Podróże

Zimowy weekend w Tyrolu Wschodnim i górskie schronisko marzeń

Marzec 30, 2018

Świąteczne prezenty na ostatnią chwilę zazwyczaj kończą się jakimś niewypałem, opóźnioną przesyłką i nauczką, żeby za rok zaplanować wszystko dużo wcześniej. Tym razem mi się upiekło. Prezent dla Benjamina zarezerwowałam dzień przed wigilią, na początku lutego doszedł do skutku, a po wszystkim okazało się, że wyszedł z tego najlepszy prezent z możliwych, bo ja miałam z niego tyle samo radości.

Dolomittenhütte było do pewnego czasu przeciętnym górskim schroniskiem i jego tradycyjna część nadal nie różni się wiele od innych. Kilka lat temu dobudowano jednak nowoczesną cześć, całkowicie zawieszoną nad 50m spadem. Znajduje się w niej kilka pokoi, w których jedna ze ścian jest oknem z widokiem na imponującą górę Spitzkofel (2.718m). Dodatkowo w najdroższym pokoju „Adlerhorst”, dwie z czterech ścian są oknami z widokami rozpościerającymi się na dwa różne kierunki. Pokój był niestety zarezerwowany na każdy zimowy weekend i większość przyszłorocznych, ale w tygodniu znacznie łatwiej o rezerwację.

Choć schronisko otwarte jest cały rok, ale na pobyt zdecydowanie polecam zimę. Jeżeli uprawiacie skitouring, to do schroniska prowadzi proste podejście, które zajmuje mniej więcej 2h. Na całej długości ciągnie się przygotowany stok, co jest nietypową sytuacją bo nie ma tu żadnego wyciągu. Dzięki temu łatwo też dojść na pieszo. Wystarczą górskie buty, ewentualnie kijki i w przeciągu 1.5h będziecie na miejscu. Jeszcze inną, super opcją jest wejście wraz z sankami i zjazd na dół! Ze względu na to, że do schroniska dojeżdża specjalna taksówka i dzieli drogę z torem saneczkowym, zjazd na sankach możliwy jest w wyznaczonych przedziałach czasowych (12:00-12:45, 15:15-17:45, 21:15-21:45 und 22:45-24:00), ale o szczegóły dopytać można na miejscu. Pieszą wędrówkę można też zastąpić wjazdem taxi, ale nie polecam, bo na frajdę z całego pobytu składa się też właśnie to, że do miejsca noclegu dociera się na pieszo.

Dolomity Lienzkie i atrakcje na miejscu

Zostając w schronisku na noc na pewno nie będziecie się nudzić. W Dolomitach Lienzkich nie brakuje pięknych szlaków na górskie wędrówki latem, albo skitouring zimą. My trafiliśmy na piękny, słoneczny weekend i już sama opcja kilkugodzinnego leżakowania na tarasie wydawała się idealnym sposobem na spędzenie soboty. Mając ze sobą cały sprzęt, nie było jednak mowy, żeby nie wykorzystać okazji do skitourowej wędrówki i jazdy w puchu na snowboardzie. Ze schroniska (1.620m) weszliśmy na Auerling (2.035m), co zajęło nam jakieś 1.5-2h w spokojnym tempie. Dalszą opcją (650m przewyższenia) byłoby Karlsbaderhütte i Grosserlaserzkopf (1100m przewyższenia) na co zdecydowalibyśmy się na pewno, gdybyśmy spędzali jeszcze jeden nocleg w górach, a nie musieli wracać tego samego dnia do Salzburga. Przez kilka wcześniejszych dni napadało porządnie śniegu i fragmenty jazdy w puchu były naprawdę cudowne, a otoczenie i pogoda sprawiły, że był to idealny, zimowy weekend. W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się jeszcze na coś do picia w schronisku, a później kontynuowaliśmy na deskach aż do naszego samochodu.


Żeby dotrzeć na miejsce, trzeba wpisać w nawigacji „Kreithof, 9900 Tristach”. Bilet parkingowy można kupić w automacie, ale jeżeli zostaje się na miejscu na noc, należy opłacić dłuższy pobyt (kilka euro) w znajdującej się przy parkingu restauracji Kreithof.

Planując wejście popołudniu/wieczorem na wejście niezbędne będą czołówki.

Ludzie z okolicy przyjeżdżają tu taxi na kolację lub kilka piw ze znajomymi, a później nocą zjeżdżają na sankach. Niezła opcja, co?
Podpłomyki pojawiają się rzadko w tutejszych schroniskowych menu, a szkoda, bo zazwyczaj mam problem z wybraniem czegoś spośród austriackich dań.


Poszliśmy spać bardzo ciekawi tego, co zobaczymy rano. I powiem Wam, że chyba jeszcze nigdy po otworzeniu oczu nie zdziwiłam się tak bardzo na to, co zobaczyłam. WOW!


Śnieżna zaspa przed oknem i widok na dolinę <3
W cenę pobytu wliczone jest śniadanie, znacznie większe niż to, co zazwyczaj oferują schroniska.



Pokoje w schronisku są bez łazienek, ale nawet ta wspólna prezentuje się super.
   
Pokoje są małe, ale tak naprawdę i tak liczy się tylko to, że leżysz w łóżku z widokiem za milion$.

Przedpołudnie na tarasie

  Odeszliśmy kilkanaście metrów od schroniska, a ja znowu musiałam wyciągać aparat.

Zaliczyliśmy w tym sezonie kilka dobrych ski tourowych tras. Przy dużych opadach śniegu na początku zimy było to nawet możliwe tuż pod Salzburgiem, wieczorem po pracy. Pierwsze wędrówki zaliczyłam w rakietach śnieżnych, a później przerzuciłam się na specjalne narty, które przed zjazdem składam i montuję na plecaku.   
Na początku przyszłego sezonu zimowego chcę dodać posta o tym jak zgromadzić sprzęt do skitouringu, zwłaszcza dla snowboardzistów i w wersji z niewielkim budżetem.


Zdjęcie zrobione z pędzącego samochodu w drodze powrotnej, ale piękne światło zawsze się obroni.

You Might Also Like