie nie doszła do skutku, a druga okazała się męczarnią w trakcje jej trwania. Dlaczego? Bo marka pomimo zapewnień o tym, jaką mam swobodę w działaniach, okazała się być bardzo kontrolująca, korygująca najmniejsze szczegóły, a przy okazji słaba w komunikacji. Następnym razem w razie propozycji współpracy od dużej międzynarodowej firmy, będę lepiej badać teren i bardziej ufać intuicji, kiedy wyczuję, że coś może pójść nie tak.

 

W poprzednim poście z cyklu #10latblogowania napisałam o częstych błędach, które popełniałam przez lata prowadzenia bloga, więc jeżeli temat jest Wam bliski, to zapraszam do przeczytania tamtego posta.

You Might Also Like